blogi | 11.02.2018

Jałowy bieg

autor: Krzysztof Ruchniewicz
Jałowy bieg
Od dłuższego czasu relacje polsko-niemieckie pozostają na jałowym biegu. Pomimo różnych działań podejmowanych po obu stronach (nie oceniam tu ich trafności), nie udało się wypracować wspólnej polityki w wielu kwestiach.
Partnerstwo polsko-niemieckie, które z wielkim mozołem budowano po 1989 roku, przeszło chyba do lamusa historii. Co czeka nasze relacje w przyszłości? Czy możliwy jest kompromis w kwestiach, które znacząco różnią Warszawę i Berlin?

Pytania i dylematy

Relacje bilateralne między Warszawą a Berlinem już dawno przestały odgrywać samodzielną rolę. Są one dzisiaj wypadkową sytuacji w Europie i relacji z UE. Warszawa stoi obecnie przed dylematem, czy dla wzrastających słupków poparcia w polityce wewnętrznej pogłębiać konfrontację z zagranicznymi partnerami, czy też zrezygnować z działań wiodących do izolacji na arenie międzynarodowej i podjąć konstruktywny dialog z UE oraz Niemcami. Także Berlin stoi przed wyborem, być może jest najważniejszym od ćwierćwiecza. Polska jest krajem demokratycznym, członkiem organizacji multilateralnych. Od grudnia 2017 roku stosowany jest jednak wobec niej art. 7 Traktatu o UE, który dotyczy przestrzegania praworządności w krajach UE.

Czy w takiej sytuacji relacje dwustronne mogą mieć normalny charakter? Czy bardzo dobrze rozwijająca się współpraca gospodarcza między obu państwami jest w stanie zrównoważyć deficyty na polu kontaktów politycznych, jak i kontrowersje wokół nieprzestrzegania przez Warszawę prawa unijnego?

Brak zaufania

Konflikty i problemy w relacjach polsko-niemieckich nie są niczym nowym. Istniały już przed rokiem 2015. Novum obecnej sytuacji jest to, że obie strony różnią się coraz bardziej oczekiwaniami. Polska, wychodząc z tzw. godnościowego uprawiania polityki, domaga się akceptacji (a przynajmniej milczenia na temat) swych decyzji w polityce wewnętrznej i zagranicznej, natomiast Niemcy oczekują aktywnego wsparcia partnera w polityce europejskiej. Obie strony liczą też na wzajemną solidarność w kluczowych kwestiach – Niemcy w polityce wobec uchodźców, Polska w zakresie polityki energetycznej i wschodniej.

Różnice między Polską a Niemcami istniały zawsze. Przybierały one różną postać. Po 2015 jednak nasiliły się. Nie jest to dobry moment na pogłębianie sporów, biorąc po uwagę przyszłość integracji europejskiej. Brak porozumienia w kluczowych kwestiach europejskich między Polską a Niemcami może mieć dla niej ogromne znaczenie. W Europie dyskutuje się o „zróżnicowaniu integracji”, „integracji dwóch prędkości” czy wzmocnieniu państw strefy euro. Brak Polski w dyskusji nad tymi projektami grozi zepchnięciem jej na peryferie Europy. Jednocześnie byłby widoczną oznaką fiaska integracji z Europą postkomunistyczną, dotąd uznawanej za wielki, historyczny sukces.

Aktywa i pasywa

Jednym z elementów łączących Polskę i Niemcy, niezależnie od bieżących relacji polsko-niemieckich, są silne więzy gospodarcze. Polska wraz z całą Europą Środkowo-Wschodnią jest ważnym partnerem gospodarczym Niemiec, może nawet ważniejszym niż Francja. Innym wspólnym elementem jest polityka bezpieczeństwa. Jako członek NATO Polska chroni także Niemcy od wschodu. Korzysta z funduszy europejskich na potrzeby wzrostu gospodarczego, ale także rozbudowy infrastruktury. Opłaca się to również Niemcom. Kryzys finansowy pogrzebał jednak rachuby na szybkie wstąpienie Polski do strefy euro.

Czy ścisłe związki gospodarcze są wystarczającym fundamentem dalszego co najmniej poprawnego rozwoju relacji polsko-niemieckich? Czy zmiany w polskiej polityce wewnętrznej nie będą rzutować także na pomysły dalszego inwestowania w Polsce ze strony niemieckiego biznesu? Z pewnością tej współpracy nie służy częste atakowanie niemieckiego kapitału, np. jako właściciela części rynku medialnego w Polsce. Formułowane są zarzuty o wpływaniu poprzez tytuły prasy regionalnej na nastroje w Polsce, choć realnych podstaw do takich ocen brak. Raczej wypływa to z przekonania, że skoro kapitał właścicielski jest obcy (niemiecki), to musi być tzw. dobrej zmianie niechętny.

W polityce europejskiej Warszawa wysuwa co najmniej wątpliwości w kwestii roli przywódczej Niemiec w UE i ich zdolności do zarządzania sytuacjami konfliktowymi (często mówi się w tym przypadku o tzw. metodzie Merkel). Przykładami są polityka energetyczna, kryzys strefy euro oraz polityka uchodźcza. Nie ma też zgody na pełnienie przez Niemcy roli normatywnego mocarstwa, które wyznacza obowiązujące zasady. W pogłębieniu współpracy Niemiec z Francją widzi się rezygnację z bardziej otwartego dialogu z Europą Środkowo-Wschodnią („zrzucenie zbędnego balastu”). Co jednak Warszawa proponuje w zamian? Czy któryś z alternatywnych pomysłów spotkał się z akceptacją partnerów?

Jałowy bieg vs konstruktywne relacje

Polska i Niemcy nie działają w politycznej próżni i muszą – czy to się im podoba czy nie – porzucić jałowy bieg i szukać porozumienia w konkretnych sprawach. Czy jest ono jednak możliwe? Oba państwa powinny wspierać jedność kontynentu, a nie osłabiać jego integrację i spójność. Niemcy muszą być świadome, że Polska dzisiaj występuje, paradoksalnie, w dwóch rolach, jako rywal i partner. Uświadomienie sobie tej podwójnej funkcji wymaga zmiany sposobu myślenia i działania.

Relacje polsko-niemieckie są częścią polityki europejskiej. Z tych też powodów oczekiwanie Warszawy, że Berlin ograniczy się w kontaktach do relacji bilateralnych, jest nieporozumieniem. Berlin oczekuje wznowienie konstruktywnego dialogu z UE, by wyjaśnić zaistniałe problemy.

Jednocześnie polityczne pole manewru dla obu krajów jest bardzo ograniczone – konstatują analitycy Milan Nic i Jana Puglierin. Polska jest strategicznie skoncentrowana na narodowej a w związku z tym bilateralnej agendzie, natomiast Berlin patrzy na płaszczyznę UE. Te dynamiki i perspektywy trudno będzie zmienić także za nowego polskiego rządu, tym bardziej że kurs konfrontacyjny przeciwko Niemcom i Brukseli opłacić się z PiS w polityce wewnętrznej.[1]

Niemcy stoją przed niemałym dylematem. Z jednej strony podkreśla się, że nie może istnieć UE bez respektowania praworządności. Z drugiej strony nikt nie jest zainteresowany pogłębieniem podziałów. UE bez Polski i innych krajów regionu jest nie do wyobrażenia dla Niemiec. W umowie koalicyjnej sprawy polsko-niemieckie zawarto w rozdziale „Ein neuer Aufbruch für Europa”:

Szczególne znacznie posiada dla nas partnerstwo polsko-niemieckie.[2]

W planach jest poszerzanie współpracy, w tym między społeczeństwami obywatelskimi, co niekoniecznie musi być dobrze odebrane przez Warszawę. Pada także następna zapowiedź:

Będziemy intensyfikować współpracę z Francją i Polską w ramach Trójkąta Weimarskiego.[3]

Polityka małych kroków

By jednak to się powiodło, konieczne jest współdziałanie drugiej strony, odczuwanie przez nią zbieżności interesów. Czy Polska potrafi dzisiaj odgrywać konstruktywną rolę w Europie? Niemcy powinny przekonywać Warszawę, że taka rola jest zaletą, nie wadą i przed Warszawą dalej będą otwarte drzwi w Europie. Czy można jednak izolować sprawę art. 7 tak, by nie rzutował on na relacje bilateralne polsko-niemieckie? Jaka będzie tego cena? Czy Berlin gotów jest na „zgniłe kompromisy“ na tym polu? Czynił to już w latach 80. XX wieku z kontaktach z Polską komunistyczną. Czy historia musi się powtórzyć?

Być może konieczna będzie polityka małych kroków, realizowanych przynajmniej częściowo niezależnie od rządzących w Warszawie i Berlinie. Pozwoliłyby one, korzystnie wpływając na dobro ogólnoeuropejskie – rozpocząć konstruktywny dialog. Zdaniem niemieckiego analityka, Kaia Olafa Lange dziś bardzo potrzebna jest aktywna polityka w relacjach polsko-niemieckich.[4]

Może ona być realizowana na trzech płaszczyznach. Polska i Niemcy mogłyby zorganizować wspólny szczyt energetyczny, stworzyć polsko-niemieckie partnerstwo innowacyjne, aż końcu ministrowie spraw zagranicznych (z uwzględnieniem francuskiego szefa dyplomacji) mogliby odbyć podróż do krajów Europy Wschodniej, by odnowić zainteresowanie europejską polityką wschodnią. Do tych płaszczyzn proponuję jeszcze inną, która jest związana z polityką historyczną.

Powrót przeszłości

Relacje polsko-niemieckie nadal kształtowane są przez pryzmat przeszłości, choć były już takie okresy, gdy wydawało się, że są to kwestie już nie tak emocjonalnie traktowane przez Warszawę. Czy jednak jest zastanawiające, że dotąd nie ogłoszono swego rodzaju wzajemnej abolicji na historię? Można zauważyć pewną prawidłowość. Każde pojawienie się rządów konserwatywnych (o ile PiS można tak jeszcze nazywać) w Polsce skutkuje wyciąganiem spraw z przeszłości i – wobec widocznego braku pomysłów na teraźniejszość czy przyszłość – używa się ich często jako użytecznego instrumentu również w polityce wewnętrznej.

Wielu Polaków akceptuje taki obrót sprawy, widzą w nim nawet dowód polskiej niezależności. Mimo upływu kolejnych dziesięcioleci sprawy z lat 40. XX w. nadal posiadają ogromny ładunek emocjonalny i mobilizacyjny. Polska poniosła w wyniku II wojny światowej ogromne straty osobowe i materialne, w wyniku politycznych rozstrzygnięć wielkich mocarstw straciła niezależność. Tworzy to podstawy utrzymywania się swoistego poczucia skrzywdzenia.

Dlaczego jednak nie zmniejsza go, czy choć nie równoważy ewidentny polski sukces ostatniego ćwierćwiecza? Dlaczego tak łatwo daje się żonglować historycznymi, odpowiednio ufryzowanymi obrazami z figurą wiecznie zdradzanej ofiary na czele? Niejeden socjolog czy psycholog społeczny znajdzie tu wdzięczny temat do badań…

Instrumentalizacja historii

Dzisiaj to wszystko może być łatwo wykorzystane instrumentalnie. Wystarczy taka czy inna nierozważna wypowiedz polityka czy dziennikarza w niemieckich mediach, by w Polsce wywołać burzę. Polscy politycy umiejętnie stosują odwołania do historii i stereotypów niemieckich, wydawałoby się już zwietrzałych. Nie uciekają się do nich resztą wyłącznie w reakcji na jakiś czyn strony niemieckiej. Raczej z rozmysłem wywołują je do głosu, gdy sądzą, że będą użyteczne.

Przerabiają je więc w paliwo populistycznego uprawiania polityki. Mechanizmy te znane są nie od dziś. Jednocześnie odsuwa się w cień osoby i dzieło ich życia, które – mimo ciężkich przeżyć – były gotowe wyciągnąć rękę, szukać dialogu i pokonywać wielkie przeszkody – w świecie polityki, ale i ludzkich duszach. Już mało kto dzisiaj chce wierzyć w „cud pojednania” (czy to określenie jeszcze jest w ogóle używane?). A przecież to prawdziwe historyczne osiągnięcie naszych narodów.

Rozwiązaniem nie jest też muzealizacja relacji polsko-niemieckich. Spór wokół wystawy o II wojnie światowej jest w tym zakresie znamienny. Podobnie jak nie ma zgody na wspólną wizję II wojny światowej, tak też wizję przeszłości relacji polsko-niemieckich trudno będzie zamknąć w przestrzeniach wystawy. Czy zatem zostawić sprawy swojemu biegowi, z nadzieją, że kiedyś historia zostanie zostawiona badaczom i nauczycielom?

Nie można tak postępować, skoro – jak się przekonujemy – przeszłość jest dla społeczeństwa ważna i w pewnym sensie ciągle żywa. Nadal jestem przekonany o sile symbolicznych gestów. Takim bez wątpienia może się stać pomysł budowy pomnika polskich ofiar III Rzeszy w centrum Berlina. Może wokół niego skupi się pozytywna energia i powrócą najlepsze tradycje polsko-niemieckiego dialogu?

Inspiracją do napisania tego szkicu jest debata na temat relacji polsko-niemieckich pt. „Polen und Deutschland: Welche Wege führen aus der Krise?”, którą zainicjowały Deutsche Gesellschaft für Auswärtige Politik Instytut Wolności. Zapis debaty można znaleźć w dzienniku Rzeczpospolita oraz „Der Tagesspiegel”[5].

Przypisy:
3. Ibidem.


o autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Krzysztof Ruchniewicz

niemcoznawca, historyk, fotografik, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Instytutu Willy-ego Brandta we Wrocławiu, autor bloga krzysztofruchniewicz.eu

Inne artykuły

blogi

Kowal i chłopiec

blogi

„Stalinowski gotyk“. Al. im. Stalina w Berlinie

blogi

Pieniądz zastępczy w Kolonii

blogi

Zmagania z przeszłością

blogi

Kto towarzyszył Piłsudskiemu w podróży z Berlina do Warszawy?

blogi

Podróże Adenauera

blogi

Gra procentami…

blogi

Rządy dyletantów

blogi

Paragrafy historyczne. Historia bez końca

blogi

Szkolne wypracowanie