kultura | 10.11.2019

Ucieczki przez Mur

autor: Tomasz Sikora
Ucieczki przez Mur
W 2019 roku mija równo 30 lat od momentu upadku w Berlinie muru. Na tę okoliczność przygotowała się niemiecka telewizja - powstały pełnometrażowe filmy fabularne, kilkanaście dokumentów i niezliczona ilość programów tematycznych.

Spokój - to pierwszy obywatelski obowiązek - ta zasada obowiązywała stale w dyktaturze SED, rządzącej w DDR. Przede wszystkim - spokój na granicy. Przed postawieniem muru w Berlinie dziennie od tysiąca do dwóch tysięcy osób przekraczało umowną granicę między strefą rosyjską a amerykańską. Ruch był w jedną stronę. Każdego dnia znikała jedna wieś, każdego tygodnia małe miasto. Nic nie było w stanie powstrzymać fali ucieczek - nic poza zablokowaniem granicy.

Zachodnioniemiecki wywiad pod koniec lat pięćdziesiątych przesłał ściśle tajny raport do Urzędu Kanclerskiego. Ostrzegano w nim, o planie "regulacji berlińskiej granicy sektorowej" (Abriegelung der Berliner Sektorengrenze), w ramach którego może dojść do przerwania sieci połączeń metra i kolejki miejskiej. To nie były pierwsze ostrzeżenia, ale najpowazniejsze. Dygnitarze ze wschodu chcą przerwać "drażliwą dla nich kwestię".

Państwowe i prywatne telewizje pokazują w październiku i listopadzie cykle filmów i audycji dotyczących powstania muru. Geheimsache Mauer - Die Geschichte einer deutschen Grenze Christopha Weinerta i Jürgen Asta pokazują w 90 minutowym dokumencie cały czas trwania budowli od 1961 do 1989 roku, a nawet idą o krok dalej. Spekulują - a co jakby w 1989 reżim, by nie padł? Jak wyglądałby mur?

Punktem wyjścia do filmu jest plan "Mur 2000" (Mauer 2000) przygotowywany przez enerdowskie wojsko od 1983 roku. W miejsce betonu i drutu kolczastego już wtedy planowano, szczelny, wiecznie zielony mur z... żywopłotu kolczastego. Zamiast min miały pojawić się czujniki ruchu i broń paraliżująca, co miało skutecznie uniemożliwić ucieczkę. Takie były plany i o tym opowiadają filmy - my popatrzmy inaczej - a jak i komu w czasie istnienia muru udało się uciec?

Kiedy w XVIII wieku bracia Montgolfier stworzyli prototyp balonu pewnie nie przypuszczali, że ich dzieło posłuży, jako narzędzie do ucieczki nad murem, który na niemal 30 lat podzielił Berlin. Balon własnej produkcji, krowa z pantomimy, walizka, dziecięcy wózek, sfałszowane dokumenty - sposobów na przekroczenie granicy z RFN było tak wiele jak uciekinierów. Dzięki niektórym z nich wschodni Berlińczycy uzyskali upragnioną wolność, lecz wielu próbując uciec poniosło śmierć. 

Strach odczuwam do dzisiaj, mówi w wywiadzie dla Berliner Zeitung dziś 75-letnia Selina Schroeder i płacze. Proszę sobie wyobrazić, co się mogło stać. Ktoś z nas lub wszyscy mógł zostać rozstrzelany. (…) Moją największą obawą było rozdzielenie z dziećmi. Selina przypomina sobie marzec 1962 roku, kiedy to na Heilderberger Strasse przenosiła swoją córkę przez drabinę ku wolności wśród gradu kul policji ochrony pogranicza.

Historia ucieczki Seliny przez mur berliński rozpoczyna się pewnej słonecznej niedzieli, kiedy spotyka swojego przyszłego męża z Berlina Zachodniego. Młodzi pobierają się, Selina zachodzi w ciążę i z bólem serca przeprowadza się z córką do swoich rodziców w Wusterhausen (położonym na terenie NRD). Wolfgang zostaje w Berlinie Zachodnim w małym mieszkaniu. Regularnie odwiedza swoją rodzinę, która w wkrótce się powiększa.

13 sierpnia 1961 roku Schroeder podczas odwiedzin w Fȕchschen dowiaduje się z radia o budowie muru. Wiedziałam od razu, że muszę wracać do moich dzieci na Wschodzie i nie będę już z mężem, którego kocham.(...) Sprowadzę ich, żaden mur nas nie rozdzieli - mówił początkowo Wolfgang. Przez tydzień chodził i szukał możliwości przejścia na drugą stronę. Pewnego dnia na Heidelberger Strasse znalazł słaby punkt. Obmyśliwszy plan, 17 marca 1962 roku ruszył na Wschód. Z wózkiem i kwiatem w doniczce cała rodzina szła wzdłuż muru w nadziei na lepszą, wspólną przyszłość.

Plan był prosty. Zamieszanie, odwrócenie uwagi i łut szczęścia. Niby to niewinny spacer rodziny wzdłuż muru nagle zostaje zakłócony przez... koktajle Mołotowa. To przyjaciele Schroedera rzucają je z zachodniej strony, by odwrócić uwagę strażników. Rodzina wspina się po drabinie na mur. Po drugiej stronie czeka taka sama. Stać! - słyszą biegnąc do tramwaju. Długo trwało zanim zdałam sobie sprawę, że wszystko dobrze poszło. Bardzo bałam się o dziewczynki - mówi Selina. W tym samym roku Schroeder urodziła syna, a cztery lata później rozstała się z mężem. Pomysłodawca planu, Wolfgang Fuchs zorganizował jeszcze kilka takich ucieczek, sprowadził przyjaciół, rodziców i resztę rodziny.

Do 1961 roku 80 przejść oraz wspólny transport miejski umożliwiały swobodny przepływ ludności ze strony wschodniej na zachodnią. Wzrastająca do 2 milionów liczba uciekinierów przyczyniła się do powstania Muru Berlińskiego. Badania Muzeum Muru Berlińskiego donoszą o 1303 osobach zabitych podczas ucieczek w wyniku podziału Niemiec. Oficjalnie potwierdzonych jest mniej. Centrum Badań w Poczdamie podaje natomiast liczbę 222 ofiar Grepos. Dziś ekspozycję o historii ucieczek do RFN możemy oglądać w muzeum Haus am Checkpoint Charlie.

Uciekano w bagażnikach samochodów, w schowkach pod deską rozdzielczą, w walizkach, wózkach dziecięcych, w kufrach, radioodbiornikach, torbach. Przedostawano się do Berlina Zachodniego tunelami wykopanymi na potrzebę chwili, kajakami, balonami, łodziami, skonstruowanymi własnoręcznie szybowcami. Szyto specjalne ubrania, w których ukrywano dzieci, stworzono także małą łódź podwodną - by dostać się Bałtykiem do Danii. Ludzie wyruszali do RFN przez Węgry, Czechosłowację, Austrię, kraje skandynawskie, a także Polskę. Zachodnioniemiecka ambasada na Saskiej Kępie w Warszawie była okupowana przez obywateli NRD.

Oryginalnym pomysłem wykazano się podczas próby ucieczki przez przejście Checkpoint Charlie w brzuchu krowy z pantomimy. Niezwykłą kreatywnością i odwagą popisał się również pewien mężczyzna, która udał się na przejście odgrywając rolę Austriaka, któremu matka umiera w Berlinie Zachodnim, a on jak na złość w pośpiechu zapomniał dokumentów. Strażnik nie wiedząc jak rozwiązać tą sytuację, przekazał sprawę koledze ze zmiany. Mężczyzna przedstawił swoją historię w ten sam sposób, ale z małym szczegółem, tym razem matka umierała w Berlinie Wschodnim. Policjant nie mógł przepuścić go bez dokumentów na stronę NRD. Jedyne co mu zostało to... cofnąć go do Berlina Zachodniego.

Inżynier elektryk Winfried Fredenberg, którego historię szerzej opisuje Berliner Zeitung, skonstruował balon własnego pomysłu. Wraz z żoną Sabine od stycznia 1989 roku każdej nocy sklejali folię ogrodniczą, z której miała powstać powłoka balonu o średnicy 11 metrów. Winfried, aby zdobyć gaz ziemny, którym chciał wypełnić balon, podjął pracę w kombinacie energetycznym.

Prognoza pogody na dzień, w którym chcieli się wznieść powietrze była dobra - słonecznie, chwilami umiarkowany wiatr. Moja podświadomość mówiła mi wtedy, że nigdy nie wsiądę do balonu - mówi Sabine. Mimo to 8 marca 1989 roku poszła posłusznie za mężem na stację S-Bahnhof Blankenburg do dystrybutora gazu. Winfried napełnił powłokę balonu gazem. Był obserwowany. Ktoś powiadomił policję, która zjawiła się na miejscu po dwóch godzinach. Para wpadła w panikę. Fredenberg krzyczał do żony - Wsiadaj! Ona jednak nie chciała. Za szybkie wejście do balonu sprawiło, że ucieczka nie powiodła się do końca. Winfried przekroczył mur, ale zginął w Zehlendorfie. Złe warunki atmosferyczne, wadliwy sprzęt, problemy przy lądowaniu - kostki domina układające się w tragedię. Sabine została aresztowana i skazana na trzy i pół roku w zawieszeniu. Następnego dnia przeczytała w gazecie, że mur został obalony.

Ucieczka dla 58- letniej Idy Siekmann również nie zakończyła się sukcesem. Kobieta podczas próby przedostania się ze swojej posesji do budynków po drugiej stronie granicy, spadła z III piętra.

Ostatnim zastrzelonym natomiast był Chris Gueffroy, 21- letni chłopak, który wierzył, że ucieczka ochroni go przed poborem do Armii Ludowej NRD. Grepos, tak nazywano strażników, strzelali zawsze. Chris myślał, że dzień delegacji rządowej RFN będzie wolny od agresji i przemocy - mylił się. Zginął trafiony jednym strzałem w serce. Po tym zdarzeniu zabroniono strażnikom strzelać do ludzi. Reżim chwiał się już w posadach.

Mur Berliński runął, doszło do powstania Niemiec zjednoczonych i demokratycznych, a swój wkład w ta historię, jak wielu z nas, miał Hans Horst, który uderzając młotem, jako pierwszy w mur z 9 na 10 listopada 1989 roku, poczuł na własnej skórze spełnienie snu o wolności.



o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

kultura

Pierwsze spotkanie z Olgą Tokarczuk

kultura

Historia do (prze)myślenia

kultura

Piwa! Ruszył Oktoberfest

kultura

Gumowe ucho Alexy i Siri

kultura

Nie dla Igrzysk 2036!

kultura

"Wygląda jak gówno..."

kultura

Alko-Deutschland

kultura

Berlinale 2019!

kultura

Weihnachtsmarkt po polsku

kultura

Halloween w Niemczech