edukacja | 02.09.2018

"Studentów jak mrówków"

autor: Tomasz Sikora
Polska narzeka na swoje szkoły wyższe. Nie mieścimy się w prestiżowych rankingach, naukowcy pracują na paru etatach, nie chodzi w nich o jakość kształcenia ale o ilość kształconych. Zupełnie inaczej jest w Niemczech, choć problemy są także. 

2018 rok okrzyknięto świetnym w niemieckiej edukacji. To ważne, bo pozytywna koniunktura, spadająca liczba bezrobotnych, dobre prognozy gospodarcze, które królowały przed rokiem, zachęcały żaków do porzucenia studenckiego kredytu, pracy na godziny, albo rodzicielskiego garnuszka, kończenia studiów i rozpoczęcia zawodowej kariery. Tylu absolwentów - 300 tysięcy - nie było w Niemczech nigdy. Ta liczba stała się dla Niemiec powodem do dumy - Federalny Urząd Statystyczny (Statistische Bundesamt) podał nawet dokładną liczbę absolwentów: 309364 kobiet i mężczyzn zdało w 2008 roku swój ostatni egzamin. A jeszcze osiem lat temu było ich o 100 tysięcy mniej. Dla porównania w Polsce według Głównego Urzędu Statystycznego w 2017 r w Polsce mieliśmy 460 tysięcy absolwentów.

Ten niemiecki boom był do przewidzenia, bo od lat wzrasta liczba studiujących, zresztą takie też było życzenie i działania polityków. Wielka koalicja CDU/CSU - SPD wpisała wręcz w umowę koalicyjną, że będzie dążyć do stanu, gdy 40% każdego rocznika młodych Niemców będzie szło na wyższą uczelnię. To nigdy nie zostało osiągnięte, obecnie wskaźnik kształtuje się na poziomie 36% według danych OECD. W obecnej umowie koalicyjnej między CDU/CSU a FDP zrezygnowano więc z podawania konkretnej liczby, a zagwarantowano jedynie wzrost nakładów na edukację i jej dalsze polityczne wspieranie. W ten sposób Niemcy chcieliby zbliżyć się do europejskiej średniej. Dodajmy, że według danych GUSu w Polsce obecnie studiuje 67% każdego rocznika. To zresztą, jak wiadomo, duży problem w Polsce. Z powodu ogromnej liczby chętnych kuleje jakość kształcenia, a absolwenci kolejnych lat, są coraz słabiej przygotowani do zawodu. Jak dowodzą w swoich raportach "Polityka" i "Gazeta Wyborcza" traci na tym polska nauka, a szkoły wyższe są właściwie autoparodiami uczelni uniwersyteckich. Wzrastająca liczba studiujących także w Niemczech budzi głosy krytyki, pojawiające się głownie w komentarzach pod tekstami publicystycznymi na forach internetowych, ale także w programach telewizyjnych dotyczących oświaty.  

Tych obaw nie podziela jednak nowo powstała koalicja. Rząd Merkel chce, by wzrastała ilość absolwentów wyższych uczelni. Tu zresztą pojawia się inny problem: zaledwie 53% rozpoczynających studia w Niemczech w ogóle je kończy. Inni studiują latami, powtarzając kolejne semestry. Dlatego wprowadzono kilka lat temu obowiązkowe opłaty za semestr, by nieco przykrócić lenistwo żaków. Na niewiele się to zdało. Polski model kształcenia zakłada edukacyjną ciągłość. Studia traktowane są jako kolejny etap edukacji podejmowany natychmiast po maturze. Potem studenci robią wszystko, by w terminie zakończyć też studia. Wynika to po części ze społecznego uzusu, ale też gorszej sytuacji materialnej polskich rodzin. Młodzi ludzie muszą jak najszybciej zacząć studia. W rezultacie 91% absolwentów wyższych uczelni ma 25-26 lat. W Niemczech to tylko 53%. Częściowo wynika to z faktu, że studia zaczyna się w późniejszym wieku. Wśród niemieckich studentów aż 45% ma powyżej 25 lat.

Niemcy stawiają jednak na edukację. Minister Edukacji i Badań wymogła na landach stworzenie kolejnych 275 tysięcy miejsc na uczelniach do 2015 roku. Młodzi ludzie wybierają jednak nie uniwersytety, a wyższe szkoły zawodowe (Fachhochschule (FH)). Pokazuje to najlepiej liczba absolwentów. Prawie 98 tysięcy kobiet i mężczyzn w 2008 ukończyło te szkoły - to o 10 tysięcy więcej niż rok wcześniej. Uniwersytety w tym czasie poprawiły swoje notowania ledwo o 3 tysiące. Wyższe szkoły zawodowe przyciągają nowoczesną strukturą organizacyjną, dużą ilością zajęć praktycznych, młodą i dobrze wykształconą kadrą, bardziej przyjaznym stosunkiem do studentów. Przede wszystkim Wyższe Szkoły Zawodowe są ekonomicznie sterowane. Podobnie jak w Polsce rozpoczęły się promocje "kierunków zamawianych" (rząd na podstawie badań statystycznych wskazuje na jakie zawody będzie zapotrzebowanie, a studentów wybierających ten kierunek nagradza wysokimi stypendiami), tak oferta Fachhochschulen jest centralnie sterowana przez władze landów. Zawody kształcone na nich są odpowiedzią na zapotrzebowania lokalnego rynku. Studenci już się zorientowali, że ukończenie tego typu szkół wyższych daje możliwość łatwego znalezienia pracy. Mimo, że oceny zdobywane w szkołach zawodowych, są zazwyczaj niższe na uniwersytetach, świadczy to o wysokim poziomie edukacji. W 2008 roku ostatni egzamin aż 1/3 ukończyła z ocenami trójkowymi lub niższymi. Na uniwersytecie oceny poniżej trójki miało tylko 20% absolwentów.



o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

edukacja

Prawo (nie)jazdy

edukacja

Gdzie na studia?

edukacja

Uniwersytet w Austrii?

edukacja

Polacy w Niemczech - lata całe...

edukacja

Co niemieccy uczniowie wiedzą o NRD

edukacja

Studia bez matury?

edukacja

Herr Kowalski w szkole

edukacja

Niby zwyczajne dzień dobry...

edukacja

Blogerzy w służbie nauki

edukacja

Homeschooling – Niemcy vs. Polska!