audio / video | 06.11.2009

Leonhardifahrt w obiektywie

autor: Miriola Dzik

Niemiecka tradycja - wiadomo: skórzane portki, jodłowanie, brzuchaci wąsaci faceci pijący zbyt dużo piwa - i właściwie tu kończą się polskie stereotypy na temat "tradycji za Odrą". Trochę szkoda, bo Niemcy czerpią szeroką garścią ze swojej przeszłości - część zwyczajów modernizując, gdzie indziej dbając o zachowanie historycznego status quo. Mirola Dzik mieszkająca na co dzień w Bawarii polska blogerka (Bawaria nieOBIEKTYWnie) ze swoim aparatem zaczaiła się na tradycyjną niemiecką konną paradę.

Na początku liczy się jak zwykle strój. Ma być nie tylko historyczny - najlepiej by był z konkretnej epoki:

 

Leonhardifahrt albo Leonhardiritt to konna procesja prowadzona na początku listopada w Bawarii (Altbayern) i Austrii. Ma uświęcić i upamiętnić świętego Leonharda z Limoges żyjącego w VI w. n.e. Odbywa się albo dokładnie 6. listopada albo w weekend poprzedzający ten dzień. Część niemieckich wsi w Bawarii świętuje ten dzień także latem.

Dlaczego Leonhard jest tak ważny w ludowej tradycji? Bo to patron zwierząt domowych, dziś przede wszystkim koni - dlatego to je współcześnie ustawia się do parady. Podkreśla się ich znaczenie dla gospodarstwa, wskazuje się niemal jako "żywciela gospodarstw. Dlatego często w czasie parady i po niej rozdaje się wypieki ze zboża, które z pomocą zwierząt zostało zebrane.Ot choćby takie pierniczki:

 

  

 

Bawaria nie byłaby sobą, gdyby przy okazji procesji nie zorganizować także festynu z dużą ilością piwa, jarmarku z precjozami i produktami domowej roboty oraz obowiązkową potańcówką na koniec. To próba generalna przed jarmarkami bożonarodzeniowymi. Co można znaleźć podczas Procesji Świętego Leonharda? Sprawdź na blogu Miroli Dzik tutaj.