społeczeństwo | 25.03.2019

Tani prezydenci

autor: Tomasz Sikora
Tani prezydenci
Niemiecka izba kontroli sprawdziła, na co idą pieniądze obywateli. Otóż części byłych polityków w Niemczech wydawało się, że są nie byłymi reprezentantami narodu, ale co najmniej cesarzami. Teraz to się zmieni.
"Bild" sprawdził jak radzą sobie niemieccy byli prezydenci i kanclerze. Otóż dobrze, bardzo dobrze, za dobrze. Niektórzy na koszt podatnika prowadzą bardzo luksusowe kancelarie i mimo że zarabiają pracując dla innego państwa - jak to się dzieje w przypadku Gerharda Schoedera - to jeszcze od niemieckiego państwa rokrocznie dostają setki tysięcy euro. A raczej dostawali.

Najpierw wydatki sprawdził Federalny Trybunał Obrachunkowy (BRH) czyli odpowiednik polskiej Najwyższej Izby Kontroli. Swój raport zakończył znamiennym - "granice zostały przekroczone". Potem o wynikach kontroli poinformował Bild, co z kolei wzburzyło społeczeństwo. Nie sam fakt publikacji, ale tego co można było w niej przeczytać.

Najbardziej ludzi wzburzył przykład Schoedera - polityk, gdy przestał być kanclerzem, natychmiast zaczął pracę dla rosyjskiego Gazpromu. Dziś były szef SPD zarabia w rosyjskich koncernach Gazprom i Rosnieft znacznie więcej, niż wynosi państwowe niemieckie uposażenie dla byłego szefa rządu - 236 tys. euro rocznie. Nieminiej jednak te pieniądze co roku i tak wpływaja na jego konto. Teraz to się zmieni. 

Z obniżką dochodów będzie musiał tez pogodzić się były prezydent Christian Wulff (CDU), który sprawował swój urząd przez zaledwie 20 miesięcy i który jest obecnie wziętym adwokatem.

Komisja budżetowa Bundestagu ograniczy państwowe wydatki na byłych prezydentów i kanclerzy. Zgodnie z podjętą decyzją, na którą powołuje się portal bulwarówki "Bild", od państwowego uposażenia byłych dygnitarzy będą odliczane ich aktualne dochody. Co oznacza że Schroeder czy Wulf nie dostana od państwa ani złotówki.

To nie wszystko. Oprócz radykalnego ścięcia pensji posłowie przewidzieli też odchudzenie budżetów reprezentacyjnych i przeznaczonych na biura byłych przywódców. Państwo przestanie zwracać koszty podróży osób towarzyszących politykom w podróży. Byli prezydenci i kanclerze będą mogli zatrudniać tylko po jednym kierowniku biura, dwóch referentów (po 5 latach od zakończenia urzędowania - jednego), do tego sekretarkę i kierowcę. I jeszcze jedna istotna zmiana. Biura ma im od teraz wynajmować administracja Bundestagu. Jest to swojego rodzaju prztyczek w nos byłego prezydenta RFN Horsta Koehlera (CDU), który rocznie na lokum przy Friedrichstrasse w Berlinie dostaje 2,3 mln euro.

Co ciekawe nowe regulacje nie będą obowiązywać obecnie urzędującej kanclerz Angeli Merkel (CDU) i prezydenta Franka-Waltera Steinmeiera (SPD).


o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

społeczeństwo

Zamrożenie czynszów

społeczeństwo

Özil się ożenił. Ale jak!

społeczeństwo

Szybkie śniadanie w Berlinie? Zapomnij!

społeczeństwo

Ważny sprawdzian

społeczeństwo

Wczoraj i dziś [GALERIA]

społeczeństwo

Rewolucja u Loewa

społeczeństwo

Polskie siostry...

społeczeństwo

Turecki napływ imigrantów

społeczeństwo

Aborcja jeszcze bardziej light

społeczeństwo

Orbis Wratislaviae