społeczeństwo | 15.10.2015

Wysiadka z auta

autor: Tomasz Sikora
Wysiadka z auta
600 samochodów na 1000 mieszkańców - tak jest w Warszawie, 580 - Wrocław, Poznań - 560, z dużych miast na samym dole jest Białystok z 380 samochodami na mieszkańca. Ale i tak Polacy są lepsi od Berlińczyków.
Powiedzmy to dosadniej - przeciętny Polak jest bogatszy od Berlińczyka. Ba, biedny Polak jest od mieszkańca stolicy Niemiec bogatszy. Bo w Berlinie na 1000 mieszkańców samochodów jest ledwo 360. To mniej niż w jakimkolwiek polskim mieście wojewódzkim.

I więcej: my się bogacimy, a Niemcy biednieją. Bo o ile my się "motoryzujemy na potęgę" to Niemcy biednieją, tam spada liczba aut. Np w 1980 roku w Berlinie Zachodnim było 430 aut na 1000 mieszkańców! U nas auta się rejestruje, u nich sprzedaje lub wyrejestrowuje. 

No to jak to jest z tym bogactwem - o ile podane wyżej dane liczbowe są prawdziwe to ich interpretacja szwankuje. Bo owsem Niemcy rezygnują z samochodów, jednak na ogół nie dlatego, że ich na samochody nie stać, ale dlatego, że ich nie potrzebują. Inna rzecz, że w Niemczech często samochód jest nieopłacalny - ubezpieczenie kosztuje krocie, mechanik jeszcze więcej, a jak już wytrzepaliśmy lewą kieszeń na OC i AC, prawą na naprawy, to trzeba jeszcze wyściubić ostatnie zaskórniaki na parkingi. W miastach są bardzo drogie. 

Faktycznie aż 23% Niemców nieposiadających samochodu przyznaje, że ich po prostu na automobil nie stać, to jednak aż 49% z nich mówi, że auta nie ma, bo nie potrzebuje. Pozostałe wskazania - że auto nie zgadza się z wyznawanymi wartościami (ekologicznymi), brak prawa jazdy, inne czynniki.

W Polsce samochód to synonim luksusu, to element podkreślający poprawę sytuacji materialnej. W Niemczech przeciwnie - auto powoli staje się synonimem złej sytuacji materialnej - bo oznacza, że mieszkamy w miejscu tanim i źle skomunikowanym. Lub wykonujemy pracę, do której musimy daleko dojeżdżać - co jest dowodem słabego wykształcenia i trudności ze znalezieniem zajęcia mniej absorbującego czasowo.

Jeżdżenie autem staje się passe. Przede wszystkim jest wyczerpujące, a niemieccy psychologowie motoryzacyjni - Verkehrspsychologen ustalili, uwaga!, 75 czynników dowodzących złego wpływu motoryzacji na dobrostan społeczny. Auta i ich nadmiar sprawiają, że społeczeństwo się atomizuje, obumierają funkcje socjalne, spada poziom bliskości obywateli, zamiera handel przenosząc się do galerii, spada wrażliwość społeczna. Słowem społeczeństwo się rozpada. Może to odpowiedź na niepokoje polskich socjologów o stan polskiego społeczeństwa i pytanie, co się z nim dzieje i skąd w Polakach tyle frustracji i braku empatii? Te dwie ostatnie cechy - to zdaniem psychologów z uniwersytetu w Bremie także efekt "samochodowego" zatomizowanego życia społecznego. 

Okazuje się, że na koniec zeszłego roku w Polsce przypadało 599 samochodów osobowych na 1000 mieszkańców. To więcej niż średnia dla całej Unii Europejskiej oraz państw EFTA (Norwegia, Szwajcaria, Islandia), która wynosi 564 auta na 1000 mieszkańców. 

Ale o ile w Polsce liczba auto rośnie to w Niemczech z roku na rok maleje. Zmieniają się także przyzwyczajenia i nawyki ludzi. Dziś prawie jedną trzecią dziennych podróży przeciętny Berlińczyk wykonuje pieszo. Jeśli nie pieszo to komunikacją miejską lub rowerem. Aut unikają wszyscy. 

Julia Wagner prowadzi swój rower przez Ludwigkirchplatz. Na kierownicy wisi torebka i tornister. 5 letnia córka Greta siedzi na siodełku, siedmioletnia Nina na bagażniku. Julia z pewnością nie ma samochodu. "Przeciwnie mam auto" - zaczepnie uśmiecha się 41 letnia Berlinka - "ale używamy go wyłącznie w weekendy . W tygodniu wszystko załatwiam rowerem". Całkowitej rezygnacji z auta sobie nie wyobraża. "Mój mąż cały czas zajmuje się carsharingiem, użycza pojazd lub miejsca w aucie podwożąc innych". "zapomnijcie jednak, ze auto to wyznacznik luksusu. To raczej coraz rzadziej użyteczny przedmiot".  

15.000 gospodarstw domowych przepytanych 

Julia Wagner jest żywym potwierdzeniem pewnego trendu: coraz częściej Berlińczycy rezygnują z samochodów. Zamiast tego coraz częściej do swoich podróży po mieście wykorzystują rower, autobus, tramwaj czy kolej - na- i podziemną. A czasem ta podróż odbywa się po prostu pieszo. Te informacje są wynikiem badania przeprowadzonego przez ekspertów Politechniki Drezdeńskiej - Technische Universitaet (TU) na zlecenie Senatu Berlina. Studia są podstawą do wyznaczania strategii dla rozwoju miasta na 2030 rok. Podobnie zresztą dzieje się w Polsce - w tej chwili między innymi Wrocław rozpoczął szerokie konsultacje społeczne, których efektem ma być wyłonienie nowej strategii rozwojowej dla miasta na 2030 rok. Polacy jedna głownie opierają się na zdaniu ekspertów pogłębionych dość wąskim "rozpytaniem obywatelskim", Niemcy dokładnie przepytali w 2013 roku 15 tysięcy gospodarstw domowych. W tym badaniu po raz pierwszy dokładnie zmierzono i opisano jak wygląda nastawienie Berlińczyków do komunikacji codziennej w stolicy Niemiec.

Jak wynika z badania ponad 1/3 całodziennego dystansu (35,3%) pokonywana jest pieszo. Niewiele mniej - 29% to podróże komunikacją miejską - autobusową i szynową (tu również kolej aglomeracyjna, U- i S-Bahn) Rowerem to kolejne 18,2% dziennych podróży Berlińczyków. Samochodem odbywa się ledwo 17,3% miejskich podróży. 

Carsharing nabiera wiatru w żagle

To nastawienie ma swoje praktyczne konsekwencje. Jak wynika z ankiety dziś 52,6% gospodarstw domowych w stolicy Niemiec nie ma ani jednego samochodu. 13% mieszkańców miasta korzysta z możliwości Carsharingu - czyli użyczania sąsiedzkiego samochodu lub podwózek w zamian za partycypację w kosztach. W te 13% wchodzą także wypożyczalnie aut - czymś powszechnym jest wynajmowanie samochodu na wyjazdy wakacyjne, lub weekendowe dojazdy do sklepu. Jak się okazuje takie użytkowanie auta wychodzi rocznie o 35% taniej niż posiadanie własnego auta (opłaty, naprawy, amortyzacje, parkingi etc.). Simon Kober jest prezenterem radia RTL na 104,6FM. Wprawdzie ma auto - to porsche z lat 80. "Ale korzystam z mego dzieciątka rzadko. Prawie wcale. Jak mam gdzieś pojechać, coś załatwić - to wypożyczam auto, lub biorę sąsiada. Jak mam pojechać do centrum - wyłącznie S-Bahn. Chciaż jak ostatnio się przyjrzałem to głównie po mieście poruszam się pieszo". 

Carsharing to oferta dla młodych. 

To rzeczywiście młodym ludziom przede wszystkim nie przeszkadza, że auto wynajmują lub pożyczają po sąsiedzku. Dla nich auto nie ma żadnej wartości symbolicznej. Traktowane jest raczej jako kłopot, coś "czym trzeba się dodatkowo zajmować". Według badania TU Drezno przeciętny użytkownik Car-sharingu ma 33 lata. Berlińczycy za to niezbyt chętnie korzystają z możliwości wypożyczenia roweru - to nietypowe dla Niemiec. W innych miastach wypożyczalnie jednośladów są bardzo popularne. Berlin na tym tle jest wyjątkowy. Tylko 4% mieszkańców Innenstadt (nie należy tego rejonu tłumaczyć jako Śródmieście - bo Innenstadt to miasto ograniczone pętlą ronda S-Bahn) i zaledwie 1% tych spoza ringu korzysta z możliwości Call a Bike, czy innego rowerowego usługodawcy. To daleko mniej niż inne wielkie miasta takie jak Paryż czy Hamburg. 

Ulrich Haupt z księgarni "Shakespeare and Company" od 20 lat porusza się wyłącznie rowerem. "I tak nie ma miejsc parkingowych w centrum miasta. Pedałuję codziennie, także w zimie. Wtedy mam koła wyposażone w spikes" (to specjalny rodzaj kolców w oponach, które nie niszczą asfaltu. Ten energiczny 61 latek, gdy ma dostarczyć książki do roweru doczepia lekka przyczepkę. To wystarcza w zupełności. Auto jest zbędne.

Senat czuje się utwierdzony

Berliński federalny sekretarz komunikacji (odpowiednik ministra transportu na poziomie landu) Christian Gaebler określa spadającą gwałtownie liczbę stolicznych kierowców jako coś "spektakularnie dobrego". Jego zdaniem Berlin może się już mierzyć z najlepszymi - takimi metropoliami jak Kopenhaga. "Wyniki pokazują wyraźnie, że nasza polityka komunikacyjna jest na dobrych torach, albo jak kto woli na dobrej drodze" - żartuje używając gry słownej urzędnik.

Gaebler w ten sposób stara się spacyfikować  oponentów z organizacji ekologicznych. Zieloni zarzucają miast zbyt wolną rozbudowę zielonych korytarzy i dróg rowerowych, a nawet rowerowych autostrad. Ostatnio Berlin zaczął przerabiać nieużywane tory kolejowe na autostrady rowerowe, którymi szybko można na dwóch kółkach bez kolizji z samochodami i pieszymi dojechać do centrum. Dla organizacji rowerowych i ekologicznych to wciąż za wolno i za mało. 

Krytykują Zieloni.

Stefan Gelbhaar, ekspert komunikacyjny Grünen, powtarza: "liczba rowerzystów wzrasta nie dzięki, ale mimo polityki Senatu". Jego zdaniem naprawdę w Berlinie nie widać w ostatnich latach znaczącej poprawy funkcjonowania komunikacji rowerowej. 

Analiza TU Berlin budowana poprzez szczegółowe ankiety przeprowadzone w 15 tysiącach berlińskich domostw ma być powtarzana co 5 lat. To ma być podstawa do rozwoju miasta w kolejnych planach. "Pięciolatki" oparte na analizie społecznej - tak w skrócie można by nazwać ten strategiczny pomysł Berlina. 



o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

społeczeństwo

Zjednoczone?

społeczeństwo

Plakaty weg!

społeczeństwo

Szpitale na cenzurowanym

społeczeństwo

Właściciel historycznej walizki poszukiwany!

społeczeństwo

Drżąca kanclerz

społeczeństwo

Kawa z resztek

społeczeństwo

Zamrożenie czynszów

społeczeństwo

Özil się ożenił. Ale jak!

społeczeństwo

Szybkie śniadanie w Berlinie? Zapomnij!

społeczeństwo

Ważny sprawdzian