blogi | 12.06.2018

Pokolenia niepodległej

autor: Krzysztof Ruchniewicz
Pokolenia niepodległej
Obchody stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości wkraczają w kolejną fazę. W przestrzeni publicznej pojawiają się różne wizualizacje, które mają nawiązywać do tej rocznicy.
Wrocław nie jest wyjątkiem. Na budynku urzędu wojewódzkiego zawieszono już kilka miesięcy temu baner, na którym przypomniano m.in. twórców państwa polskiego. Przed kilkoma tygodniami na budynku archiwum IPN odsłonięto natomiast mural pt. „Pokolenia niepodległej“ [Zob. Mural #PokoleniaNiepodległej na budynku Archiwum IPN we Wrocławiu]. Zrezygnowano z przypomnienia konkretnych postaci, by przybliżyć różne generacje Polaków w całym stuleciu. Wskazano też na centralne daty, które mają być kluczowe dla zrozumienia „wieku skrajności“.



Przesłanie

Autorzy postawili sobie – moim zdaniem – dwa cele, pierwszy poznawczy, drugi edukacyjny. Ich zdaniem mural „Pokolenia niepodległej“, ma upamiętniać osiągnięcia Polaków w ich walce o najważniejsze wartości, niepodległość i wolność, zagrożone przez niemal całe stulecie. Jej etapy to pokonanie państw zaborczych, potem zmagania ze zbrodniczymi totalitaryzmami, nazizmem i komunizmem. Jak czytamy w ulotce towarzyszącej muralowi:

"Walka ta toczyła się z sukcesem, zyskała uznanie innych narodów, a dla wielu z nich stała się inspiracją do poszukiwania własnej drogi do wolności" [Zob. Ulotka mural #PokoleniaNiepodległej].

Mural ma mieć także duże znaczenie edukacyjne:

"(…) mural – czytamy dalej w ulotce – kształtuje dumę i tożsamość narodową, przywołuje doświadczenia, o których musimy pamiętać, jeśli chcemy zrozumieć teraźniejszość i budować przyszłość. Pokazuje, że dobro ojczyzny zależy od nas wszystkich, naszej codziennej pracy, umiejętności porozumienia się, współdziałania, na nawet poświęcenia się w imię najwyższych wartości" [Ibidem].

Dziełu temu przypisuje się zatem poważne zadania i obdarza sporą siłą oddziaływania. Z racji usytuowania muralu cele te realizuje się chyba głównie inspirując samych pracowników IPN i osoby korzystające z archiwum. Pytanie, czy jest to konieczne akurat w tych przypadkach…



Realizacja

Mural zajmuje bowiem fasadę budynku archiwum Oddziału IPN we Wrocławiu przy ul. Sołtysowickiej. Podzielono go na cztery części, które wyznaczają cztery daty: 1918, 1942, 1979 i 2018. Wykorzystano zasadniczo dwa kolory: biały i czerwony. W pierwszej – 1918 – widzimy sylwetki polskich żołnierzy: piechura i kawalerzysty walczących z bolszewikami. W drugiej części – 1942 (data wymieniona tylko w ulotce – sic!) – centralną postacią jest żołnierz podziemia, którego pokazano na tle kotwicy Polski Walczącej i samolotowego skrzydła z biało-czerwoną szachownicą. W trzeciej części – 1979 – na planie pierwszym umieszczono młodego mężczyznę w roboczej koszuli z podniesioną w górę ręką i palcami złożonymi w literę V. W tle papieski krzyż, kopalniany wyciąg i zarysy innych postaci. Rozpoznajemy wśród nich tylko figurę krasnala, stojącą w pobliżu Przejścia Świdnickiego, co zapewne ma być nawiązaniem do wrocławskiej „Pomarańczowej Alternatywy“. Zmieścił się jeszcze symbol Solidarności Walczącej. W ostatniej części, czwartej z datą 2018, dwoje ludzi robi sobie selfie z panoramą Wrocławia i… wagonikami kolejki linowej.

Interpretacja

Setna rocznica odzyskania niepodległości z pewnością powinna wywoływać burze mózgów i lawinę różnorodnych pomysłów. Jak uczcić, by nie było to sztampowe i nudne? Nie żyją już świadkowie wydarzeń, z datą 1918 roku nie wiążą się nasze żadne bezpośrednie wspomnienia (pamięć komunikacyjna). Ale przecież mamy bogate treści pamięci zbiorowej związane z tymi wydarzeniami.

Czyż w przeszłości nie podejmowano prób interpretacji odzyskania niepodległości i budowy państwa polskiego? Czyż nie osiągnięto dotąd choć minimum konsensusu, co i jak upamiętniać? Oczywiście, powinno być tak, że każde pokolenie stawia na nowo fundamentalne pytania, dokonuje własnych osądów i interpretacji. Jednak czy wrocławski mural zachęca do tego?

Moim zdaniem i temat, i sposób jego potraktowania budzić może uzasadnione kontrowersje, albo wręcz sprzeciw. Po pierwsze użycie koloru białego i czerwonego (i jego pochodnych). Czy Polska międzywojenna „mieniła się” tylko tymi kolorami? A gdzie podziały się mniejszości narodowe i religijne, wszelkie zróżnicowanie? Po drugie, czy pamięć o Dwudziestoleciu wyczerpywać powinno wspomnienie zmagań zbrojnych? Gdzie podział się dorobek tamtej niepodległości? Czy on nie może być podstawą dumy, o której wspominają twórcy koncepcji? Przedstawienie to sugeruje raczej jakąś wojnę stuletnią między 1918 a 2018.



Kolejna kwestia – cezury wewnętrzne. Można je potraktować jako próbę kreowania na siłę dat symboli, połączoną z niezrozumiałym usiłowaniem wytarcia z osi chronologicznej takich dat, jak 1920, 1945, 1980 czy 1989, nie mówiąc o 1956, z którym współczesna polityka historyczna ma problem (Czerwiec tak, Październik niekoniecznie…). Z punktu widzenia dziejów całego wieku rok 1942 oraz 1979 nie stanowiły aż takiego przełomu, by wyprzeć inne daty. Opór i walka trwały przecież od września 1939 roku. Wszak nasza duma to „First to Fight” – czyli od samego początku, a nie rok później niż radziecka Wojna Ojczyźniana. Powołanie AK jest jednakowoż przejściem do kolejnego etapu, a nie początkiem polskiego oporu.Podobnie rzecz się ma z 1979 r. Przełomem o ogromnym znaczeniu było powstanie NSZZ „Solidarność” z jego przywódcą, Lechem Wałęsą. Papieska pielgrzymka, czy tworzenie WZZ nie mogą tej daty zastąpić.

I to nie znak Solidarności Walczącej był czytelny dla milionów ludzi na całym świecie i inspirował ich do działań pomocowych, lecz charakterystycznie zapisana nazwa związku: „Solidarność“ z małą flagą narodową (na muralu nieczytelna).

Przysadzisty krasnal ze współczesnego pomnika też wyparł nie wiadomo dlaczego prawdziwego bojownika tamtych lat – malowanego na murach filigranowego ludzika z charakterystyczną czapeczką.



Wreszcie pominięcie roku 1989 jako kluczowego dla zrozumienia dziejów współczesnych Polski również zaskakuje, by nie powiedzieć, że szokuje. A co z 2004 r.? Czy akcesja europejska nie ma znaczenia dla dziejów niepodległej Polski jako spełnienie aspiracji wielu milionów Polaków, jako realizacja poważnych programów politycznych? Skąd właściwie wzięła się więc w 2018 r. ta przyjemna okazja robienia sobie z uśmiechem zdjęć? Co w ogóle ta sielankowa scena ma oznaczać? Przodkowie to naprawdę walczyli, a my co najwyżej fotki sobie strzelamy? Zaproponowane daty wydają się wyborami na siłę, nie układają się w żadną wprawdzie schematyczną, ale przecież logiczną opowieść o polskich doświadczeniach XX w.Mural wpisuje się więc w bardzo jednostronny sposób postrzegania historii narodowej. Nie uwzględnia dyskusji, jakie prowadzono nad wiekiem XX i jego znaczeniem. Nie skłania do refleksji, czym niepodległość była i jest. Redukcja do walki jest daleko idącym uproszczeniem. Polskim doświadczeniem jest przecież także pokojowy opór, praca u podstaw, konsensus pod znakiem „okrągłego stołu” i kartka wyborcza wrzucana do urny.

Pomysł rezygnacji z twarzy postaci-ikon na rzecz anonimowych bohaterów jest ciekawy, przypomina że niepodległe państwo jest dziełem milionów, ale cała ta narracja musi rozwijać się w sposób zrozumiały. A tak to rodzić się może podejrzenie, że nie tylko pominięto rok 1980 jako cezurę, ale i pewnego mężczyznę z charakterystycznym wąsem jako ikoniczny wizerunek tego czasu. Jednak znamienne, że w ulotce, towarzyszącej muralowi, tylko jedna osoba jest wymieniona z imienia i nazwiska. I nie jest to Józef Piłsudski. To Karol Wojtyła/Jan Paweł II.

Naiwne pytania?

Autorzy muralu w ulotce pod datą 2018 zadali szereg pytań. Są to:

"Dziś żyjemy w suwerennym państwie z dala od wojny. To sukces wielu pokoleń Polaków. Czego nauczyliśmy się z błędów i sukcesów naszych przodków? Jak wykorzystujemy naszą wolność? Co pozostawimy po sobie?" [Ibidem]

Wykorzystujemy do spraw błahych, jak ostatnia scenka z muralu? Wydawało się, że w dyskusji o miejscu historii Polski w dziejach Europy / świata jesteśmy krok dalej. Cieszymy się nie tylko z odzyskanej suwerenności, lecz także partnerskiego miejsca wśród innych państw europejskich. Pozycja ta była możliwa dzięki wysiłkowi pokoleń Polaków, tak w kraju, jak i na emigracji. Wkrótce możemy tą pozycję stracić, murale podbijające nasze narodowe ego niewiele tu zmienią. Wcale nie żyjemy aż tak daleko od wojny i różnych zagrożeń, tym bardziej winniśmy zabiegać o pozyskiwanie sojuszników, przede wszystkim w zjednoczonej Europie.

Polska w XX wieku była wielokrotnie osamotniona, pozbawiona wsparcia sojuszników. Czy nie warto byłoby zauważyć wielkiego dokonania ostatnich generacji – poprawy naszego geopolitycznego położenia jako instrumentu umocnienia niepodległego bytu? No, właśnie – jak wykorzystujemy naszą wolność i czego nauczyliśmy się z losów przodków? To nie jest bynajmniej konwencjonalne pytanie. Inna sprawa to udzielane obecnie odpowiedzi…


o autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Krzysztof Ruchniewicz

niemcoznawca, historyk, fotografik, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Instytutu Willy-ego Brandta we Wrocławiu, autor bloga krzysztofruchniewicz.eu

Inne artykuły

blogi

Reparacje/odszkodowania. Kolejna odsłona

blogi

Historyk a nowe media

blogi

„Mizerny dorobek”?

blogi

Tablet na tapecie

blogi

Polacy w Breslau (do 1939 roku)

blogi

„Pociąg do kultury”

blogi

Kowal i chłopiec

blogi

„Stalinowski gotyk“. Al. im. Stalina w Berlinie

blogi

Pieniądz zastępczy w Kolonii

blogi

Zmagania z przeszłością