edukacja | 07.02.2013

Plagiaty niemieckiego rządu

autor: Administrator

Annette Schavan to kolejny niemiecki minister, którego doktorat ma cechy plagiatu. Po udowodnieniu Karl Theodor zu Guttenberg - były minister obrony zrezygnował ze stanowiska. Podobnie stało się z minister edukacji Schavan. Kto następny?

 

Tomasz Sikora

 

Guttenberg, który był nawet szykowany na następcę Merkel i tytułowany przyszłą gwiazdą niemieckiej polityki, złożył urząd w niesławie. Opozycja nie pozostawiła na nim suchej nitki, mówiąc, że człowiek, który kłamie, oszukuje nie jest godzien przewodzić niemieckim żołnierzom. Teraz Guttenberg ma jedno wyjście i z niego korzysta. Wycofał się praktycznie z polityki, przebywa na zmianę w Niemczech i Stanach Zjednoczonych.

 

Co robi? Oficjalna wersja jest taka, że wyszedł z polityki, korzysta z rodzinnej fortuny i przędzie żywot człowieka rodzinnego, w jakiś sposób załamanego zniszczoną kariera. Ale to tylko wersja plotkarska. Według informacji polityków CSU, do których dotarł portal niemcy-online pracuje nad kompletnie nowym doktoratem. Tym razem bardzo się pilnuje.

 

Jeśli dysertację obroni, będzie miał znów otwartą ścieżkę powrotu do polityki. Wyborcy lubią takie historie. Oto potknął się jak każdy z nas, otrzymał karę i przeprowadził ekspiację. Jako nawrócony syn marnotrawny udowadnia swoją wartość i winy są mu wybaczone. To biblijne nawiązanie nie jest tu bezzasadne - jeśli plan się powiedzie zu Guttenberg ma stanąć na czele katolickiej CSU.


Teraz cień padł na doktor Annette Schavan, cień tym bardziej nieprzyjemny że to minister niemieckiej... oświaty. Pierwsze zarzuty pojawiły się anonimowo w internecie na początku 2012 roku. Przez ponad rok internauci korzystając z programów antyplagiatowych wskazywali kolejne elementy pracy nieoznaczone jako cytaty. W końcu sprawą zajął się uniwersytet nadający tytuł i przeprowadził własne dochodzenie naukowe. Wynik był jasny.

 

Na początku lutego 2013 roku Schawan co prawda  oświadczyła, że nie zgadza się z decyzją uniwersytetu w Duesseldorfie o uznaniu jej doktoratu za plagiat. Najpierw mówiła, że nie planuje odejścia ze stanowiska, bo zarzuty uniwersytetu Heinricha Heinego są bezpodstawne. Groziła nawet podjęciem kroków prawnych przeciwko unieważnieniu stopnia naukowego. Sił starczyło jej na dwa tygodnie.

 

57-letnia działaczka CDU, uważana za zaufaną kanclerz Angeli Merkel, nie wytrzymałą politycznej presji i "grillowania" ze strony opozycji, domagającej się jej dymisji. Było jasne, że w przypadku pozostania Schavan na stanowisku afera z jej doktoratem byłaby z pewnością jednym z głównych tematów kampanii wyborczej przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu.

 

To SPD i Zieloni - wezwały Schavan do ustąpienia ze stanowiska. Sekretarz generalna SPD Andrea Nahles powiedziała, że minister oświaty utraciła wiarygodność. Szefowa klubu parlamentarnego Zielonych Renate Kuenast skomentowała ustąpienie stwierdzeniem, że Schavan "oszczędziła sobie i nauce przedłużania w nieskończoność tej afery".

 

Co prawa Angela Merkel miała całkowite zaufanie do minister Schavan, deklarowała to kilkukrotnie i pozostawała z nią w dobrym kontakcie i bardzo dobrze oceniała jej pracę na czele resortu. Takie oświadczenie wzmacniające pozycję minister oświaty wydał rzecznik rządu Steffen Seibert. Jednak te zabiegi nie na wiele się zdały.

 

Zarzuty kolegium naukowców z z Duesseldorfu są bardzo poważne. Unieważnili całą pisemną rozprawę doktorską Schavan napisaną na początku lat 80. XX wieku. Zarzucano jej próbę świadomego wprowadzenia uczelni w błąd poprzez niezgodne z obowiązującymi zasadami wykorzystywanie cytatów z innych prac. Za unieważnieniem doktoratu głosowało 12 członków rady wydziału, dwie osoby były przeciwnego zdania, jedna wstrzymała się od głosu.


Schavan broniła się, że doszło z jej strony do pewnej "nieścisłości" cytowań, niestaranności,(Flüchtigkeitsfehler) ale praca jest jej dziełem autorskim, zawiera co najwyżej parę błędów "niepodania źródła". To błędy redakcji pracy a nie świadome przeinaczenia - odpowiadała na zarzuty minister oświaty.

 

Obserwatorzy są zdania, że teraz Schavan skupi się wyłącznie na obronie własnego dobrego imienia. Już teraz ruszyła z atakiem. Jej podstawowy zarzut dotyczy ujęcia tematu. Była minister oświaty nie zgadza się, by brak oznaczenia cytowań miał oznaczać automatyczne uznanie za plagiat. Jak dodaje, nikt nie zwraca uwagi na wartość dodaną pracy, jej własny wkład merytoryczny. Plagiat i błąd cytowania nie powinny być tak samo traktowane. Przed 33 laty nie istniały obecnie dziś możliwości, by sprawdzać prace naukowe. Z pewnością gdybym mogła wówczas w 1980 roku przepuścić moją pracę przez program antyplagiatowy, bym to zrobiła. Program wskazałby, gdzie zapomniałam zaznaczyć cytowanie. Z pewnością bym to uzupełniła. Tłumaczy dziś Schavan.