społeczeństwo | 17.04.2018

HarzIV - boki zrywać

autor: Tomasz Sikora
HarzIV - boki zrywać
Najpierw dostajesz zwykły zasiłek dla bezrobotnych. Jeśli nie możesz długo znaleźć pracy, stajesz się "długotrwale bezrobotnym" i przechodzisz na zapomogę socjalną. To świadczenie oficjalnie nazwane Arbeitslosengeld II (powszechnie znane jaki Hartz 4) jest zarezerwowane dla osób bezrobotnych, zarówno Niemców jak i obcokrajowców, których miejscem stałego zameldowania są Niemcy, mają mniej niż 65 lat i nie są w stanie samodzielnie się utrzymać.​
Harz IV to od 2018 roku 416 euro miesięcznie dla jednej osoby. Zasiłek przysługuje także tym osobom, które nie opłacały wcześniej składek na ubezpieczenie społeczne lub opłacały je zbyt krótko.

W przeciwieństwie do zasiłku dla bezrobotnych Arbeitslosengeld I nie jest on wypłacany przez urząd pracy Bundesagentur für Arbeit, ale przez Jobcenter czyli rodzaj instytucji pośredniczącej, w których interesie jest, by podopieczni czyli beneficjenci znajdowali pracę, bo wtedy część niewypłaconego zasiłku staje się "premią" dla danego Jobcenter. 

Od 1 stycznia 2018 roku świadczenie HARTZ po niewielkiej podwyżce wynosi:

416€ (wcześniej było 409 €)  – dla osoby samotnej lub samotnie wychowującej dzieci
374€ (wcześniej było 368 €) –  na osobę w przypadku par
332€ (wcześniej było 327 €) – dla osób niepracujących, poniżej 25 roku życia, które mieszkają z rodzicami ,
240€ (wcześniej było 237 €) – na każde dziecko w wieku 0 – 6 lat
296€  (wcześniej było 291€) – na każde dziecko w wieku 6 – 14 lat
316€  (wcześniej było 311 €) – na każde dziecko w wieku 14 – 18 lat

Tyle teoria. Bo w praktyce bywa i śmieszno i straszno. I trzeba ten system zmienić - to jeden z podstawowych punktów do zrealizowania przez centrolewicowego małego brata w Wielkiej Koalicji - SPD. Partia podkreśla na przykład, że człowiek, który ma otrzymać Harz VI, a często nie nadaje się do podjęcia najprostszej pracy - musi ze zrozumieniem przeczytać a potem podpisać 75 stronicowy kontrakt-zobowiązanie.

W tym kontrakcie istnieje szereg obostrzeń, które są martwe lub idiotyczne. Na przykład każdy zakup powyżej 1 euro musi zostać udokumentowany przez beneficjenta. To zbędna papierologia, którą w dodatku można łatwo obejść. Jak? W praktyce beneficjenci po prostu zbierają rozliczne rachunki sąsiadów i je dostarczają kontrolerom. Albo idą do pierwszego lepszego sklepu spożywczego i biorą garść kwitów zostawionych przez innych klientów. 

Ale system też oszukują same Jobcentren. Ostatnio między innymi prowadzone są w całych Niemczech zajęcia z szydełkowania dla pań i panów. Ponieważ same Jobcentren rozliczane są z aktywności i sposobów aktywizacji bezrobotnych. Stad takie programy, gdzie legalizowana jest "pomocowa fikcja". Beneficjenci udają, że uczą się szydełkować, a instytucja pośrednicząca, ze tego szydełkowania uczy.

Inny pomysł miało JobCenter z Chemnitz niedaleko polskiej granicy.Tu zorganizowano miejskie spacery dla bezrobotnych. W grupie kilkudziesięciu osób wolnym krokiem bezrobotni spacerowali po własnym mieście. Taka wycieczka trwała trzy godziny. Pytanie po co? I tu zaczyna być najciekawiej. Nie chodziło bowiem o jakiś rodzaj aktywizacji, o poprawianie kontaktów społecznych, o przystosowanie społeczne. Nie - jak wyjaśniła pracownica JobCenter bezrobotni w czasie spaceru mieli się rozglądać po witrynach sklepowych i sprawdzać, czy nie ma w nich jakiś ogłoszeń  gdzie grupami chodzą po 3 godziny po mieście. Po co? Jak tłumaczyła urzędniczka reporterowi MDR Sachsen - bo zawsze w witrynie można dostrzec ogłoszenie o poszukiwaniu pracownika i po spacerze taki trwale bezrobotny może wrócić w to miejsce i aplikować na proponowane stanowisko. 

Przy okazji tego spaceru lokalna telewizja MDR odkryła, ze sami pracownicy JobCenter mogą szybko zamienić się miejscami z podopiecznymi, bo sami są zatrudniani na umowy śmieciowe. Więc istotnie jest dla nich, by mieć zawsze jakiś bezrobotnych, by pozorować pracę i zachowywać stały stan między tymi, którzy pracy szukają, znajdują i ją tracą.  

Trochę jako postscriptum do dyskusji, jaka toczy się wokół Harz IV, pojawiła się propozycja teatru w Duisburgu z przemysłowego zagłębia Niemiec. Otóż właśnie za kilkadziesiąt tysięcy euro przygotowywany jest spektakl "Harz IV. Das Musical" - po co? By - jak wyjaśnił sam teatr w komunikacie prasowym - pokazać wyrobionej kulturalnie publiczności, jak wygląda życie na nizinach społecznych. Piosenka tytułowa to "Mein harz will go on...". Wszystko za publiczne pieniądze. 


o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

społeczeństwo

Przyspieszone wybory?

społeczeństwo

​Bezsenność nie istnieje?

społeczeństwo

Od kleszczy dreszcze

społeczeństwo

RODO w wersji niemieckiej

społeczeństwo

Wycieczka w cieniu CO2

społeczeństwo

Położną od zaraz!

społeczeństwo

Chico zabójca.

społeczeństwo

Gorący kartofel Puigdemont

społeczeństwo

Nowy piłkarz: OAAHLEA

społeczeństwo

Ach ten hokej!