społeczeństwo | 24.05.2013

Tajniacy z Niemiec - „syzyfowa praca” czy lenistwo?

autor: Łukasz Wolak

Czy niemieckie tajne służby państwowe przez szereg lat lekceważyły NPD i NSU? Wskazują na to  wydarzenia, które ujrzały światło dzienne i wywołały wielkie poruszenie niemieckiej opinii publicznej. Mowa już o „aferach z udziałem służb”. Czy jednak właściwie? Co wydarzyło się w Niemczech?


Łukasz Wolak (dr historii, niemcoznawca)


Od przeszło miesiąca w niemieckich mediach możemy śledzić informacje dotyczące procesu działaczki NSU (Narodowosocjalistyczne podziemie) Beate Zschäpe, która, jak wykazało śledztwo, była zamieszana w morderstwa obywateli Niemiec, Turcji i Grecji dokonanych przez nieżyjących dziś działaczy tej organizacji (o tej sprawie już pisaliśmy na niemcy-online).


Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że o wszystkich działaniach tej organizacji wiedziały niemieckie służby. Trudno jednoznacznie wskazać, czy BND (niemiecka służba wywiadowcza) była wtajemniczona w całą sprawę. Jednak Urząd Ochrony Konstytucji- UOK (niemiecka służba kontrwywiadowcza odpowiednik polskiego ABW) oraz Niemiecki Urząd Kryminalny - BKA w sprawie NSU były od początku. Jak więc mogło dojść do tylu aktów terroru i zbrodni pod ich nosem?

 


Trochę historii - kontrwywiad versus NPD


Cofnijmy się do 2003 roku. Wtedy szerokim echem w niemieckiej i polskiej prasie odbiła się afera związana z NPD oraz próbą jej delegalizacji przez rząd kanclerza Gerharda Schrödera. Ostatecznie w wyniku różnych perturbacji sprawa NPD trafiła przez Niemiecki Trybunał Konstytucyjny. Ku zaskoczeniu członków rządu Trybunał zakazał delegalizacji, uznając tym samym prawo do jej dalszej działalności.


Powodem takiego obrotu sprawy był fakt, że cała organizacja wraz z kierownictwem na terenie Nadrenii Północnej-Westfalii była zinfiltrowana przez UOK. Rząd wraz z kierownictwem służby kontrwywiadowczej był tym bardziej zaskoczony obrotem zdarzeń, kiedy w orzeczeniu Trybunał nakazał ujawnienie danych członków NPD, którzy zostali zwerbowani przez kontrwywiad. W tej kwestii interweniował rząd. Stanowczo zaprotestował przeciwko ujawnieniu danych w obawie o bezpieczeństwo agentów, a tym samym całej kilkuletniej operacji UOK. Ujawnienie danych mogło zagrozić życiu agentów, funkcjonariuszy i ich rodzinom.


Mimo różnych poglądów i wypowiedzi członków niemieckich partii rząd Angeli Merkel nie kwapi się do zdelegalizowania NPD. Mając na uwadze porażkę rządu Schrödera stara się zachować dystans i nie angażować w żadne akcje związane z delegalizacją. Tymczasem działalność NPD nabiera rozmachu a jej członkowie stają się coraz bardziej sprytniejsi propagując swoją ideologię poprzez upowszechnienie odpowiedniej muzyki - czytamy na łamach internetowego wydania Deutsche Welle (swoje zdanie w tej sprawie wyraził w 2011 r. Federalny Urząd Ochrony Konstytucji, który nie stwierdził wpływu muzyki na zwiększenie się członków organizacji).



Wydaje się więc, że sprawa NPD okazała się wielką wpadką niemieckiego rządu a jednocześnie klęską kontrwywiadu. Czy zrażeni efektami swojej kilkuletniej pracy funkcjonariusze zdecydowali się ustąpić i nie kontynuować akcji infiltracyjnych w niemieckim środowisku skrajnych organizacji?



Tak się zapewne nie stało. Działając w wyciszeniu nie są narażeni na medialne spekulacje, które mogłyby zaszkodzić całej sprawie. Z innej strony może okazać się trafne stwierdzenie, że niemieckie służby po sprawie NPD są w głębokiej defensywie. Brak wsparcia dla tych działań ze strony rządu może pogłębiać zarówno frustrację funkcjonariuszy, demotywować ich do dalszej pracy, a tym samym sprawiać, że Państwo będzie wiedziało mniej o skrajnych ugrupowaniach działających na terenie Niemiec.




Kolejna klęska niemieckiej służby



Wspomniany proces działaczki NSU jest kolejną ze spraw, w którą zaangażowane zostały niemieckie służby - tym razem kryminalne. Jak mogło dojść do tego, że działacze NSU: Beate Zschaepe, Uwe Boehnhard i Uwe Mundlos terroryzowali Niemcy tak długo? Dlaczego służby niemieckie nie wykazały zbyt wielkiej wrażliwości w związku z działalnością tego ugrupowania? Organa niemieckich służb potrzebowały aż 9 ofiar w tym niemieckiej policjantki, aby zatrzymać ekstremę NSU - stosunkowo małej organizacji.



Te oraz inne wątpliwości ma wyjaśnić specjalna Komisja śledcza Bundestagu ws. działalności NSU. Redakcja Deutsche Welle w swoim artykule pt. „Za serią zabójstw w Niemczech może stać duża grupa neonazistów” analizując wydarzenia związane z morderstwami w Niemczech przytoczyła tekst "Bild am Sonntag", który podał, iż członkom wspomnianej komisji śledczej przekazano listę aż 129 członków i wspierających działalność terrorystów z Zwickau.



Czy może być to przypadek podobny do tego związanego z NPD? Wydaje się, że również tym razem poziom wrażliwości służb kryminalnych był zbyt niski. Początkowo służby nie bardzo wiedziały, kto stał za morderstwami. W śledztwie badano całkowicie błędny wątek mówiący, że przestępstwa dokonywała mafia zajmująca się handlem narkotykami lub bronią. Z zeznań rodziny ofiar wynikało, że policja sprawdzała ewentualne kontakty z handlarzami narkotyków, z turecką mafią, kręgami półświatka, pod uwagę brano machinacje różnego kalibru a nawet morderstwo na zlecenie żony ofiary. Nikt z funkcjonariuszy nie łączył zdarzeń z innymi morderstwami na terenie Niemiec.



Czy był to błąd analityków Niemieckiej Służby Kryminalnej? Nie znam akt sprawy, ale jedyna odpowiedź, która nasuwa się w tym przypadku jest twierdząca - to był błąd rzemiosła. Takiego samego zdania jest Gavriil Boulgarides - siostra Greka Theodorosa zamordowanego przez członków NSU w 2005 r. Uważa ona, że niemiecka BKA przez lata badała niepotrzebne wątki wymierzone wprost w rodzinę zamordowanych.



W mediach niemieckich co raz pojawiały się kolejne rewelacje związane z działalnością NSU. Okazało się bowiem, że dwóch policjantów w Schwäbisch Hall było członkami Ku-Klux-Klanu, rasistowskiej organizacji, której początki sięgają XIX wieku. Jeden z nich był przełożonym policjantki zamordowanej w Heilbronn w 2007 r. przez członków NSU. Sprawą Ku-Klux-Klanu podjęli specjaliści z grupy „Umfeld”, badającej działalność NSU, którzy wskazali, że prawo niemieckie nie zabraniało założenia takiej organizacji.



Analizując informacje i wydarzenia związanej z NSU nasuwa się pytanie czy w całej tej sprawie swój udział, po porażce z NPD, miał Urząd Ochrony Konstytucji? Jeden z tych wątków sprawy bada Komisja, która chce sprawdzić, czy z pośród 129 osób wskazanych, jako członków lub wspierających NSU było agentami kontrwywiadu. Gdyby okazało się, że organizacja ta była pod kontrolą UOK byłaby to gigantyczna porażka niemieckiej służby.

 

Jedno jest pewne, niemiecki kontrwywiad mógł być zainteresowany działalnością NSU i chcieć wykorzystać ją do swoich celów: wewnętrznej walki o wpływy w Niemczech. W całej sprawie odium spadło na BKA oraz jej landowe odpowiedniki - LKA. Oliwy do ognia dolał szef Niemieckiej Służby Kryminalnej, który stwierdził przed Komisją Bundestagu, że służba niszczyła dokumenty w sprawie „terrorystów z Zwickau”. W jakim celu? Będzie to jedno z ustaleń procesu.

 

 

Co dalej?

 

6 maja 2013r. rozpoczął się przed Wyższym Sądem Krajowym w Monachium proces głównej oskarżonej Beate Zschaepe. Pozostali działacze Uwe Mundlos oraz Uwe Böhnhardt popełnili w listopadzie 2011 r. podczas akcji policji samobójstwo. Na ławie oskarżonych zasiądą również specjaliści z niemieckich służb specjalnych, których prokuratura oskarża o bezczynność w tej sprawie. Jak wskazuje niemiecka prokuratura w 500 stronicowym akcie oskarżenia, już od 1998r. niemieckie służby specjalne wiedziały o działalności Uwe Mundlosa oraz Uwe Böhnhardta. Śledczy wskazali, że późniejsi członkowie NSU swoją działalność rozpoczęli jeszcze w 2000 roku.



Czym więc spowodowana była, pytał Christian Ude - burmistrz Monachium, ślepota służb na prawe oko, która trwa blisko od 80 lat? Sypią się kolejne wątpliwości i pytania w stronę służb. Jak było możliwe, aby jeden z agentów będąc w bliskim związku z główną oskarżoną niczego nie ustalił? Proces toczący się przed sądem w Monachium będzie niewątpliwie trudny. W całej sprawie nie brakuje emocji i skrajnych poglądów. Nawet tych o możliwej reorganizacji niemieckich służb specjalnych, które w sprawach organizacji ekstremistycznych na terenie Niemiec zbierają same porażki.


Czy winne są same służby? Odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana. Służby odpowiadają za żywotne interesy Niemiec, odpowiadają za bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne ale to Państwo reguluje i kontroluje ich działalność. Tym bardziej wydaje się, że problem z pozoru jest prosty a sedno kłopotów tkwi na styku niemiecki rząd - służby specjalne - bezpieczeństwo.



Inne artykuły

społeczeństwo

Autozurück - autorzy wyjaśniają

społeczeństwo

Zagadka rozwiązana!

społeczeństwo

Im lepiej tym gorzej

społeczeństwo

Niemcy nie wierzą w Wielką Koalicję

społeczeństwo

Świąteczny barometr

społeczeństwo

Grudzień!

społeczeństwo

Dyskusja [STREAMING WIDEO]

społeczeństwo

Najwięcej imigrantów żyje w...

społeczeństwo

2000 euro dla imigranta?

społeczeństwo

wroclaw1945.pl