gospodarka | 28.06.2013

(Nie-) bezpieczna rozmowa kontrolowana?

autor: Łukasz Wolak

 

 

 

Z początkiem czerwca świat na chwilę wstrzymał oddech. Stało się to za sprawą ujawnienia informacji o amerykańskim super programie inwigilacyjnym PRISM. Czy naprawdę wszyscy wierzą, że programy inwigilacyjne ograniczają naszą wolność? Czy ujawnienie informacji o programach inwigilacyjnych wpłynie na rozbudowę w Polsce i Niemczech Centrów Kryptograficznych i monitorowanie zdarzeń w sieci? I wreszcie, czy wszystkiemu winne są narodowe agencje bezpieczeństwa?


Łukasz Wolak (dr historii, niemcoznawca)


Świat pod kontrolą PRISM?



Edward Snowden, były pracownik Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) oraz były pracownik Booz - Allen Hamilton świadczącej usługi dla Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) z Hawajów, to od afery z Wikileaks najsłynniejszy dezerter z szeregów amerykańskiego wywiadu. Za jegoz sprawą na jaw wyszło istnienie potężnego systemu do inwigilacji społeczeństwa o nazwie PRISM, który wykorzystuje dane zbierane przez największe korporacje m.in. Facebook, Google, Youtube czy Skype. Ogłosili nie tylko to, ale również wyniki prac nad amerykańskimi rządowymi projektami inwigilacji społeczeństwa.



Jak do tego doszło, że informacje o klauzuli „top secret” znalazły się na pierwszych stronach gazet? Okazuje się, że Snowden planował swoistą dekonspirację już od trzech lat. Jak stwierdził, dojrzał do niej teraz i dlatego ujawnił materiały o powszechnej inwigilacji Internetu. Z jego doniesień wynika, że amerykański wywiad może wiedzieć wszystko o internautach: od gustu muzycznego, przez upodobania seksualne, do pomysłów skonstruowania bomby z nawozów sztucznych. Możliwość kontroli dotyczy nie tylko obywateli USA ale właściwie wszystkich!



Cała sprawa wywołała burzliwą debatę nad prywatnością w Internecie. Jednak, czy społeczeństwo amerykańskie jest przeciwne takiej formie zbierania danych przez wywiad? Z badań opublikowanych przez PEW Research Center wynika, że Amerykanie godzą się na inwigilację np. rozmów telefonicznych. Blisko połowa badanych uznała za słuszne kontrolowanie rozmów w celu zapobiegania aktom terrorystycznym. Jeżeli chodzi o kontrolę poczty elektronicznej ten entuzjazm jest zdecydowanie mniejszy - 52 proc. badanych uznało, że służby federalne powinny zająć się śledzeniem potencjalnych zagrożeń terrorystycznych, a nie prześwietlaniem prywatnych e-maili. Natomiast 62 proc. sądzi, że służby powinny dbać o bezpieczeństwo nawet, gdy godzi to w ich prywatność.



Społeczeństwo amerykańskie jest zdecydowanie podzielone w ocenie postępowania Snowdena. Jedni uważają go za bohatera narodowego, który opublikował dane o godzących w prywatność praktykach rządu USA i żądają jego ułaskawienia (stosowna petycja wpłynęła do Białego Domu). Drudzy, jak wynika  z komentarzy w sieci i sond ulicznych, nazywają "zdrajcą", który powinien zostać skazany. Nie trzeba wspominać, że również rząd USA oraz CIA, FBI, NSA i Ministerstwo Sprawiedliwości uznają Snowdena za przestępcę. Rykoszetem całej sprawy oberwał również sam prezydent Barack Obama za to, że zamiast zreformować i uszczuplić system inwigilacji społeczeństwa stworzony za czasów prezydenta Georga W. Busha, rozwinął go jeszcze bardziej.



„Składam oficjalny protest przeciwko podsłuchiwaniu rozmów prywatnych”- tak brzmiały ironiczne słowa Maksymiliana Paradysa jednego z bohaterów filmu „Seksmisja” w reżyserii Juliusza Machulskiego. Był to pewnego rodzaju zakamuflowany w filmie protest przeciwko władzy PRL i permanentnej inwigilacji społeczeństwa prowadzonej przez Służbę Bezpieczeństwa. A jak jest dzisiaj? Wiemy, że PRISM istnieje. Domyślam się, że praktycznie każdy demokratyczny i niedemokratyczny kraj ma swój „PRISM”. Czym jest ten system? Czym jest inwigilacja i czemu służy?



W popularnej encyklopedii internetowej hasło inwigilacja oznacza: określenie zespołu czynności stosowanych do śledzenia lub monitorowania zachowań ludzi. Chociaż definicja brzmi nieco ogólnie wyraża w pełni płaszczyznę zainteresowań. Ujmując ją wprost - jest to zainteresowanie wszelką działalnością ludzi jakąkolwiek prowadzą i gdziekolwiek są. Warto dodać, że współcześnie nie tylko państwo i jego agencje rządowe zainteresowane są inwigilacją.


W XXI wieku tą technika zainteresowane są także firmy z sektora prywatnego, które wykorzystują zebrane informacje do swojej działalności. Może to czytelnikowi zmrozić krew w żyłach i tym, którzy sprzeciwiają się jakiejkolwiek kontroli. Rzeczywiście obecnie wiele korporacji oraz firm zarządzających Internetem jest w posiadaniu naszych danych osobowych (także tych wrażliwych).


Żyjemy w świecie, w którym pewnych mechanizmów nie da się już powstrzymać. Rozwój Internetu, telefonii komórkowej, facebook’a, twitter’a, portali społecznościowych, for wymiany myśli i poglądów stał się nieodłącznym elementem postępu. Towarzyszą temu również urządzenia, które wspierają naszą aktywność i udział w przestrzeni wirtualnej. Przeciętnie każdy posiada smartfona, tablet, komputer przenośny, które łączą się z Internetem. Każdy z nas posiada konto pocztowe w powszechnych portalach np.: Google, wp.pl, Yahoo, allegro.pl, Interia.pl. Żywo uczestniczymy w kreowaniu Internetu i jego rozbudowie. Dzieje się to za sprawą zamieszczania w nim coraz większej ilości informacji o nas samych.


Na co dzień nie zastanawiamy się nad publikowanymi przez nas informacjami. Z czasem, gdy obnażane są afery ze służbami specjalnymi i upubliczniane są metody pracy agencji zajmujących się bezpieczeństwem w społeczeństwie dochodzi do tąpnięcia. Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Czy nagle zdajemy sobie sprawę, że publikując w ogólnodostępnych portalach informacje o sobie, korzystając ze skrzynek pocztowych w przeglądarkach, mogą być one wykorzystane przez systemy bezpieczeństwa stworzone do inwigilacji a zapobiegające działaniom terrorystycznym?!


Dodatkowo po rewelacjach Snowdena, niejako w oporze przeciwko PRISM, internauci publikują sobie nawzajem rozwiązania, jak nie pozostawiać swoich danych w sieci. Czy to tylko chwilowa tendencja? Zapewne, z chwilą wyciszenia afery Snowdena życie w Internecie powróci do normalności i nadal będziemy zamieszczać dużo, a nawet jeszcze więcej informacji.


Czy Edward Snowden objawia nam prawdy (nie) znane?


W obecnym świecie umożliwiającym kontrolę Internetu mamy również do czynienia z innymi systemami kontroli i jestem przekonany, że PRISM nie jest jedynym i ostatnim. O „Echelon” słyszał prawie każdy. Bezpośrednio wiąże się on ze sprawą PRISM. Jest to system do monitorowania i kontrolowania Internetu oraz telefonii komórkowej, którego historia jest nieco dłuższa. Jego zadaniem jest wyłapywanie kluczowych zdań lub poszukiwanych wyrazów zamieszczanych w sieci lub używanych podczas podsłuchu rozmów telefonicznych na terenie całego świata. Jego zaletą jest to, że gromadzi wszystkie nagrane rozmowy, w których użyto kluczowych wyrazów, przez kolejne 30 dni.



Mimo, że pierwsze skojarzenie dotyczącego tego systemu nasuwa nam myśl o orwellowską wizję świata z roku 1984, to służy on agencjom bezpieczeństwa do wychwytywania wielu globalnych zagrożeń. Ku zdziwieniu wielu, funkcjonuje również w naszym kraju. Jego posiadaniem, w uboższej wersji niż amerykańska, może cieszyć się Polsce Centralne Biuro Śledcze (CBŚ) oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Jak działa, mogliśmy się przekonać podczas trzeciej odsłony przygód Jason’a Bourne’a vel Davida Webba.




Co o Echelon mówi wikipedia? I czy może być zagrożeniem? Otóż Echelon to globalna sieć wywiadu elektronicznego. System powstał przy udziale Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady, Australii i Nowej Zelandii w ramach porozumienia AUSCANNZUKUS i jest zarządzany przez amerykańską służbę wywiadu NSA. Echelon wyposażony jest na całym świecie w urządzenia techniczne do przechwytywania - podsłuchu kanałów telekomunikacyjnych. Na terenie Europy rozbudowana baza nasłuchowa tego systemu znajduje się m.in. w Bad Aibling w Niemczech.



Początkowo po zakończeniu II wojny światowej, pod inną nazwą, miał być wykorzystywany do monitorowania działań państw bloku wschodniego. W momencie, kiedy pojawiła się telefonia komórkowa i Internet, amerykańskie służby wywiadowcze zrezygnowały z kontroli upadającego bloku wschodniego. Okazało się również, że jego zastosowanie może służyć do zdobywania informacji o gospodarczym znaczeniu, co usprawniło działania wywiadu gospodarczego. Trudno stwierdzić, czy system ten działa w takim kształcie jak ukazany podczas przygód Jasona Bourne’a, czy może jest o wiele bardziej ograniczony, a może właśnie bardziej zaawansowany? W każdym razie jego istnienie pozostaje faktem.



Nawet rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) zainstalowała już w 1998 roku systemy SSORM i SSORM-2 (Sistiema Operatiwno-Rozisknych Mieroprijatii) choć to potencjalnie kraj bez zagrożeń - tak uważa Władimir Putin. Systemy te w pełni kontrolują obywateli - czytamy w portalu IPsec.pl. Każdy operator w Rosji musi zapewnić FSB stały i dyskretny wgląd w dane obywateli zgromadzone przez operatorów. Czy nie jest to tożsamy program co PRISM czy Echelon?


Cała sprawa PRISM i Snowden’a ukazuje nam dwa oblicza. Pierwszy to wymiar społeczny a drugi związany jest z krajowymi i międzynarodowymi politykami bezpieczeństwa. W pierwszym przypadku ludzie nie chcą być inwigilowani a przynajmniej nie chcą wiedzieć o tym, że są inwigilowani. Tak pokazują badania na przykładzie amerykańskiego społeczeństwa. Pojawiają się również opinie, iż ludzie nie mają nic przeciwko inwigilacji Internetu ale chcą wiedzieć, że takie działania są prowadzone.



Mimowolnie jednak przekazujemy coraz więcej własnych danych firmom, które nie umieją utrzymać ich pod odpowiednim nadzorem. Tak się stało w 2012 roku w Facebook’u, gdzie w skutek awarii systemu (prawdopodobniej awarii, choć również mógł to być atak hakerski!) wypłynęły w niekontrolowany sposób informacje o 6 mln użytkowników.



Drugi wymiar to bezpieczeństwo. Jest ono czymś nadrzędnym i zawsze będzie przenikało sferę prywatną człowieka, gdziekolwiek by był. Obecny świat i ciąg zdarzeń zmusza do zabezpieczeń tego typu. Pojawiają się nawet społeczne komentarze stwierdzające, że kontrola Internetu nie jest potrzebna, ponieważ terroryści nie korzystają z Internetu i nie rozmawiają przez telefony komórkowe. Takie myślenie wydaje się być błędne, choć trudne do zweryfikowania.

Polska i Niemcy na uboczu inwigilacji?


Na kanwie wydarzeń związanych z Edward’em Snowden’em niemiecki rząd i Niemiecka Służba Wywiadowcza (BND) zachowały relatywny spokój. Jak donosił „Der Spiegel” BND nie zamierza zaniechać prac nad niemiecką wersją PRISM (ma nosić nazwę: program rozwoju technicznego), na który rząd Angeli Merkel zamierza wydać 100 mln euro. BND przewiduje, że przy tym programie ma pracować około 100 funkcjonariuszy, a sama służba wywiadowcza wejdzie do elitarnego klubu służb mogących realizować swoje zadania w każdym zakątku świata.


Decyzja podjęta przez rząd Merkel oraz szefostwo BND podyktowana była z pewnością nieustającymi atakami hakerskimi na sieć niemieckich instytucji państwowych i prywatnych zarówno ze strony Chin jak i Rosji (z tych krajów w największym stopniu). Mimo, że stopień zaawansowania niemieckiej technologii będzie nieco uboższą wersją PRISM-u, z pewnością będzie sprawdzał się i spełniał oczekiwania analityków z BND.



Jak podaje szefostwo niemieckiego wywiadu, ze względu na zwiększoną aktywność internautów i ruch w sieci, w zeszłym roku wywiadowcy byli w stanie sprawdzić tylko co piątą rozmowę telefoniczną, tylko co piąty e-mail oraz tylko co piąty wpis na forum. Było to możliwie tylko dzięki współpracy BND z NSA.


Również niemiecki wywiad korzysta z systemu PRISM, dlatego rządzący w Berlinie oraz szefostwo BND podchodzą spokojnie do całej sprawy, ponieważ dzięki temu systemowi udało się udaremnić kilka zamachów na terenie Niemiec. Wraz z rewelacjami Snowdena wyszło również na jaw, że amerykańska agencja NSA najczęściej w Europie sięga właśnie do niemieckiego Internetu. Pokazuje to, iż niemiecka przestrzeń internetowa jest pod względem wywiadowczym jedną z najważniejszych w Europie.



Jedyne odnotowane oburzenie sfer rządowych w Berlinie wywołała informacja o sprawie podsłuchów dyplomatów podczas szczytu G20 w 2009 r. w Londynie. Jeżeli zarzuty znajdą potwierdzenie, sprawę będą musiały zbadać europejskie instytucje - stwierdziła niemiecka minister sprawiedliwości Sabine Leutheusser-Schnarrenberger. Sama jednak nie starała się zagłębić w całą sprawę, choć z pewnością wypowiadając swoją opinię na temat działalności Brytyjczyków miała świadomość na jaką skalę tego typu programy działają, a tym bardziej na jaką skalę Niemcy zamierzają rozbudować swój przyszły program pilotowany przez BND. Na europejskim gruncie tylko Komisja Europejska oprotestowała istnienie PRISM, uzasadniając to tym, że amerykanie nie mają prawa do inwigilacji obywateli Wspólnoty.



Komisja Europejska zażądała wyjaśnień od NSA oraz zapowiedziała poruszenie tego aspektu podczas szczytu amerykańsko-unijnego w Dublinie. Wydaje się, że niemiecka determinacja dążenia do zinstytucjonalizowania „programu rozwoju technicznego” przebiegnie niezakłócona, a BND nadal będzie korzystać z największej na świecie i najlepiej rozwiniętej infrastruktury wywiadowczej dostarczanej przez programy NSA.


Tak podpowiada logika służb wywiadu. Niemcy nadal chcą włączyć się w działania zapoczątkowane przez NSA, ponieważ ideą działalności wywiadu jest zbieranie informacji, które w dzisiejszych czasach dają szanse na szybką reakcję wyprzedzającą (np. w dyplomacji), jak również zapobieganie i neutralizowanie zagrożeń.


Nasz zachodni sąsiad partycypuje w programach kontrolujących Internet. Wymienia się również wszelkimi danymi z NSA i korzysta z PRISM.


Czy w Polsce jest to możliwe? Okazuje się, że tak samo realne jak w Niemczech. Rząd Polski posiada w strukturach ABW Zespół Reagowania na Incydenty Komputerowe (CERT.gov.pl), który realizuje we współpracy z amerykanami projekty monitorowania Internetu i kontroli telefonii komórkowej. Również CBŚ realizuje swoje zadania opierając się na wymianie informacji z amerykańskimi agencjami rządowymi oraz na monitorowaniu sieci komórkowych i telefonicznych za pomocą systemu Echelon.


W celu wsparcia działań polskich służb sfinalizowano również cenną inicjatywę budowy nowego Centrum Kryptograficznego, o którym pisałem na łamach portalu niemcy-online.pl. Ostatnio media doniosły, że gen. ABW Krzysztof Bondaryk, wcześniej pełnomocnik ds. utworzenia Narodowego Centrum Kryptografii (NCK), będzie jego szefem od 1 sierpnia 2013r. Kadencja ta trwać będzie przez trzy lata - do 2016 r.


Formalnie NCK powołane zostało 1 czerwca 2013 i będzie liczyło około 20-30 funkcjonariuszy w tym matematyków, informatyków, inżynierów elektroniki oraz analityków. Bezpośrednio Centrum podlega pod Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) a jego szef ministrowi obrony. Mimo podległości wojskowej, NCK będzie nadal utrzymywało ścisły związek z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) oraz Służbą Kontrwywiadu Wojskowego (SKW), ponieważ nadzór nad informacjami niejawnymi w naszym kraju nadal sprawuje ABW i SKW.



Ponadto obie te jednostki są instytucjami certyfikującymi wszelkie systemy kryptograficzne działające w Polsce, stąd wymusza to ich wzajemną współpracę. Nie ulega również wątpliwości, że Centrum będzie kooperować wraz z amerykańską NSA i CIA w ramach instytucjonalnej wymiany informacji wywiadowczych, co wydaje się być oczywiste i nie powinno nikogo zdziwić.



Budowa i tworzenie Centrum zbiegło się z pracami naukowców z Wojskowej Akademii Technicznej nad projektem „Ochrony informacji istotnych dla bezpieczeństwa i funkcjonowania państwa", w tym o klauzuli „Ściśle tajne” - Budowa narodowego Centrum kryptografii i dekryptażu wraz z udaną próbą złamania rosyjskiego kodu GOST (Gosudarstwiernnyj standard - GOST 28147-89). Przede wszystkim celem NCK będzie stworzenie narodowych algorytmów urządzeń kryptograficznych oraz specjalistycznego oprogramowania prawdopodobnie na potrzeby służb cywilnych i wojskowych.


Ciekawostką może być jeszcze fakt, że szef CIA John Brennan odwiedził Polskę w 18 czerwca br. Brennan miał spotkać się z ambasadorem USA w Warszawie oraz ministrem Radosławem Sikorskim. Co było przedmiotem rozmów nie wiadomo. Media spekulują, że przedmiotem rozmów mogły być sprawy rzekomych tajnych więzień. Nie jest to wykluczone, jak również to, że poruszono sprawę związaną z dezercją Snowdena i programu PRISM oraz współpracy polskich służb z NSA. Na kanwie obecnych dynamicznych wydarzeń w świecie wywiadu, jest to co najmniej wysoce prawdopodobne ale niewykluczające innych tematów o współpracy.

Bezpieczeństwo inwigilacji


Sprawa Snowdena, którą z pewnością żyje Ameryka i Amerykanie, uzmysłowiła wielu społeczeństwom nie tyle skalę inwigilacji, co ogromną ilość danych, jakimi administrują operatorzy i korporacje internetowe. Są one na wyciągnięcie ręki. O ile służby wnioskują o udostępnienie im danych, o tyle w Internecie, jeżeli tylko chcemy, możemy odnaleźć dużo więcej niż kilka lat temu. Skala problemu jest ogromna, ponieważ do tej pory nikt na świecie nie wymyślił systemu do zarządzania tymi danymi i tego, kto miałby nimi finalnie administrować.


Posiadanie tak ogromnej ilości informacji na pewno buduje prestiż korporacji takich jak Google czy Facebook, ponieważ mogą nimi handlować bez większych ograniczeń. Kapitałem stają się nasze dane, ponieważ one pomagają profilować ludzkie potrzeby producentom i działom marketingu. I kto wie, czy to nie jest najniebezpieczniejsza informacja w całej aferze Snowdena. To, że służby korzystają z tych informacji w celach zapewnienia bezpieczeństwa nie jest niczym złym. Wszędzie decyduje wzgląd bezpieczeństwa.



Inne artykuły

gospodarka

Kompromis dieslowski

gospodarka

Praca i płaca

gospodarka

Migracje zarobkowe Polaków

gospodarka

Flix-Pociąg?

gospodarka

Plastikowe rzeki

gospodarka

Się świeci!

gospodarka

Zimno (szkiełko i oko)

gospodarka

Nowe kary na drogach

gospodarka

"Niemcy szykują się do wojny"?

gospodarka

Niemiecki PKB do góry