społeczeństwo | 12.08.2018

Niszczyciele muru z Polski

autor: Stefan Meetschen - korespondent niemcy-online.
Niemcy-online.pl publikują cykl artykułów podsumowujących ostatnie 30 lat w historii Niemiec i Polski. Przyglądamy się zmianom z różnych punktów widzenia.

Niemal 30 lat po upadku muru berlińskiego z trudem przychodzi Niemcom docenić rolę papieża Jana Pawła II.

Twórcy niemieckiej jedności są zgodni. Były kanclerz Helmut Kohl dopiero parę dni temu, podczas oficjalnych obchodów 20 rocznicy 9 listopada 1989 roku uwydatnił i docenił rolę papieża Jana Pawła II przy upadku muru berlińskiego. Papież z Polski był osobą, która „otwierała drzwi wolności”, jak powiedział słabego już zdrowia były kanclerz. Inny polityk czasu przełomu, do dziś uznawany przez Niemców za sojusznika i przyjaciela niemieckiej wolności, Michaił Gorbaczow, już jakiś czas temu przyznał w swoich wspomnieniach, że wydarzenia sprzed dwudziestu lat, do których doszło w Europie Wschodniej, bez Jana Pawła II „nie byłyby możliwe”. Dwaj mężowie stanu, którzy wiedzą najlepiej. Dwaj świadkowie czasów, którzy dziś z wysokiego stanowiska obiektywnie mogą ocenić wydarzenia, w które kiedyś byli nieoczekiwanie i wymiernie uwikłani.

Upadek komunizmu

Faktu, że papież Jan Paweł II miał decydujący udział w załamaniu się systemu komunistycznego, nie neguje żaden poważny historyk. Czasami chodzi tylko o to, na czym to współdziałanie dokładnie polegało. To, że działalność papieża wywołała upadek komunizmu w Polsce, jest oczywiste. Pierwsza pielgrzymka papieża do ojczyzny w 1979 roku była impulsem do utworzenia „Solidarności”. Jej działalność wywołała reakcję łańcuchową wolności, której nie mógł powstrzymać nawet ogłoszony w międzyczasie stan wojenny. Ale jak duży był wpływ papieża na pozostały, mniej katolicki blok wschodni? Czy Janowi Pawłowi II dzięki swojemu autorytetowi i niezłomnemu wkładowi w obronę ludzkiej godności, praw człowieka oraz wolności religijnej udało się nawiązać z władzami komunistycznymi dialog, który przyczynił się do upadku komunizmu?

Ekspert od tematyki Europy Wschodniej Gerd Stricker udzielił w rozmowie z fundacją „Kirche in Not” („Kościół w potrzebie”) precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie: Jan Paweł II po silnym retorycznie wstąpieniu na Stolicę Piotrową od razu zapoznał się z władzami kościelnymi i świeckimi w Europie Wschodniej i dbał o stały kontakt z Kościołem w swojej ojczyźnie. Jak mówi Stricker, Papież-Polak nie szukał konfrontacji z przywódcami komunistycznymi, ale zawsze nastawiony był na dialog. „Spokojnie, przyjaźnie, ale nieubłaganie obstawał przy swoich wymaganiach względem wolności wyznania i praw człowieka”.

Faktycznie można było zaobserwować wewnątrzkościelne przemiany, do których doszło zaraz na początku pontyfikatu: wydłużono choćby czas nadawania Radia Watykańskiego w rejonie Europy Wschodniej. Nowy papież prowadził intensywne rozmowy z kardynałem Jozefem Slipyjem, głową podziemnego kościoła greko-katolickiego na Ukrainie, który przebywał na wygnaniu w Rzymie. Także na Węgrzech katolicy odczuli powiew nowego wiatru z Rzymu. Jan Paweł II mianował czterech nowych biskupów i odizolował sympatyzującego z reżimem prymasa Laszlo Lekai. Wszędzie wspierał siły reformujące, które podchwyciły jego ideę wewnętrznej odnowy.

Aroganckie i agresywne zachowanie podczas wizyty papieża w Berlinie

We Wschodnich Niemczech katolicy, przynajmniej statystycznie, nie odgrywali większej roli, choć niektórzy, jak np. kardynał Joachim Meisner, dzięki wcześniejszym spotkaniom i wizytom w Krakowie za czasów kardynała Wojtyły, osobiście znali i cenili papieża. Tam w latach 80. organizował się kiełkujący ruch demokratyczny, związany bardziej z kościołem ewangelickim. Upadek rządu NRD rozpoczął się poniedziałkowymi nabożeństwami w kościele p.w. Św. Mikołaja i związanymi w tym demonstracjami w Lipsku. Palono świece, modlono się i śpiewano, ale bez różańców i obrazków z podobiznami papieża, jak to miało miejsce na początku strajków w 1980 roku w Polsce. Czy właśnie w tym tkwi przyczyna, dlaczego wielu Niemców, zarówno ze wschodu, jak i z zachodu, w tym również katolików, jak np. Wolfgang Thierse i Hans-Joachim Meyer, ma tak wielki problem z odpowiednim docenieniem roli papieża przy upadku muru berlińskiego?

Faktycznie Jan Paweł II, który stanowczo sprzeciwiał się międzynarodowemu uznaniu NRD, w 1989 roku w wielu częściach RFN i w tamtejszym Kościele nie był lubiany. W oficjalnych mediach uchodził za reakcyjnego dogmatyka, którego redukowano do poziomu kondomów. „Polski papież” (jak wyraził się Hans Küng) był ciągle wyszydzany albo od razu całkowicie ignorowany. Arogancko-agresywny ruch oporu rozładował się w wyjątkowo wulgarny sposób podczas papieskiej pielgrzymki w 1996 roku. Głośno demonstrowano przeciwko papieżowi, którego obdarowano – jakże zaszczytnym wyróżnieniem – kamieniem z muru berlińskiego. Jego historyczne przejście przez Bramę Brandenburską u boku Helmuta Kohla i urzędującego prezydenta Berlina Eberharda Diepgena zostało przyćmione wulgaryzmami i agresywnymi występkami, którym przyklaskiwał np. popularny gwiazdor rocka Herbert Grönemeyer (ten od płyty "Mensch"). Lubię Berlin. To jedyne miasto, które demonstrowało przeciwko papieżowi - mówił wtedy Grönemeyer. ”Apel o wolność”, który Jan Paweł II przemawiając pod Bramą Brandenburską skierował do całego świata, natknął się niestety na mur ograniczonej prowincjonalności.

To, że ten osąd również dzisiaj, 20 lat po upadku muru berlińskiego i prawie pięć lat po śmierci uhonorowanego na całym świecie papieża stulecia, nadal funkcjonuje, zdradza nie tylko krótki przegląd wielu aktualnych uroczystości poświęconych upadkowi muru berlińskiego, które przeważnie utrzymane są w formie nostalgicznych rytuałów zachwytu nad samym sobą. Również inny fakt dokumentuje kontynuację niemieckiej ignorancji względem roli Papieża-Polaka przy upadku muru berlińskiego i ponownego zjednoczenia Niemiec.

Żadna z ulic stolicy nie nosi jego imienia

W Berlinie nie stanął jeszcze ani jeden pomnik Jana Pawła II, żadna z ulic i alei stolicy nie nosi jego imienia. Zamiast tego Aleja Karola Marxa, Plac Róży Luksemburg czy Plac Augusta Bebela wyrażają osobliwie dodającą otuchy kontynuację czasów sprzed przełomu oraz politycznie wyjątkową dla Berlina czerwono-ciemnoczerwoną atmosferę władzy.

Ale nie musi tak pozostać: na kilka dni przed śmiercią Jana Pawła II frakcja CDU złożyła w berlińskim parlamencie z odważną beztroską wniosek o przemianowanie jakiejś ulicy albo placu w Belinie na rzecz uczczenia pamięci Papieża-Polaka. Na razie nie odnieśli sukcesu, nawet jeśli sam Gregor Gysi przyjął propozycję z radością. Jednak: Dlaczego nie spróbować jeszcze raz przeforsować taki projekt? W czasach, kiedy bez wybitnych literackich czy politycznych osiągnięć można otrzymać Nagrodę Nobla, odpowiednie docenienie Jana Pawła II nie powinno stanowić problemu. Na dyskusję nie zostało jednak zbyt wiele czasu. Następny wielki jubileusz, tym razem 25 rocznicy upadku muru berlińskiego, już za pięć lat. Tylko się nie bój, Berlinie.



Inne artykuły

społeczeństwo

Rośnie liczba elektrycznych rowerów

społeczeństwo

Powrót do szkoły

społeczeństwo

Ponad milion rodzin mniej

społeczeństwo

O piciu i paleniu

społeczeństwo

Ranking wpływu państw UE

społeczeństwo

Barometr Polska-Niemcy 2020

społeczeństwo

Wakacyjna zmiana planów

społeczeństwo

Kiedy Niemcy wyjdą z domów?

społeczeństwo

Co Niemcy kupują na Walentynki?

społeczeństwo

​Najpopularniejsze imiona 2019