społeczeństwo | 03.02.2018

Chińczycy łapią m2

autor: Tomasz Sikora
Chińczycy łapią m2
W Polsce Ukraińcy są tymi, którzy sprawiają, ze ceny mieszkań dotarły do poziomów nie notowanych od 10 lat. W Niemczech rynek nieruchomości opanowuje inna nacja...
Chińczycy! Od kilku lat ceny mieszkań w niemieckich metropoliach poszybowały w górę. Swoje "M" kupują obywatele Państwa Środka.

I właściwie każda kategoria domów jest dla nich interesująca. Czy to wielkie nowo powstające wieżowce w Berlinie, Frankfurcie albo Monachium, ale też podmiejskie wille. No może poza wsią - ta jest dla Chińczyków nieinteresująca. Najbardziej prestiżowe lokalizacje - w centrach miast, a zwłaszcza we właśnie budowanych ale centralnie położonych budynkach kupowane są na etapie dziury w ziemi. Niemieckie media obiegła niedawno historia z Frankfurtu. Budowany tam "Grand Tower" (na razie powstało kilka kondygnacji - wizualizacja powyżej) ma być najwyższym budynkiem mieszkalnym w Niemczech i jednocześnie budynkiem najbardziej luksusowym. Ale niewielu Niemców się o tym przekona, bo już teraz mieszkania w 175 metrowym drapaczu chmur w 80% kupili Azjaci. 

W ubiegłym roku 50% wszystkich wydanych na luksusowe nieruchomości euro w Niemczech pochodziło zza granicy. Niemcy jak wiadomo wolą mieszkania wynajmować niż kupować. Ostatnio jednak nie wolą, co raczej muszą, bo na kupno tych najbardziej prestiżowych ich najzwyczajniej nie stać. Łącznie w nieruchomości zainwestowano w ubiegłym roku w Niemczech ponad 59 mld euro – niemal trzy razy więcej niż w 2010.

Dlaczego niemieckie mieszkania to taki łakomy kąsek? Bo to bezpieczna lokata kapitału. Nie gwarantują takich zysków, jak wirtualne waluty, ale gwarantują pewność, że tu załamania koniunktury nie będzie, bańka nie pęknie, a w dodatku - w przypadku chińskich inwestorów - dają bezpieczną przystań, gdyby trzeba było się nagle ewakuować z Chin. Więc partyjni urzędnicy, ale przede wszystkim dyrektorzy dużych chińskich przedsiębiorstw, oraz ich kadra zarządzająca jako lokatę kapitału szukają metrów kwadratowych nad Menem czy Szprewą. Takie mieszkanie oznacza bezpieczeństwo prawne, stabilność polityczną i silną gospodarkę. Nie chodzi zresztą tylko o groźbę "zmiany wiatru" w chińskiej partii komunistycznej - w burzliwych czasach brexitu, Trumpa i zamieszek na Bliskim Wschodzie Niemcy wydaja się dla wielu nacji bezpiecznym portem. A jeśli mieszkanie nie dla siebie to to także świetna lokata kapitało. Bo przecież nie ma nic lepszego niż ułożony, zabezpieczonych finansowo niemiecki najemca, który czynsz zapłaci zawsze na czas, a mieszkania nie zniszczy.

Co ciekawe mieszkanie w Niemczech jest korzystniejsze cenowo niż w Chinach. W Pekinie i Szanghaju mieszkanie w centrum kosztuje ponad 10 tys. euro za metr kwadratowy, normalne są też ceny w granicach 15-18 tys. euro. Porównajmy je z Niemcami - według dziennika "Handelsblatt" w ubiegłym roku ceny za metr kwadratowy mieszkania własnościowego w Hamburgu wynosiły około 3800 euro, w najdroższym Monachium – blisko 6 tys. euro. To o połowę taniej niż w Chinach!

W 2016 r. Chińczycy zainwestowali za granicą rekordową sumę 33 mld dolarów, ponad 50 proc. więcej niż rok wcześniej.Tendencja rośnie. – W 2022 r. do klasy średniej będzie się zaliczało w Chinach 76 proc. społeczeństwa kraju, czyli ponad 550 mln ludzi. W miastach takich jak Pekin czy Szanghaj nieruchomość mogą kupić tylko rodziny na własny użytek. Jeśli ktoś chce zarabiać na lokatorach - chcąc nie chcąc musi kupić mieszkanie za granicą. Stąd chiński boom w Niemczech. 

 

Rząd chiński widzi jednak te uciekające z kraju pieniądze i próbuje stawić im tamę.Już obowiązuje przepis, że każdy Chińczyk może wymienić rocznie na zagraniczną walutę maksymalnie 50 tys. dolarów. Dlatego członkowie rodzin łączą siły, żeby wspólnie kupić nieruchomość w innym kraju. Z obawy, że będzie następował dalszy odpływ kapitału, Pekin nakłada coraz to nowe ograniczenia, w tym transfer pieniędzy poprzez specjalny region administracyjny – Hongkong.

Ale inwestorzy z Dalekiego Wschodu kupują nie tylko luksusowe obiekty, mała willa na przedmieściach, albo nawet szeregówka z lat 30. też może być interesująca dla tych inwestorów. Tak przynajmniej wynika ze statystyk agencji pośrednictwa rynku nieruchomości w Niemczech. W minionych czterech latach liczba zapytań ze strony chińskich klientów wzrosła ponad dwukrotnie. Dużym zainteresowaniem cieszą się zwłaszcza mieszkania jedno i dwupokojowe w cenie od 250 tys. do 400 tys. euro.

To właśnie Chińskie upodobania wpływają na projektowe decyzje deweloperów, którzy przestali budować pod potrzeby niemieckiego klienta, a zaczęli projektować obiekty (tak zwane 'mikroapartamenty'), które spodobają się chińskim inwestorom. Przeciętny Niemiec za małe uznaje mieszkanie poniżej 70m2. Chińczyk - poniżej 20m2. Tymczasem w centrach aglomeracji miejskiej powstaje uderzająco dużo drogich a małych mieszkań – w swoim raporcie stwierdza firma doradcza EY.

 


o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

społeczeństwo

Położną od zaraz!

społeczeństwo

Chico zabójca.

społeczeństwo

HarzIV - boki zrywać

społeczeństwo

Gorący kartofel Puigdemont

społeczeństwo

Nowy piłkarz: OAAHLEA

społeczeństwo

Ach ten hokej!

społeczeństwo

Zakaz wjazdu dla Diesli!

społeczeństwo

Okazje z Polski

społeczeństwo

Autozurück - autorzy wyjaśniają

społeczeństwo

Zagadka rozwiązana!