społeczeństwo | 06.11.2018

Gdy padał mur...

autor: Tomasz Sikora
To kolejny tekst na niemcy-online opisujący wydarzenia 9 listopada 1989 roku.  Tym razem wywiad Spiegel-online z jednym z najsłynniejszych amerykańskich dziennikarzy Tomem Brokawem, który w czasie tych pamiętnych dni znalazł się w Berlinie.

Thomas John Brokaw to były anchor NBC. Uczynił ze swojego programu najchętniej oglądany serwis informacyjny w Stanach Zjednoczonych. Otrzymał wiele nagród, m.in. 7 Emmy i nagrodę Peabod. W latach 1973-76 był korespondentem NBC w Białym Domu, w latach 1976–1981 współgospodarzem porannego programu informacyjnego Today. Wieczorne wiadomości prowadził samodzielnie od września 1983 roku. W 1987 roku przeprowadził pierwszy amerykański wywiad w cztery oczy z Michaiłem Gorbaczowem. W 2000 roku przeprowadził w Moskwie pierwszy amerykański wywiad telewizyjny z Władimirem Putinem. W dniu zamachów 11.09.2001 prowadził wiadomości przez cały dzień. We wrześniu 2001 roku przysłano mu list z wąglikiem; ucierpiało dwóch pracowników NBC News. Obecnie prowadzi w NBC program Meet the Press, jest także specjalnym korespondentem tej stacji.

============================
Nie zmarnuj mi tego!

Z kranem kamerowym przed Bramą Brandenburską gwiazda amerykańskiego dziennikarstwa śledziła jak 9 listopada runął mur - jego relacja na żywo obiegła wszystkie telewizje świata. W Spiegel-online dziennikarz  NBC wspomina legendarną konferencję prasową  Güntera Schabowskiego, swoje własne obawy i wpadki oraz pierwszych obywateli NRD, których dostrzegł na szczycie muru.

SPIEGEL ONLINE: Panie Brokaw, przypomina pan sobie jeszcze, jak został przysłany przez NBC do Berlina bezpośrednio przed upadkiem muru?

Brokaw: W poniedziałek, to był 6 listopada oglądaliśmy zdjęcia z wydarzeń w Niemczech. Szef naszego działu zagranicznego powiedział do mnie: "Tom, a co, jakbyś tam pojechał? U nas i tak nie dzieje się nic". Pomyślałem, że to niezły pomysł.

SPIEGEL ONLINE: A jak się Pan przygotowywał?

Brokaw: Umówiłem się na obiad z paroma specjalistami od polityki zagranicznej z Waszyngtonu. Jednym z nich był Richard Holbrooke, który potem w  1993 został ambasadorem w zjednoczonych Niemczech. Wziąłem go wtedy na bok i powiedziałem, że chcę do Niemiec. "Fantastyczne" - powiedział - "tam teraz wiele się dzieje". Ale czy sądziliśmy, że runie mur? Nigdy w życiu. 

SPIEGEL ONLINE: Co pan sobie pomyślał, gdy samolot wylądował w Berlinie Zachodnim? 

Brokaw: Wiedzieliśmy, że coś znaczącego właśnie się dzieje. Trzeba było pamiętać o tym, co już wcześniej w 1989 roku się zdążyło wydarzyć. Ja właściwie cały rok spędziłem w samolocie, by śledzić upadek sowieckiego imperium. Gdy dotarliśmy do Berlina, już czuło się większą wolność, gdy zaczęliśmy krążyć między wschodem a zachodem. Na początku były potężne problemy na Checkpoint Charlie [najważniejsze przejście graniczne wschód-zachód w Berlinie - przyp. T.S.], potem jednak przyszła "odwilż". Wprawdzie nie mogliśmy wysyłać relacji na żywo ze wschodniego Berlina, ale miałem pozwolenie na wschodniej stronie Bramy Brandenburskiej kręcić i rozmawiać oficjalnie z obywatelami. I udało nam się zaaranżować wywiad z Günterem Schabowskim z Politbiura SEDu, już drugiego dnia naszego pobytu, o 17tej. 

SPIEGEL ONLINE: Jak pan odebrał Berlińczyków bezpośrednio przed upadkiem muru?

Brokaw: Na zachodzie nie było żadnego wyczekiwania, nikt nie spodziewał się czegoś nadzwyczajnego, czemu zachodni Berlińczycy byliby skłonni poświęcić uwagę. Oni w przeszłości sporo przeżyli i uważali - przynajmniej w mojej opinii - że także to podniecenie rozejdzie się po kościach. Na wschodzie co prawda nie mieliśmy pozwolenia na rozmowy z przedstawicielami opozycji, ale spotkaliśmy się z ludźmi teatru i dziennikarzami. Ci donosili nam o dynamice, wietrze zmian, który unosił się na wschodzie. Mimo to nie miałem poczucia, że wkrótce mur będzie już przeszłością. Nikt nie miał. 


SPIEGEL ONLINE: Potem była ta słynna konferencja prasowa, na której zresztą pan był...

Brokaw: Byłem wykończony, przecież przyjechaliśmy w poniedziałek w nocy. Ale oczywiście poszliśmy na konferencję Schabowskiego. Po raz pierwszy można było zobaczyć wschodnioniemieckich dziennikarzy przepytujących dygnitarza z SEDu. Z powodu ogólnych nastrojów czuli się pewniej. Dlaczego nie mamy wolności prasy i wolności wypowiedzi - to był na przykład jeden z tematów. Schabowski nieco się wywyższał, siedział nadęty. Było późno, byłem zmęczony i zacząłem nawet przysypiać, aż on nagle zaczął się dziwnie kręcić. Ale byłem spokojny, miałem przecież umówiony z nim wywiad.

SPIEGEL ONLINE: I wtedy Schabowski wyciągnął tę swoją słynną kartkę??

Brokaw: Gdy konferencja już się prawie kończyła, ktoś podrzucił mu jakiś papier. Założył swoje okulary i zaczął czytać. Kiedyś tak to opisałem: To było, jakby nagle marsjanin pojawił się na scenie, bo ta informacja była kompletnie z innego świata. Schabowski oznajmił, że wschodni Niemcy mogą natychmiast opuścić NRD "bez spełniania żadnych warunków", czy jak tam formułka ta brzmiała. Siedzieliśmy wszyscy, jakbyśmy połknęli kije od szczotki. Mój niemiecki kamerzysta natychmiast włączył kamerę, bo wcześniej przestał filmować. Kamera poszła, ale on tylko szeroko otwartymi oczami patrzył na mnie i pytał " to w ogóle możliwe?" Pomieszczenie aż huczało od szeptów, gdy Schabowski poskładał swoja kartkę i opuścił podium.

SPIEGEL ONLINE: Podążył Pan za nim? 

Brokaw: Wybiegłem i rzuciłem się na schody do góry z moją ekipą i redaktorką. Dogoniliśmy go i usiedliśmy w małym pokoju z w pełni opanowanym i spokojnym Schabowskim. Zapytałem go: "Ma pan jeszcze tę kartkę?", odpowiedział: "tak mam". Poprosiłem go, by jeszcze raz odczytał jej treść. Wyjął papier z kieszeni, założył okulary i zaczął czytać.


SPIEGEL ONLINE: I jakie było pana pierwsze pytanie, gdy skończył? 

Brokaw: Zapytałem go, czy to znaczy, że obywatele wschodu mogą przechodzić przez mur we wszytko jedną którą stronę. Odpowiedział: "tak, myślę, że to właśnie znaczy" Zbiegłem po schodach, gdzie czekała grupka amerykańskich korespondentów prasowych. Czytali raz jeszcze papier Schabowskiego i nie mogli uwierzyć. Zobaczyłem ich i powiedziałem: "To prawda mur właśnie upadł!". Wszyscy rzucili się by depeszować do redakcji. 

SPIEGEL ONLINE: Pozostał pan w ten wieczór we wschodnim Berlinie?

Brokaw: Wskoczyliśmy do naszego wozu i pojechaliśmy ulicami wschodniego Berlina w kierunku Checkpoint Charlie. Nie wiedziałem, że konferencja Schabowskiego poszła na żywo w enerdowskiej telewizji. Wtedy przeżyliśmy, jak auta na ulicach wschodniego Berlina rozpoczęły koncert grany na klaksonach. Gdy dotarliśmy do przejścia, był tam ten sam strażnik, który dwa dni wcześniej robił nam problemy. Teraz kompletnie zmienił swoje nastawienie. Wysiedliśmy, by jak zwykle otworzyć bagażnik, ale on rzucił tylko: "możecie jechać". Zapytałem go, co myśli o tych zmianach. "Nie za myślenie mi płacą" - odparł.


SPIEGEL ONLINE: Choć można mieć wrażenie, że sprawę przemyślał i zrozumiał. Miał pan wrażenie, że Schabowski sam pojmował, co przeczytał?


Brokaw: Rok później z nim o tym rozmawiałem. Tego wieczora rzeczywiście nic nie rozumiał. Konsekwencje jego słów były dla niego nie do pojęcia. Powiedział mi, że zakładano, iż obywatele NRD wyjadą, zobaczą zachód i wrócą do swojego starego życia. To właściwie mówi wszystko o sposobie myślenia towarzyszy z SEDu. Wie Pan co, często przeceniamy autorytarne reżimy i dyktatury, zakładamy chłodną kalkulację i cynizm graczy. To był idealny przykład: Wszędzie zapanował chaos. SED nie wiedziała co powinna robić. Polityczna kontrola została złamana, zostali tylko towarzysze, biurokraci z drugiego lub trzeciego rzędu próbujący jakoś ten statek utrzymać na wodzie. 

SPIEGEL ONLINE: Co pan powiedział widzom w Stanach?

Brokaw: Kiedy około 18.30 znów byłem w moim biurze, zadzwoniła centrala z Nowego Jorku i powiedziano do mnie: "tam u was dzieją się wielkie rzeczy, Amerykanie są zelektryzowani". To kazało nam działać. Na szczęście mieliśmy zamówione łącze satelitarne, a współpracownicy ustawili już kran kamerowy, dzięki któremu mogliśmy filmować wysoko nad murem wschodnią stronę. W tym czasie próbowałem gorączkowo napisać moją relację. Około 23 byłem gotów i chciałem dostać się pod Bramę Brandenburską. Tu doszło do dziwnej sytuacji: Producentka mnie zatrzymała: "tam teraz jest niebezpiecznie, muszę najpierw zorganizować ochronę". "A to po co?", zapytałem. "Studenci szturmują mur" - odparła. Powiedziałem: "I właśnie o to tu chodzi!". Wziąłem ekipę i skierowaliśmy się pod Bramę Brandenburską.


SPIEGEL ONLINE: I jak na miejscu przeżył pan ten historyczny moment? 

Brokaw: Samochodem dotarliśmy na miejsce. Wielu zachodnich studentów było już pod murem i próbowało go sforsować. Strącały ich armatki wodne, ale oni znów się wspinali. Panowała atmosfera jakiegoś wielkiego festiwalu. Więc wszedłem na nasz mały podest, z którego chcieliśmy nadawać i nagle byliśmy otoczeni przez chaos. Tak naprawdę to nie do końca rozumiałem sytuację. Było wpół do dwunastej, więc późno, prawie północ. Wtedy znów uderzyła wschodnia służba graniczna i strąciła z korony muru wszystkich. Ewidentnie nie wiedzieli, jak w tej sytuacji mają się zachować, nie było rozkazów.


SPIEGEL ONLINE: A co się zwykle w takich dramatycznych momentach mówi?


Brokaw: Sytuacja zmieniała się właściwie w ciągu sekundy. Był na przykład ten młodzieniec, pewnie nawet nie miał skończonych 20 lat. Stał na górze muru w swojej skórzanej kurtce. Rzuciłem do jednego z moich redaktorów: "nagraj mi to, on jest symbolem nowych Niemiec". "Nie sądzę" zaśmiał się producent - "to jakiś piany bezdomny, który jest szczęśliwy z pierwszego prysznica od kilku tygodni". Gość kompletnie nie miał pojęcia co się wokół niego dzieje!

SPIEGEL ONLINE: I jak pan się dogadał ze studiem w Stanach?


Brokaw: Powiedziałem moim realizatorom w Nowym Jorku, że wprawdzie mam gotową relację, ale jej nie wykorzystam, ponieważ wszystko się zmienia bardzo szybko. Poza tym w Stanach tego dnia wydarzyła się straszna katastrofa samolotu - amerykański samolot wojskowy spadł w Atlancie na budynki mieszkalne. Powiedział mi producent po kablu, że u nich też piekło się dzieje. Odpowiedziałem mu więc: "będę mówił z głowy, a wy się zorientujecie, kiedy odpalić przygotowane wcześniej migawki". Czekaliśmy jeszcze pół godziny, by pierwszy wschodni Niemiec ukazał się na murze, ale nic takiego nie nastąpiło. I wtedy zrobiło się podwójnie dramatycznie: Jeden z naszych kamerzystów przybiegł i krzyknął "mam na kasecie jak przechodzą przez mur!" Był w jednym z tych kilku miejsc, gdzie wschodni Niemcy oblegali posterunki graniczne, by je w końcu sforsować i ostatecznie przedrzeć się na drugą stronę.


SPIEGEL ONLINE: A to drugie zdarzenie? 

Brokaw: W tym samem czasie studenci przy Bramie Brandenburskiej przekonywali przez megafony ludzi po wschodniej stronie, by ci przedarli się do nich przez pas graniczny aż do betonowej ściany. I wtedy pojawił się młody mężczyzna ze wschodniej strony, pierwszy ze wszystkich, tłum zaczął wiwatować jak oszalały. Chłopak stał na murze chyba z minutę. Prawdopodobnie nie miał pojęcia, co teraz powinien zrobić. Skoro właśnie szliśmy z transmisją na żywo, powiedziałem do kamery: "w tej najbardziej historycznej ze wszystkich historycznych nocy tego muru, właśnie teraz zmieniło się wszystko". I skierowaliśmy kamerę na tego chłopaka.


SPIEGEL ONLINE: Co panu przebiegło przez myśl, gdy się pan przygotowywał do audycji?


Brokaw: Nie byłem zdenerwowany. Ale byłem świadomy historycznej doniosłości momentu, o którym raportowaliśmy. To była ogromna sprawa. I wiedziałem, że tylko my nadajemy stamtąd na żywo. Rozumiałem więc, jak duże znaczenie ma moja praca, jak duża uwaga jest teraz na mnie skupiona. Poza tym nie myślałem o niczym. Moja ostatnia myśl, przed rozpoczęciem połączenia była: Tylko tego nie zmarnuj!

SPIEGEL ONLINE: I jak długo stał pan tam pod Bramą Brandenburską przed kamerą?

Brokaw: Połączenie było całą noc, aż do wczesnych godzin porannych. Gdzieś tam o świcie podbiegł do mnie technik i rzucił: "Patrz!" Ludzie zaczęli dłutami wydobywać kawałki muru. Mam pierwszy fragment muru, który mi podał do dziś. Generalnie wszystko było chaotyczne. Ale gdy myślę o tamtej nocy, to daliśmy radę, pokazaliśmy ducha tamtego czasu. 


SPIEGEL ONLINE: Jaka to była atmosfera?

Brokaw: Zachowanie tłumu było wspaniałe. Wszyscy byli nastawieni tak pozytywnie. Można było dostrzec, że ich życie przed momentem zmieniło się kompletnie. Poruszające było zobaczyć, jak młodzi ludzie wspinali się na mur i tam spotykali swoich braci i siostry, którzy nadchodzili z zachodniej strony. Przychodzili z tego podłego świata nieprzyjaznego ludziom, i pokonywali tę strasznie strasznie znienawidzoną budowlę, która wcześniej kosztowała tak wiele ludzkich istnień, które chciały do wolnego świata. Myślałem, mój Boże, po co nam była ta Zimna Wojna. Ale co teraz się zdarzy i dokąd to wszystko prowadzi - tego nie wiedziałem.

SPIEGEL ONLINE: Co pan pomyślał następnego dnia po przebudzeniu?

Brokaw: Przypominam sobie myśl z tego poranka, gdy kręciliśmy kolejną relację. Mianowicie, zawsze sądziłem, że rok 1968 to był kluczowy rok w moim życiu - rok w którym prezydent Lyndon B. Johnson nie wystartował w kolejnych wyborach, rok w którym była ofensywa Tet w Wietnamie, rok niepokojów w Chicago, rok, gdy Robert Kennedy i wielki Martin Luther King zostali zamordowani. Myślałem, że tych wydarzeń nic nie przysłoni. Ale w 1989 roku upadek Sowieckiego Imperium i jego następstwa - to zajmować będzie wyjątkowe miejsce w historii świata.

SPIEGEL ONLINE: A co było dla pana takim naprawdę magicznym momentem ten nocy - moment, w którym pomyślał pan - tego nie zapomnę do końca życia?

Brokaw: Obraz tego młodego człowieka, który jako pierwszy przedarł się ze wschodu i wskoczył na mur, to zostanie we mnie na zawsze. Wyglądało, jakby go coś dosłownie na szczyt katapultowało, nagle się tam objawił. Inni cofali się, a on tam stał jak Barysznikow, baletmistrz i tańczył swoje sceniczne solo. Wszyscy wiwatowali na jego cześć, a on nagle zastygł, przestał się uśmiechać i wyrzucił obie ręce w górę. Tego momentu nigdy nie zapomnę.



o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

społeczeństwo

Plakaty weg!

społeczeństwo

Szpitale na cenzurowanym

społeczeństwo

Właściciel historycznej walizki poszukiwany!

społeczeństwo

Drżąca kanclerz

społeczeństwo

Kawa z resztek

społeczeństwo

Zamrożenie czynszów

społeczeństwo

Özil się ożenił. Ale jak!

społeczeństwo

Szybkie śniadanie w Berlinie? Zapomnij!

społeczeństwo

Ważny sprawdzian

społeczeństwo

Wczoraj i dziś [GALERIA]