audio / video | 06.04.2011

Niemcy mówią "nie" energii atomowej

autor: Administrator

Na temat energetyki jądrowej w Niemczech już nie raz pisaliśmy na niemcy-online. Z jednej strony przedstawiliśmy propozycje ustawodawcze SPD i lewicy z pod znaku die Linke, a także zmiany dokonane przez chadeków (na ten temat czytaj tutaj), z drugiej strony o nastrojach i decyzjach polityków w związku z katastrofą jądrową w Japonii (patrz tutaj). Przez ostatni miesiąc problem elektrowni jądrowych w Niemczech był obszernie poruszany w wielu mediach. Obserwatorzy uważają, że jeżeli dojdzie do powolnego zmierzchu wykorzystania tego rodzaju energii, to społeczeństwo powinno być wdzięcznie przede wszystkim sobie.

Alicja Kuropatwa

Kanclerz Angela Merkel została zmuszona do podjęcia decyzji o czasowym zamknięciu siedmiu, najstarszych rektorów jądrowych spośród 17 czynnych do tej pory. Do tej decyzji nakłoniły ją przede wszystkim liczne akcje społeczne, który odbyły się na terenie całych Niemiec. Teraz nikt nie będzie milczeć.

Za Odrą na ulice wyszło tysiące protestujących. Wszyscy zgodnie wykrzykiwali, że „Fukuszima jest wszędzie” i żądali wyłączenia każdej  elektrowni jądrowej oczekując w zamian rozwoju energetyki opartej na źródłach odnawialnych.

Najwięcej osób demonstrowało w stolicy. W Berlinie blisko 120 tysięcy ludzi przemaszerowało z żółtymi flagami w ręku. Była to nie tylko młodzież ale również całe rodziny czy nawet emeryci. Większość z nich na wspólną akcję społeczną przeciwko energii jądrowej umówiła się za pośrednictwem internetu.

 

W tym celu powstała specjalna, niemieckojęzyczna strona www.anti-atom-demo.de, dzięki której można skontaktować się osobami zainteresowanymi kolejnymi protestami i do nich dołączyć. Ci, którzy popierają całą ideę, a nie chcą „wychodzić na ulicę” mogą protestujących wspomóc finansowo. Jak podają założyciele tej strony, pieniądze są potrzebne przede wszystkim na afisze, ulotki informacyjne, flagi, itp.

Przeciwnicy energii jądrowej łączą się także na najbardziej popularnym portalu społecznościowym – Facebooku. Z jego popularności skorzystali mieszkańcy Hamburga, którzy protestowali na Opernplatz. Domagali się, oprócz wspólnych dla wszystkich protestujących postulatów, zamknięcia w szczególności dwóch elektrowni jądrowych położonych w Dolnej Saksonii – w Lingen i Grohnde.

Minutą ciszy, podobnie jak w każdej tego typu akcji, uczczono pomięć ofiar trzęsienia ziemi w Japonii, by następnie stworzyć morze żółtych flag i wyruszyć w marsz protestu. Na wielu powiewających sztandarach napisano "Atomkraft-Nein-danke!". Kilkunastoletnie dzieci niosły sztandar z hasłem: "Wir wollen lächeln, nicht strahlen" (pol. „chcemy się śmiać, nie świecić/promieniować”).

 

W uzupełnieniu tych żądań, wiele osób chciało wyrazić swoje niezadowolenie z prowadzonej w Niemczech polityki, czego przykładem mogą być protesty nie tylko w Stuttgarcie, Hanowerze, czy Kasel, ale również w Kolonii, Hamburgu i Monachium. Demonstrujący przestali wierzyć w zapewnienia i obietnice rządzących. Krzyczeli, że "jeżeli energia jądrowa jest bezpieczna, to Ziemia jest płaska” (niem. : "AKW sind sicher, und die Erde ist eine Scheibe").

 

Jak widać, energia jądrowa to obecnie poważny problem w Niemczech. Politycy, jak zwykle próbują zamydlić oczy społeczeństwu, ale ludzi ogarnęły uczucia bliskie histerii, wielu po prostu boi się o swoje życie. Większość osób uważa, że sytuacja w Japonii jest dla nich ostrzeżeniem i trzeba traktować je poważnie.

Kataklizmy ekologiczne są równie poważnie jak każde inne, dlatego obywatele naszego zachodniego sąsiada wywierają tak wielką presję na rządzących w tej sprawie. To niedorzeczność, żeby w chwili, kiedy zatruwane jest środowisko w Asse, mogła przejść ustawa przedłużająca funkcjonowanie 17 elektrowni jądrowych.

 

Katastrofa w Asse? Mieszkańcy miasteczka położonego niedaleko Wolfenbüttel w Dolnej Saksonii od kilku już lat skarżą się, że z byłej kopalni soli wyciekają wraz  z wodą odpady radioaktywne. Asse II od 1965r. miało być miejsce służącym do badań naukowych. W następnym roku umieszczono tam w górnych pokładach soli niebezpieczne materiały. Po przejęciu sprawy przez Bundesamt für Strahlenschutz (pol. Federalny Urząd Ochrony przed Promieniowaniem), całkiem niedawno podjęto decyzję o przetransportowaniu odpadów nad powierzchnię do podobnej ruiny - Schacht Konrad.

Zdaniem specjalistów taka operacja nie pozwoli na długookresowe bezpieczeństwo, ma ona podłoże polityczne i jest błędna. Oczywiście brudnych tematów się unika. Naiwnii cieszę się z decyzji Merkel o chwilowym zamknięciu kilku elektrowni ale w końcu i oni powinni przejrzeć oraz dojść do wniosku, że do tej pory politycy ich obaw nie traktują poważnie.