blogi | 23.09.2017

Dożynki gminne a Niemcy

autor: Krzysztof Ruchniewicz
Dożynki gminne a Niemcy
Zaproszony na uroczystość ksiądz, proboszcz parafii w Miłoszycach miał powiedzieć: „(…) nie będzie z nimi siedział (tj. Niemcami – przyp. Krzysztof Ruchniewicz) przy jednym stole, ponieważ w trakcie wojny zabijali Polaków i przerabiali na mydło“.
Nie należę do regularnych czytelników naszej „Gazety Powiatowej”. Jednak w miarę możliwości śledzę informacje o naszej wsi, Miłoszycach. W ostatnim wydaniu znalazło się krótkie sprawozdanie z Dożynek Gminnych. Podobnie jak w poprzednich latach wzięła w nich udział delegacja z Gudensberg, partnerskiego miasta Jelcza-Laskowic. Zaproszony na uroczystość ksiądz, proboszcz parafii w Miłoszycach miał powiedzieć: „(…) nie będzie z nimi siedział (tj. Niemcami – przyp. Krzysztof Ruchniewicz) przy jednym stole, ponieważ w trakcie wojny zabijali Polaków i przerabiali na mydło“. Nie mam pojęcia, czy duchowny prezentował tak bezkompromisową (i niegrzeczną wobec gości i gospodarzy, których zaproszenie przecież przyjął) postawę już wcześniej, czy też jego zachowanie jest częścią obecnej atmosfery, w której usilnie podgrzewa się animozje wobec innych narodów. Jego uzasadnienie publicznego spostponowania przybyszy zza Odry wymaga jednak komentarza historyka.

Obecność delegacji zagranicznych w miastach, które uczestniczą w partnerskiej współpracy, nie jest czymś nadzwyczajnym. Są w naszym kraju miasta, które wykazują się żywymi relacjami z kilkoma zagranicznymi ośrodkami. Pobyt takich delegacji jest okazją do wymiany doświadczeń, omówienia wspólnych projektów i lepszego poznania się.  Bardzo żywo działają partnerstwa polsko-niemieckie. Wiele z nich swe początki ma jeszcze w okresie sprzed 1989 r. Do swoistego boomu tego typu kontaktów doszło jednak po przemianach społeczno-politycznych w Polsce i zjednoczeniu Niemiec. Jeśli nawet przed tymi zmianami wymiana przybierała nieraz polityczny charakter, obecne relacje są tego na ogół pozbawione. Skupiają się na kwestiach związanych z polityką komunalną, sprawami społecznymi czy gospodarczymi. Rzadko już dotykają problemów historycznych.


Często między odwiedzającymi się delegacjami dochodzi do intensyfikacji kontaktów poza oficjalnym programem. Rodzą się bliższe znajomości, a nawet przyjaźnie To bardzo ważny aspekt i często stawiany jest za przykład dobrze funkcjonującego społeczeństwa obywatelskiego. Kontakty tego typu przydają się także w trudnych momentach, np. podczas różnych klęsk żywiołowych. W tym roku obchodzono 20 rocznicę Wielkiej Powodzi we Wrocławiu. Mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska pamiętają, że z pomocą pospieszyli partnerzy Wrocławia z Niemiec i innych miast europejskich.

Zachowanie księdza z Miłoszyc mogło zaszokować zebranych i po prostu zepsuć uroczystość. Może nawet nie z powodu słów, które padły (nie wiemy zresztą, czy niemieccy gościa je zrozumieli), ale z racji tego, kto – osoba duchowna – je wypowiedział. Ksiądz zastosował tzw. odpowiedzialność zbiorową, która w żaden sposób nie wpływa na polepszenie relacji narodowych czy międzyludzkich. Nie przyczynia się także do lepszego rozliczenia historii a wręcz podważa wielkie dzieło pojednania. Zapoczątkowali je ludzie Kościoła, świeccy i duchowni,  m. in. arcybiskup wrocławski Bolesław Kominek w połowie lat 60. XX. Dotąd dla polskiego Kościoła dokument nazywany Listem biskupów był powodem do dumy. Czyżby teraz, po wielu dekadach kontestowali go sami duchowni? 

Oskarżanie o swego rodzaju współuczestnictwo w „przerabianiu na mydło” jest także wstrząsające. Państwo nazistowskie było winne ludobójstwa na niespotykaną skalę, naziści zadawali śmierć i cierpienia w sposób masowy, a życie codzienne w III Rzeszy kształtowała pogarda dla „podludzi”, akceptowana przez wielu zwykłych Niemców. Skala nieludzkiego okrucieństwa nadal nie mieści się w głowach normalnych ludzi. Tym niemniej konieczne jest trzeźwe, oparte na badaniach traktowanie wszelkich przejawów tego reżymu. To prawda, że w Instytucie Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku w czasie II wojny światowej w końcowych miesiącach wojny prowadzono różne eksperymenty z użyciem ludzkich ciał. Nie ma jednak dowodów, by wdrażano produkcję mydła z ludzkiego tłuszczu na większą skalę, realizując zamówienia rządowe. W trakcie śledztwa, które w tej sprawie przeprowadził przed laty IPN, wykluczono także rodzaj mydła, które wcześniej błędnie uważano za wykonane z ludzkiego tłuszczu (RIF). Warto zapoznać się z publikacjami na ten temat. Problemem tym zajęto się w reportażu (z powodu drastyczności użytych materiałów nie każdy może go obejrzeć). Jest dostępny w internecie.

Nie chcę wchodzić w intencje proboszcza i szczegółowa oceniać jego wypowiedź, być może sam zajmie w tej sprawie stanowisko, np.  na stronie internetowej parafii. Zapewne wielu parafian tego oczekuje. Moim zdaniem trudno jednak utrzymywać, że tego typu wypowiedzi sprzyjają temu, co zapewne na sercu leży i miłoszyckiemu duchownemu – upowszechnianiu wiedzy o przebiegu okupacji niemieckiej i podtrzymaniu pamięci o jej ofiarach, także uwrażliwieniu gości z Niemiec na ten problem. Można to osiagnąć  jednak w inny sposób i w godniejszym niż sala bankietowa miejscu. Mam na myśli choćby organizację ekumenicznego spotkania religijnego i wspólną modlitwę w intencji pomordowanych i przebaczenia.

Mamy w Jelczu i Miłoszycach miejsca pamięci, skąd takie słowa mogłyby popłynąć. Wypada przypomnieć ostatni Apel Zespołu ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec, w którym wezwano do wygaszenia złych emocji i powrotu na drogę dialogu między Polakami i Niemcami. Jak widać, Apel taki nie dotyczy tylko polityków, lecz także duchownych. A mają oni w lokalnych społecznościach wpływy co najmniej takie same jak świeccy liderzy polityczni czy działacze społeczni. Ich słowa niosą się szerokim echem, a oczy wielu mieszkańców skrupulatnie śledzą ich zachowanie. Przynajmniej część odbiera je jako wskazówkę co do własnego postępowania.

Epizod z jelczańskich dożynek może więc skłaniać do zadania pytania, co w istocie znaczy chrześcijańska postawa. Czy to tylko takie werbalne zaklęcie na użytek niedzielnego kazania, czy też płynące z serca zachowanie podyktowane przykazaniem miłości i zasadą wybaczenia (nie oznaczającego przecież zapomnienia), którą wierzący deklarują codziennie odmawiając „Ojcze nasz…”?

Zob.

Monika Tomkiewicz, Piotr Semków, Profesor Rudolf Spanner, 1895–1960. Naukowiec w III Rzeszy, Gdańsk: Wydawnictwo Róża Wiatrów, 2010.


o autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Krzysztof Ruchniewicz

niemcoznawca, historyk, fotografik, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Instytutu Willy-ego Brandta we Wrocławiu, autor bloga krzysztofruchniewicz.eu

Inne artykuły

blogi

Przewrót

blogi

Polskie doświadczenie

blogi

Wysokość wypłat

blogi

Sprawy niemieckie

blogi

Sens pomników?

blogi

Na cztery spusty

blogi

Kanclerz Zjednoczenia Helmut Kohl

blogi

Niefortunna wpadka czy coś więcej?

blogi

Polak w Niemczech w 1938 r.

blogi

Bez komentarza?