komentarze | 20.11.2018

Inwestujemy na wschodzie!

autor: Tomasz Sikora
Polacy do wschodnich Niemiec mieli stosunek ambiwalentny – kpili z posłuszeństwa i karności, zawistnie patrzyli na nabuzowaną sterydami reprezentację sportową i kupowali deficytowe w Polsce towary. Potem zawistnie patrzyliśmy na płynące szeroką strugą pieniądze z zachodnich, starych Landów. Dziś sami taką stróżkę puściliśmy.

 

Coraz więcej polskich firm decyduje się na zainwestowanie swojego kapitału u naszego zachodniego sąsiada. Zaskakujące jest to, że swoją działalność rozpoczynają na terenach byłego NRD – obszaru Niemiec, który polscy obywatele raczej atencją nie darzą. Tym razem jednak nie odstraszają ich nazistowskie incydenty ani stereotypy. Pieniądz jest ważniejszy nawet od uprzedzeń, a Berlin to miasto, które w szczególności cieszy się uznaniem polskich przedsiębiorców.

 

Co ich przyciąga? Przede wszystkim bliskość geograficzna, stosunkowo niskie koszty pracy, olbrzymi potencjał aglomeracji berlińskiej, znakomita infrastruktura kolejowa i drogowa – jak wylicza w tygodniku Polityka Cezary Kowanda. W Niemczech małe i średnie przedsiębiorstwa mają większe możliwości pozyskiwania funduszy unijnych, jak również dogodnych kredytów, niż w Polsce. Zachodnia część kraju jest słabiej rozwinięta, cierpi na znaczne bezrobocie – a to otwiera dróżkę do unijnych funduszy. Pod pozorem wyrównywania gospodarczych szans miedzy wschodem a zachodem kraju, polskie firmy umiejscowione w Saksonii, Brandenburgii czy samym Berlinie wyciągają rękę po pieniądze z Brukseli. I nie są w tym osamotnieni - otrzymują wsparcie od niemieckich samorządowców. Na tym pomoc samorządów się nie kończy – inaczej niż w Polsce, gdzie w urzędach pracy panuje klasyczna spychologia i niemoc decyzyjna, Niemcy pomagają firmom stawiać pierwsze kroki. W każdym z landów znajdują się specjalne agendy, wspierające zainteresowane jednostki w wejściu na rynek niemiecki. To one wyręczają w załatwianiu wszelkich formalności, same z siebie informują o ulgach podatkowych itp. Dla przykładu w Berlinie działa Berlin Partner, zaś w Brandenburgii Zukunftsagentur Brandenburg.

 

To nie wszystko i polscy przedsiębiorcy zuchwale sięgają po więcej. Pojedyncze polskie firmy coraz częściej decydują się na przejęcie niemieckich firm. Pierwszy był polski koncern naftowy Orlen, który nieśmiało w 2002 roku odkupił od BP 200 stacji. Obecnie ma ich ponad 500 i, jak zapowiada to nie koniec inwestycji, mimo, że niemiecka filia koncernu ledwo wychodzi na zero. Orlen w Niemczech zmienił zresztą w 2007 roku brand i przemianował swoje stacje na STAR. Z inwestycji – głównie w byłych landach NRD – jednak nie rezygnuje – zapowiada nawet wzrost udziału w rynku do 5% i wreszcie wyjście z linii kredytowych nad kreskę.

 

Za Orlenem, który na niemieckim rynku się zadomowił poszły następne polskie marki. Zaletą tej metody jest możliwość przejęcia pracowników, technologii i standardów oraz jakości pracy, która w Polsce wciąż jest niższa. Należy pamiętać, że Niemcy to bardzo dojrzały rynek – w Niemczech inwestuje z sukcesem – jak wylicza Polityka – Vistula i Smyk otwierając swoje sklepy.

 

Na ogół jednak „polskie inwestowanie” wciąż kończy się na jedno- lub paroosobowej działalności gospodarczej. Tak działają polscy budowlańcy, opiekunki, mali przedsiębiorcy czy pracownicy naukowi. Taki rodzaj zatrudnienia pozwala ominąć wciąż obowiązujące niemieckie przepisy o zakazie pracy dla Polaków.

 

Czy istnieje ryzyko inwestowania w Niemczech? Oczywiście. Współczesny kryzys finansowy z pewnością w większym stopniu dotknął naszych zachodnich sąsiadów niż nas. Z drugiej strony, jak twierdzą ekonomiści, niemiecka gospodarka w dużej mierze uzależniona jest od eksportu, znacznie szybciej niż inne kraje zareaguje na nadchodzącą poprawę światowej koniunktury. A wówczas najbardziej skorzystają nie ci, którzy dopiero będą myśleli o inwestycjach, ale ci, którzy je zrealizowali.

 

Jeżeli chodzi o bariery administracyjno-prawne dotyczące zakładania działalności gospodarczej na terenie innego państwa związkowego, to również sytuacja wygląda coraz lepiej. Mówi się także o dodatkowym zagrożeniu ze strony niemieckiej partii NPD, której to działalność daje się we znaki Polakom właśnie na terenach wschodnich landów. Neonaziści w ostatniej kampanii w przygranicznych miastach wieszali plakaty przedwyborcze zawierające elementy antypolskie i wezwania by powstrzymać „Polski zalew”. NPD jednak sromotnie wybory przegrało, nie weszło do Bundestagu, wyborczy wynik miało poniżej 2%, a i w Landtagach neonazistom pokazano czerwoną kartkę. NPD dodatkowo jest izolowana przez inne partie i samych Niemców, którzy organizowali obywatelskie patrole zrywające antypolskie hasła. To najlepiej świadczy, że klimat na inwestycje we wschodnich landach jest dla Polaków wyśmienity.

 

Wciąż otwarte pozostaje pytanie, jak istotny dla polskiego PKB jest ten ekonomiczny atak polskich spółek na wschodnie Landy. Nikt takich danych nie prowadzi, a polski rząd nie tylko przedsiębiorców nie wspiera, ale nawet tego ruchu na wschód nie analizuje. Jak pisze słusznie Kawanda w Polityce: polskie inwestycje w Niemczech to nie tylko szansa wejścia na olbrzymi rynek i zdobycie nowych klientów. To także możliwość walki ze stereotypami dotyczącymi złej jakości polskich wyrobów i fatalnej organizacji naszej gospodarki.

 

Przychodzi oczywiście zdroworozsądkowa refleksja, że możemy z jednej strony cieszyć się, iż są miejsca, gdzie sprawnie inwestując nasz krajowy kapitał osiągniemy zyski. Firmy jak równy z równym konkurują z silnymi niemieckimi podmiotami, nie bez znaczenia jest napis Made in Germany w zestawieniu z negatywnym potencjałem „polnische Wirtschaft”. Szkoda, że te doświadczenia zdobywane na zachodzie nie procentują w Polsce – w większym stopniu. Można się spodziewać, że polscy inwestorzy poznając niemieckie metody transponują je do kraju podnosząc wydajność rodzimych zakładów. Pytanie jednak, czy nie można by tej samodzielności i przedsiębiorczości lepiej wykorzystać. Pytanie otwarte,  jak i droga na zachód w kierunku... wschodu. A dokładnie wschodnich Landów.



o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

komentarze

Koniec karnawału

komentarze

Polityka 2018

komentarze

Imigracja 2018

komentarze

Ekologia 2018

komentarze

Odbudujcie ten mur!

komentarze

Rok, w którym każdy coś wygrał

komentarze

Niemcy jadą do domu

komentarze

#GermanDeathCamps

komentarze

Zapłacicie za wojnę!?!

komentarze

Nie zmniejszą Polakom Kindergeld