edukacja | 18.11.2009

"Lekcja ciszy" - 50 lat minęło... opowieść o książce

autor: Mirosława Zielińska

Wydawać by się mogło (szczególnie przedstawicielom młodego pokolenia), że 1989 rok jest absolutną cezurą w stosunkach polsko-niemieckich, że dopiero ‘wtedy’ wszystko się zaczęło. Zaczęło się jednak dużo wcześniej, bo już pół wieku temu . Pierwsza – ignorując istniejące bariery, przyszłe mury i zasieki – dialog podjęła literatura. A dokładnie polska poezja współczesna, czego dowody możemy odnaleźć w znakomitym zbiorze z przed lat "Lekcja ciszy" Karla Dedeciusa. Dedecius - człowiek instytucja, najważniejszy tłumacz polskiej literatury na niemiecki 50 lat temu dokonał wyboru polskiej poezji współczesnej. Teraz po naszej stronie Odry możemy się dowiedzieć, jak  wtedy zareagowali niemieccy krytycy na polską poezję.

Mirosława Zielińska

Dwadzieścia lat temu, gdy ówczesny kanclerz Niemiec Zachodnich, Helmut Kohl, przerwał swoją wizytę Polsce (obiecując pierwszemu premierowi demokratycznego rządu, Tadeuszowi Mazowieckiemu, że wróci…), aby osobiście wziąć udział w karnawałowym szaleństwie pod murem berlińskim. Wszystkie światowe media pokazywały niemal obklejony wiwatującym tłumem mur, który w ten symboliczny sposób został odarty na oczach całego świata z grozy i symboliki ‘Żelaznej Kurtyny’, dzielącej świat na dwa wrogie światy. Do tych niezwykle medialnych obrazów dołączył wkrótce inny ważny, choć niestety mniej medialny symbol - symbol polsko-niemieckiego pojednania, którym było przekazanie znaku pokoju przez kanclerza Kohla i premiera Mazowieckiego, w czasie uroczystej mszy, jaka odbyła się w Krzyżowej (Kreisau). Dziś, z perspektywy dwóch dziesięcioleci, nie ma już wątpliwości, że tak rozpoczęło się polityczne i gospodarcze zrastanie dwu części Europy. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, iż nie był – i nie jest nadal – proces ani łatwy, ani pozbawiony mniejszych lub większych problemów i napięć. 

Wcześniejszego przełomu w stosunkach polsko-niemieckich dokonała polska poezja współczesna. Przed ponad pięćdziesięciu laty podjęła ona dialog pomiędzy dwoma krajami, nie zważając na wszelkie bariery istniejące między nimi. Kamykiem, który ruszył lawinę był wybór poezji Karla Dedeciusa. Dwujęzyczny tom, jaki ukazał się właśnie dzięki inicjatywne prof. Marka Zybury,"Lekcja ciszy Karla Dedeciusa w głosach niemieckiej krytyki" pozwala udokumentować wyżej postawioną tezę. Sens przypomnienia o trwającym już pół wieku literackim dialogu tak uzasadnia redaktor tomu: pragniemy [złożyć] Karlowi Dedeciusowi hołd oraz wyrazić mu wdzięczność za trud przygotowania legendarnej antologii, uprzytomnić nam współczesnym, że po drugiej wojnie światowej to literatura znajdowała się zawsze w awangardzie dialogu i pojednania między naszymi narodami i przypomnieć poprzez te świadectwa ducha i wole tegoż procesu z czasów jego początków.  

Tom, który dokumentuje reakcje niemieckiego świata kultury na pierwszą powojenną – lecz nie tylko z tego tytułu zasługującą na nazwanie jej legendarną – antologię polskiej poezji współczesnej, która, jak już wspomniano, ukazała się w 1959 roku za sprawą Karla Dedeciusa, zasługuje na uwagę z kilku powodów. Dziś bardzo dobrze znane, tak w Polsce, jak i Niemczech, nazwisko Karla Dedeciusa, nazywanego „ambasadorem kultury polskiej w Niemczech” (jego przebogata spuścizna została przekazana archiwum jego imienia w Collegium Polonicum w Słubicach), w 1959 roku było nikomu nieznane. 

Jak samokrytycznie przyznał w wydanej w połowie lat 80. księdze pamiątkowej, wydanej na sześćdziesiąte piąte urodziny Dedeciusa, Marcel Reich-Ranicki, zarówno on, jak i Andrzej Wirth – wówczas najważniejsze nazwiska-instytucje promujące literaturę polską w Niemczech Zachodnich – zignorowali Dedeciusa. Dedecius wysłał do krytyka na początku 1958 roku list, w którym prosił o pomoc w doborze autorów i utworów do antologii, nad którą już wówczas pracował. Uznali go, krótko mówiąc, za szarlatana, niegroźnego szaleńca, którego przedsięwzięcie – jak się wówczas wydawało – nie rokowało żadnych szans na realizację, nie mówiąc już o sukcesie.

Zamieszczone w interesującym nas tomie ‘dwa głosy’ Ranickiego: jeden pochodzący z jego listu do Dedeciusa z kwietnia 1959 roku i drugi, którym jest jego recenzja antologii "Lektion der Stille" napisana dla „Die Welt” w sierpniu tego samego roku pokazują jak zmieniał się stosunek do niezwykłej książki tego papieża niemieckiej krytyki: od zapierającego dech w piersiach zdziwienia, do zachwytu.

Samo przekonanie pod koniec lat 50. monachijskiego wydawnictwa Carla Hansera do projektu antologii polskiej poezji współczesnej nie było proste. W swoich wspomnieniach prof. Herbert Göpfert podkreśla ryzykowność projektu Dedeciusa we wszystkich możliwych aspektach: nieznany nikomu człowiek (mówiący z wyraźnym wschodnim akcentem), nie będący profesjonalnym tłumaczem, nie mający na swoim koncie żadnych sukcesów, do tego nikomu nieznana poezja, z nieznanego kraju… .Sam Dedecius, we wstępie do polsko-niemieckiej reedycji Lekcji ciszy z 2003 roku, wydanej przez wrocławski Atut, podkreśla wsparcie, jakie jego projektowi udzielili niemieccy poeci, publikujący w monachijskim wydawnictwie: Młodzi lirycy niemieccy, tak samo jak ja ciekawi współczesnej literatury polskiej, głównie Horst Bienek, namawiali mnie, abym więcej przetłumaczył i wydał antologię. To właśnie oni, sami publikując już w tym wydawnictwie, skontaktowali mnie z oficyną Carla Hansera w Monachium. Carlowi Hanserowi i naczelnemu redaktorowi prof. Herbertowi Göpfertowi podobały się moje próbne tłumaczenia. Plan antologii został zaakceptowany.

Niewielka, bo jedynie 80-stronicowa antologia pozwoliła przedstawić zaledwie 37 wierszy, ale dała szansę zapoznać się z literaturą polską. Książka zrobiła furorę. Popularność literatury z nad Wisły w następnym dziesięcioleciu zwykło się określać mianem „polskiej fali”. Aby nie być gołosłownym, niech za przykład posłuży recepcja dwu autorów przedstawionych w Lekcji ciszy, do dzisiaj znanych, cenionych i wydawanych w Niemczech: Tadeusza Różewicza i Zbigniewa Herberta. W ciągu pięciu lat (1965-1969) ukazało się siedem tomów reprezentujących wszystkie trzy gatunki: prozę, dramat i poezję Różewicza, pozwalających na zapoznanie się z dorobkiem autora, poczynając od jego debiutanckiego tomu – Niepokój – wydanego w 1947 r. W przypadku Herberta w ciągu trzech lat (1963-1965) niemieckojęzyczny odbiorca mógł zapoznać się z aż siedmioletnim dorobkiem polskiego pisarza.

Samo poruszenie, jakie wywołała Lekcja ciszy, a także efekty długofalowe tego rezonansu, tak dalece zaskoczyły – jak się okazuje – samego pomysłodawcę antologii, że gdy już od dobrych kilku lat kierował Niemieckim Instytutem Kultury Polskiej w Darmstadt, przypisywał sukces swojego projektu z 1959 roku … szczęśliwemu zrządzeniu losu: Znałem zachodnioniemiecki rynek i wiedziałem, jak bardzo jest oporny na nowe, nierozpoznane zjawiska z zewnątrz. Szczęśliwy traf chciał, że <Lekcja ciszy> dotarła do rąk wielu znaczących niemieckich poetów, uznali te antologię za odkrycie literackie. Pojawiło się blisko 200 recenzji i wiele przedruków wierszy.

Lekcja ciszy Karla Dedeciusa w głosach niemieckiej krytyki pozwala na zapoznanie się z ich najciekawszym wycinkiem w wersji oryginalnej oraz ich polskich przekładach (można tylko dodać: godnych Karola Dedeciusa).

Lekcja ciszy Karla Dedeciusa w głosach krytyki niemieckiej. W 50-lecie I wydania przełożył i do druku podał Marek Zybura./Lektion der Stille. Neue polnische Lyrik ausgewählt und übertragen von Karl Dedecius. Carl Hanser Verlag 1959. Eine Gedenkgabe zum 50. Jahrestag der Erstveröffentlichung. Herausgegeben von Marek Zybura. Wrocław Gajt 2009.