audio / video | 13.02.2010

Festung Breslau - jak zamordowano miasto

autor: dr Krzysztof Tokarz

Mija 65 lat od końca wojny i wielkiej wymiany ludności. Polskie miasta na wschodzie w 1945 roku nagle stały się częścią Związku Radzieckiego, Polacy kresowi wylądowali na ziemiach zachodnich. Jak wymieniała się ludność - przyjrzyjmy się na przykładzie jednego miasta. Prof. Norman Davis mawia o Wrocławiu że to europejski mikrokosmos. Niech więc tą pigułką polskich zmian Anno Domini 1945 będzie Breslau-Wrocław.

 dr Krzysztof Tokarz (doktor nauk społecznych, niemcoznawca)

W tym roku przypada 65 rocznica rozpoczęcia oblężenia przez wojska sowieckie Festung Breslau. Dokładnie 15 lutego 1945 roku ówczesny komendant twierdzy „genaralmajor von Ahlfen” ogłosił oblężenie Breslau w apelu do ludności „Nie popadajcie w zwątpienie”.  Rozpoczęło się 80 dni mordowania pięknego śląskiego miasta.

Oto Wrocław w 1943 roku - jak gdyby nigdy nic - trwa letnia olimpiada młodzieży:

Breslau jeszcze latem 1944 roku został przez Adolfa Hitlera ogłoszony wraz z kilkoma innymi miastami twierdzą. Jednak na samym początku niewiele robiono sobie z tego. Przede wszystkim, dlatego, że nikt nie wierzył, że wojna aż tutaj dotrze. Tutejsi Niemcy myśleli, że tylko oni mogą bombardować innych, to ich wojska mogą plądrować i niszczyć obce miasta, ale oni sami nie będą ani bombardowani, ani zmuszeni do obrony własnych domów.

Breslauerzy do końca wierzyli w zwycięstwo, przekonani o swojej potędze i wyższości nad innymi narodami. Nawet trudno w to uwierzyć, ale jeszcze w grudniu 1944 roku mieli spokojne święta, zastawione stoły, w czasie, gdy od 1939 roku Warszawiacy albo umierali głodu, albo od codziennego terroru niemieckich faszystów. Breslauerzy do końca 1944 roku praktycznie nie wiedzieli co to znaczy wojna.

Tak wyglądało miasto przed wojną - oto kolorowy (!) film z 1938 roku:

 

 

Po wybuchu II wojny światowej Breslauerzy dalej żyli w poczuciu bezpieczeństwa i oderwania od wojennej koszmarnej dla innych nacji rzeczywistości. Miasto dzięki wojnie nawet przeżywało rozkwit gospodarczy, a to z tego powodu, że tutaj przenoszono wiele zakładów przemysłowych i urzędów. Fabryki przestawiono na produkcję służącą hitlerowskiej machinie wojennej.

Potęgą był zakład Linke Hoffmann Werke (po wojnie Pafawag, teraz Bombardier). Przed wojną produkował wagony i lokomotywy, a czasie wojny pociągi pancerne, części opancerzenia, a nawet silniki do cudownej broni Hitlera pocisków V2.

Breslau stał się bardzo ważnym ośrodkiem logistycznym dla zaopatrywania niemieckich wojsk na froncie wschodnim. Z tego miasta ruszały całe pociągi wiozące czołgi, działa, wozy pancerne i amunicję dla niemieckich wojsk walczących na froncie. Tu przybywały transporty rannych żołnierzy, potem na powrót wysyłanych do walki o wielką Rzeszę.

Oto zdjęcia Breslau z czasu wojny:

 

 

Breslau przeżywał również rozkwit, jako miasto będące swoistym azylem dla wielu. W czasie II wojny o kilkaset tysięcy zwiększyła się liczba mieszkańców miasta. Stało się tak dzięki jego geograficznemu położeniu. Podczas gdy amerykańskie i brytyjskie samoloty nękały zachodnie i środkowe Niemcy tu panował względny spokój.

Przez długi czas alianckie bombowce nie mogły dosięgnąć stolicy Schlesien. Rosjanie nie mieli wystarczająco rozwiniętego lotnictwa bombowego zdolnego do przeprowadzenia nalotów dywanowych na kształt tych, które dotknęły Kolonię czy później Drezno. Praktycznie do końca 1944 roku wojna była jedynie teoretycznym zagrożeniem dla miasta i jego mieszkańców.

Można to porównać do sytuacji Polaków, do których obecnie docierają za pomocą telewizji informacje o poległych polskich żołnierzach w Iraku czy w Afganistanie. Wojna wprawdzie jest, ale gdzieś daleko. Tak samo mieszkańcy Breslau przez długi czas o wojnie dowiadywali się z komunikatów lub z tego, że do kogoś przyszła wiadomość o śmierci krewnego na froncie. To nie to samo co samemu doświadczać okrucieństwa wojny lub je przynajmniej widzieć na własne oczy.

Nawet w lecie 1944 roku, kiedy wojska radzieckie znalazły się o ok. 300 km od miasta nie odczuwano bezpośredniego zagrożenia. Świadkowie tamtej epoki przyznają, że słyszało się tu i ówdzie niepokojące rzeczy, musiano nawet odbywać przeszkolenie do Volkssturmu.

Jednak nikt tego nie traktował zbyt serio, że Sowieci zapukają do bram miasta. Wiara w Führera, w niezwyciężony Wehrmacht ciągłe była głęboka i niezachwiana. Nawet, kiedy Adolf Hitler ogłasza zmianę Breslau w 1944 roku Festung, nikt do końca nie wierzy w spełnienie się wizji walk o miasto.

Wprawdzie Hitler żądał, aby nie kapitulować i bronić twierdzy do ostatniej kropli krwi, ale nie zrobiono zbyt wiele, aby jego rozkaz mógł mieć wielkie szanse się wypełnić. Załogę Festung bardzo często stanowili przypadkowi żołnierze, na przykład z rozproszonych jednostek, rekonwalescentów, urlopowiczów, także wyleczonych rannych i rzecz jasna Volksstrutmistów.

Nazistowscy władcy Breslau mieli wprawdzie ambitniejsze plany obrony miasta, ale ich nigdy nie wcielili w życie. Jak twierdził jeden z wysokich rangą niemieckich oficerów planowana była budowa zewnętrznego pierścienia okalającego miasto.

Ciągnął on by się od Trzebnicy przez Miłoszyce, przez Świętą Katarzynę, po Kąty Wrocławskie i z powrotem zamykałby się w Trzebnicy. Nawet kopano głębokie rowy przeciwczołgowe, ale inwestycja nigdy nie została ukończona. Zapory kopali mieszkańcy Breslau, ale także niewolnicy Trzeciej Rzeszy, czyli robotnicy przymusowi z Polski i innych podbitych przez Niemców krajów z całej Europy.

Niektórzy niemieccy uczestnicy wspominają tamten okres, jako sielankowy. Opowiadano nawet sobie dowcipy, kopiąc rowy zaporowe. Na przykład taki: „Do kopiących zaporę Niemców inny Niemiec zwraca się z potanianiem:  po co tu kopiecie? Odpowiedź: szukamy polskiego podziemia”. Dowcip raczej średni, ale doskonale pokazuje nastroje ludności Breslau.

Ci dowcipnisie wówczas nie zdawali sobie sprawy, że po upływie kilku miesięcy wcale nie będzie im do śmiechu. Z drugiej strony bardzo starannie przygotowano miasto do długotrwałej obrony i oblężenia napełniając magazyny wszelkim możliwym dobrem. Było tego tak dużo, że jeszcze na dzień przed kapitulacją niszczono ogromne zapasy, aby te nie dostały się w ręce Rosjan.

Mieszkańcy Breslau mieli się dobrze nawet do początku 1945 roku. Pod koniec 1944 roku Breslauerzy jeszcze się znakomicie bawili na zabawach, przesiadywali w kawiarniach, jedli do syta. O takiej sielance ci, którzy mieszkali pod niemiecką okupacją w Generalnej Guberni mogli tylko pomarzyć. Niemieckie dzieci jak gdyby nigdy nic dostawały „wypasione” prezenty pod choinkę.

Dopiero sowiecka ofensywa, która rozpoczęła się 12 stycznia 1945 roku z przyczółka baranowskiego miała to wszystko zmienić. Wojska sowieckie bardzo szybko rozprawiły się z nieudolnie dowodzonymi Niemcami. Front załamał się, a Wehrmacht, który już w niczym nie przypominał tego z początku wojny, tylko uciekał w popłochu, często będąc w rozsypce.

Ofensywa sowiecka przybrała takiego tempa, że było to zaskoczeniem nawet dla samych Rosjan. Już 21 stycznia 1945 roku a więc w niecałe 9 dni od rozpoczęcia ofensywy wojska radzieckie zajęły Kluczbork, Olesno i Dobrodzień. A niemalże nazajutrz, bo 22 stycznia 1945 roku ostrzeliwali Oels ( Oleśnicę). Miasto położone zaledwie 30 kilometrów od Breslau.

Później z lotniska w Oels Rosjanie bombardowali Festung Breslau.  Kiedy na początku 1945 roku sprawy przybrały jeszcze bardziej dla Breslau niebezpieczny obrót, władze hitlerowskie nadal uparcie trwały przy swoim. Zaprzeczały faktom i bały się pokazać, że dopuściły do katastrofy. Wstrzymywały pozwolenie na ewakuację ludności cywilnej.

Oto Wrocław w pierwszej połowie XX wieku.

 

 

Generał Krause – pierwszy komendant Festung Breslau, jeszcze w 1944 roku apelował o ewakuację cywilów z Breslau. Jednak gauleiter Hanke odmówił. Uczynił to tylko dlatego, aby nie podpaść Hitlerowi. Uzasadnił swoją tragiczną w skutkach decyzję tym, że nie można wywoływać paniki wśród ludności cywilnej. Ta tchórzliwość i służalczość gauleitera była wyrokiem śmierci wydanym na jego własnych współobywateli, którzy zginęli w czasie masowej ucieczki w styczniu 1945 roku. 

Nie ma wątpliwości, że za śmierć tysięcy niemieckich mieszkańców Breslau odpowiada gauleiter i dowództwo twierdzy. Ich polityczne decyzje doprowadziły do ogromnej tragedii. Generałowie von Ahlfen i Niehoff wręcz szczycą się rzekomo niskimi stratami wśród niemieckich obrońców. Jednak do tych statystyk nie chcieli zaliczyć około 90 tysięcy zmarłych mieszkańców Breslau podczas przymusowej ewakuacji miasta.

Jak nierozsądne były podstawy decyzji nazistowskich władz Breslau świadczy fakt, że i tak nie udało się ukryć przed ludźmi nadciągającej klęski armii Hitlera. Oczom mieszkańców grodu z nad Odry, już 22 stycznia 1945 roku ukazał się obraz porażki hitlerowców.

Jeszcze nie tak dawno zasiadali przy suto zastawionych stołach do wigilijnej kolacji, a dziś ci sami ludzie przetaczali się szarą, zmęczoną masą przez ulice zaśnieżonego miasta. Przed miażdżącą Wehrmacht armią sowiecką uciekali mieszkańcy Śląska, żyjący po prawej stronie Odry wówczas już zajętej przez Sowietów.

Ksiądz Peikert w swoich pamiętnikach z okresu oblężenia pisał, że roztoczył się „przerażający widok”. Dzień i noc przejeżdżały kawalkady wozów chłopskich zaprzężonych w konie lub krowy, wózków dziecięcych, sań, ludzi dźwigających na plecach tobołki. Straszliwy był widok tych wyniszczonych i zmarniałych ludzi, którzy ze swym skromnym mieniem musieli opuścić ziemię ojców.

Należy dodać, że miało to miejsce w styczniu, kiedy mrozy sięgały minus 13-15 stopni. Dzieci zamarzały, a ich krewni układali zwłoki na poboczach. Była mowa o całych ciężarówkach wypełnionych zwłokami ludzkimi zwożonymi do miejskich kostnic. Ci ludzie nie przypominali już tego rozentuzjazmowanego tłumu jaki znamy z fotografii z pobytu Hitlera w Breslau z 1938 roku.

Dosięgło ich to, co spotkało już dawno ludność polską, żydowską czy narody Związku Radzieckiego z rąk ich mężów, ojców, braci na usługach Hitlera. Dopóki spotykało to innych, a nie nich samych, było im wszystko jedno. Nawet część idących w pochodzie aktywnie popierało wówczas brutalne działania Hitlera wobec podbitych narodów. Gauleiter Dolnego Śląska Karl Hanke dopiero 19 stycznia 1945 roku wydaje rozkaz ewaluacji miasta.

Nawet niemieccy historycy nie mają wątpliwości, że robi to o wiele za późno. Gdyby nie chciał się wykazać służalczością przed Hitlerem i zgodziłby się na ucieczkę niemieckiej ludności nawet kilka tygodni wcześniej nie doszłoby do takich wydarzeń, jakie znamy z relacji świadków. Nic dziwnego, że doszło do tragedii tysięcy ludzi, kiedy wszystkie drogi zablokowały tłumy uchodźców i przemieszczające się oddziały wojskowe.

W tamtym czasie nie było już fizycznych możliwości, aby milionową metropolię wywieźć pociągami z miasta. Po prostu nie było ani tylu lokomotyw ani wagonów. Zapanowała panika i chaos na breslauerowskich dworcach. Ludzie tłoczyli się do pociągów, często tratując przy tym słabych, chorych dzieci i starców. Nic nie pozostało z przysłowiowej niemieckiej organizacji.

Wymagano od kobiet i starców, aby miasto opuszczali na pieszo, pomimo wielkich mrozów. Kobiety i dzieci nocą w siarczystym mrozie musiały się udawać do Jaworzyny. Dopiero stamtąd mieli pojechać dalej pociągami. Akcja ewakuacyjna od początku nie mogła się udać, ponieważ tak wielkiego miasta nie dało się szybko opróżnić z jego mieszkańców.

Kompletnie zawiodła organizacja i planowanie takiego przedsięwzięcia. Aby zmusić ludzi do opuszczenia miasta władze często terroryzowały i straszyły ludność. Ta niezbyt chętnie opuszczała nie tylko swoje mieszkania, ale i miasto udając się czasami po własną śmierć. Wprawdzie fanatycy jeszcze mieli mrzonki o Wunderwaffe i wierzyli w Hitlera, ale znaczna część mieszkańców Breslau zadawała sobie sprawę z tego, że ich poświęcenie nie ma już choćby najmniejszego sensu, bo wojna dla Niemiec jest przegrana.

Aby zmusić ludzi do pozostawienia swojego życia, domów, mieszkań hitlerowcy straszyli ludność prawdziwymi i wydumanymi okrucieństwami Armii Czerwonej. Celowo pojono mieszkańców, zwłaszcza kobiety informacjami o gwałtach, aby przyśpieszyć decyzję o ucieczce a u innych wzmocnić chęć obrony Festung przed Sowietami. Ksiądz Peikert twierdził, że tylko jednego dnia Suchkommandos na krótkim odcinku drogi znalazło 400 zwłok ludzkich.

To była cena głupoty i braku umiejętności organizacyjnych władz Breslau. Hitlerowscy władcy chcieli oczyścić miasto z ludności, aby móc dłużej stawiać opór napierającym Rosjanom. Zbyt wielka liczba cywilów utrudniałby dłuższe stawianie oporu. Nie chodziło tu o żadne humanitarne postępowanie, ale o czysty interes nazistów.

Pomimo rozkazu opuszczenia twierdzy pozostało około 180 tysięcy do 200 000. W tamtym czasie nie tylko mieszkańcy Breslau uciekali, ale cały niemiecki wschód. Uciekinierzy po tym jak doświadczyli złej organizacji, braku pomocy ze strony władz, wracali do swoich domów. Aby temu zapobiec generał von Ahlfen – komendant twierdzy Breslau - wydał specjalny rozkaz.

Nakazał, aby ludzi, którzy wcześniej zostali wyrzuceni z miasta na powrót nie wpuszczać. Tylko, że nie można było w żaden sposób wyegzekwować tego niezbyt rozsądnego nakazu. Ludzie wiedzieli, że w domu mają jedzenie i zgromadzone zapasy węgla. A władze nie przygotowały im niczego w ich tułaczce poza twierdzę.

Niemcy straszyli własną ludność okrucieństwami ze strony Rosjan. Jednak sami dokonywali o wiele gorszych czynów. Również w czasie oblężenia i w okresie poprzedzającym zamkniecie pierścienia twierdzy Breslau.

Podczas ewakuacji Niemcy dokonywali okrutnych zbrodni na więźniach sądowych i więźniach obozów koncentracyjnych Gross-Rosen. SS-mani ewakuując zimą 1944 roku podobóz w Miłoszycach ok. 20 km od Breslau rozstrzelali kilkuset niewinnych więźniów w pobliżu miejscowości Czernica.

Ci mordercy z SS potem skrywali się w Festung Breslau i to o ich bezkarność troszczył się podczas negocjacji z Rosjanami generał Niehoff. Tenże osobiście zabiegał, aby zbrodniarzy tacy jak ci wyżej wspomniani, nie spotkała żadna kara ze strony Rosjan. Według Niehoffa mieli być potraktowani nie jak zbrodniarze, ale jak żołnierze.

15 lutego 1945 Rosjanie zamykają pierścień wokół Breslau. Odrzucenie przez dowództwo niemieckie propozycji poddania miasta sprawia, że do stycznia 1945 niemalże nietknięte przez wojnę, przeistacza się w gruzowisko. Załoga twierdzy dowodzona przez Hansa von Ahlfena liczyła 45000 – 50 000 żołnierzy. Jednak dane te nie są pełne ani ostateczne. Po zakończeniu oblężenia podobna liczna Niemców została wzięta do sowieckiej niewoli. A wiele tysięcy straciło życie w walkach o miasto.

Co do liczby wojska dowodzonego przez generała Wladimira Głuzdowskiego też nie ma całkowitej pewności. Gregor Thun podaje, że było to 150 000 żołnierzy. Trudno powiedzieć czy 6 armia radziecka liczyła w tamtym czasie, aż tylu żołnierzy. Ponadto w czasie trwania oblężenia zabierano kolejne dywizje do walki o Berlin.

Oddziały Głuzdowskiego zaatakowały od południa i na początku miały ogromne sukcesy. Bardzo szybko zajęły najbardziej wysunięte pozycje obronne. Wdarły się do najbardziej eleganckich dzielnic mieszkaniowych. Niemcy ewakuowali mieszkańców z ich domów, aby je wysadzić. Ludziom wolno było zabrać jedynie niewiele własnych rzeczy i pod przymusem opuszczali mieszkania pozostawiając całe wyposażenie.

Pod koniec lutego 1945 roku Niemcy burzyli całe ciągi domów. Tak było na przykład przy Siebenradgasse - dziś ta ulica nie istnieje - i przy Domminikannerplatz - obecnie plac Dominikański.  Peikert pisał: Domy wysadza się w powietrze nie zabezpieczywszy uprzednio w jakikolwiek sposób wyposażenia mieszkań (bielizny, mebli, pamiątek rodzinnych). Sprzęt domowy pochłaniają gigantyczne masy gruzu wymieszanego z meblami, bielizną i obrazami. Akcja wysadzania zatacza szerokie kręgi w obrębie miasta.

Rosjanie na miasto zrzucają nie tylko bomby, ale i ulotki. Miałby one na celu zmiękczenie obrońców i ochronę miasta przed bezsensowną zagładą. Oto jedna z nich: Do otoczonej załogi Breslau! Generałowie, oficerowie, żołnierze! Jednostki sowieckie atakujące z lewego brzegu Odry w rejonie Środa Śląska – Legnica połączyły się z wojskami sowieckimi uderzającymi na zachód od Oławy – Brzegu i zakończone zostało całkowite okrążenie oddziałów niemieckich we Wrocławiu. Jesteście otoczeni przez wojska sowieckie, które mają nad wami kilkukrotną przewagę w ludziach i w sprzęcie. Pierścień ten zaciska się nieubłaganie. Położenie wasze jest beznadziejne. Wszystkie drogi na zachód są odcięte….

Ksiądz Peikert pod datą 18 luty 1945 zanotował w swoim pamiętniku, że w południe na przykościelnym cmentarzu kościoła św. Maurycego w Breslau został pochowany pierwszy poległy niemiecki żołnierz. Był to członek kompanii pułku Schulz 609 dywizji do zadań specjalnych generała Ruffa, broniącej południowego odcinka frontu w mieście. Poległy to Erich Seega, urodzony 5 września 1921, a poległ 17 lutego 1945 roku.

To był tylko początek żniwa śmierci mieszkańców i całego miasta. W wyniku bezsensownej obrony miasto Breslau faktycznie umiera. W niektórych dzielnicach przestaje istnieć prawie 90% substancji mieszkaniowej. Niszczone są nie tylko pojedyncze domy, ale całe ulice.

Nawet niemieccy generałowie i stratedzy przyznają, że po 14 marca 1945 dalsza obrona Festung Breslau nie miała już najmniejszego sensu z punktu widzenia wojskowego. Nie była już potrzebna nikomu i nie służyła już obronności kraju, lecz czystej polityce i grupie generałów i nazistowskich notabli.

Gauleiter Hanke dbał przede wszystkim o własny interes. Budował lotnisko w środku miasta kosztem życia tysięcy niewolników z podbitych krajów, ale i mieszkańców miasta. Zresztą jedynie sam z niego skorzystał. Bo czmychnął z miasta samolotem komendanta twierdzy. Kiedy lotnisko zastało ukończone to Wehrmacht nie miał już ani sił ani środków, aby dostarczać do miasta czegokolwiek.

Fanatyzm obrońców był wspierany terrorem. Kto nie chciał bronić skóry Niehoffa i Hankego zostawał rozstrzelany. No i jak mówią uczestnicy obrony Festung z dyscypliną też coś było nie tak. Z jednej strony drakońskie kary dla tych, którzy choćby talerz wzięli z walających się po ulicy resztek dobytku po wysadzeniu przez niemieckich saperów budynku, z drugiej regularne akty rabunku mienia dokonywane przez żołnierzy i działaczy NSDAP, członków Kreisleitungu.

Pod koniec oblężenia libacje alkoholowe z udziałem pań lekkich obyczajów wcale nie należały do rzadkości. Niemcy sami mówią o tym, że wysadzano i dewastowano miasto nawet wtedy, kiedy było już jasne, że poddanie Festung jest tylko kwestią czasu.

Sami obrońcy i mieszkańcy modlili się o jak najszybszą kapitulację. Chcieli, aby Rosjanie jak najszybciej zajęli twierdzę, bo to zakończyłoby ich bezsensowne cierpienia i niepotrzebne zabijanie ich samych. Jednak Rosjanie nie potrafili zadać ostatecznego ciosu. Breslau kapituluje dopiero 6 maja 1945 roku, a więc później niż Berlin. Rankiem tego samego dnia gauleiter Hanke pod pretekstem mianowania go następcą Himmlera umyka w popłochu z miasta.

W rozmowie z Niehoffem tuż przed kapitulacją już nie udaje mężnego bohatera. Wyraźnie wystraszony, przybity i pełen strachu o własną skórę mówi, że jest za młody, aby umierać. Nie przeszkadzał mu jednak wiek, chociaż sam miał ponad 40 lat, aby wysyłać na pewną śmierć 16 letnich chłopców.

Sam Niehoff też przestaje troszczyć się o miasto, a dba za to o własne interesy. W niewoli chce otrzymać ordynansa, prawo do noszenia broni i inne przywileje. W niedzielę 6 maja 1945 roku do Breslau wchodzą pierwsze sowieckie oddziały przejmując od kapitulujących Niemców Festung Breslau.

Z niegdyś pięknego i dumnego miasta nie pozostało praktycznie nic, albo bardzo niewiele.  Po śmierci Breslau narodził się na nowo powstały z rumowiska Wrocław. Mieszkańcy Breslau w wyniku ustaleń zwycięskich mocarstw musieli odpuścić swoje miasto, a na ich miejsce przyjechali Polacy wypędzeni ze swoich domostw: ze Lwowa, Tarnopola, Stanisławowa czy Wilna.