komentarze | 11.06.2013

Militarna afera w Niemczech! Euro Hawk dołuje.

autor: Łukasz Wolak

Niemieckie lotnictwo postanowiło podnieść swój prestiż na arenie międzynarodowej angażując do służby drony - bezzałogowe statki latające produkcji amerykańskiej. Miał to być duży skok do elitarnego grona państw, w których lotnictwo używa tak wysoce wyspecjalizowanych maszyn w celu realizacji zadań zarówno ofensywnych jak i defensywnych podczas misji wojskowych lub prowadzenia działań zbrojnych. Zamiast jednak chwały dla pomysłodawców i zwolenników dronów, obecnie za Odrą rozpętała się największa w historii afera dotycząca niemieckiej armii. Co do tego doprowadziło?

Łukasz Wolak (dr historii, niemcoznawca)

„Bezzałogowy statek latający”- dron

Czym więc są drony i dlaczego wszyscy boją się ich działalności? Powszechnie możemy odnaleźć definicje, że są to „bezzałogowe aparaty latające” (z ang.  Unmanned Aerial Vehicle) lub "bezzałogowe statki latające" (z ang. Unmanned Aerial System). Są więc to po prostu statki powietrzne, które nie wymagają pilotowania przez załogę, sterowane zdalnie z centrum operacyjnego lub wykonujące loty autonomicznie (np. dzięki zaprogramowaniu).

Współcześnie używane są przez wojsko i służby wywiadowcze zarówno te cywilne jak i wojskowe. Wyposażone w głowice optyczne umożliwiające podgląd terenu, nad którym przelatują w dzień i w nocy (mogą zostać wyposażone w podgląd termiczny, co w przypadku braku obrazu odgrywa istotną rolę militarną).

Posiadanie dronów przez lotnictwo stawia je w elitarnym gronie armii mogących wykonywać „ciche” operacje militarne i zadania wywiadowcze. Ich zaletą jest przede wszystkim niska wykrywalność przez radary - mogą przelatywać na niewielkich lub bardzo dużych wysokościach nad ziemią (nawet do 20 kilometrów).

Militarna potrzeba

Zastosowanie „dronów” przez wojsko wydaje się dość oczywiste. Służą one jako samoloty zwiadowcze w ramach wydzielonych struktur w armii wykonując zadania dla oddziałów zarówno lądowych jak i powietrznych. Wojskowe zastosowanie tego typu sprzętu sięga nieomal I wojny światowej, kiedy to oddziały lotnicze trenowały wychwytywanie powietrznych celów. Podczas II wojny światowej pewną namiastką tej techniki lotów mogły być rakiety V-1, chociaż nie do końca były to statki powietrzne. Widać więc, że już przed laty wojsko poszukiwało takich projektów. Zimna wojna tylko zintensyfikowała tego typu prace, lecz o ich wynikach trudno dokładnie mówić.

Można za to śmiało stwierdzić, że pierwszą militarną okazją, w której można było zastosować drony była wojna w Afganistanie w 2001 i w Iraku 2003 r. Wówczas świat dowiedział się o istnieniu RQ-1 Predator. Był to uzbrojony dron (w wersjach cywilnych drony nie posiadają uzbrojenia), który naprowadzany na cel mógł prowadzić działania ofensywne.

Cywilna potrzeba

W zastosowaniu cywilnym drony mogą być wykorzystywane do całego szeregu zadań. Przede wszystkim służą nauce i naukowcom na terenie Antarktydy. Wysyłane są w miejsca trudno dostępne dla badaczy m.in. do zliczania populacji zwierząt. Także instytucje badające pogodę używają dronów do zbierania danych meteorologicznych. W Polsce przykładem wykorzystania cywilnego może być zapowiedź Komendy Głównej Policji dotycząca wykorzystania dronów do zbierania danych o ruchu drogowym, a także monitorowania stanu bezpieczeństwa na drogach.

Jak bardzo w cywilnym świecie drony stały się pewnego rodzaju potrzebą świadczy fakt, że na uniwersytetach powstają zespoły badawcze budujące własne bezzałogowe statki. Jednak oprócz wielu zalet, mają również one swoje wady, które na pierwszy rzut okna nie do końca są widoczne.

Drony w Niemczech

Początkowo drony nie były w Niemczech problemem. Z czasem zaczęto zwracać jednak uwagę na ich negatywne wykorzystanie.

Ulla Jelpke z Partii Lewicy zaprotestowała np. ws. niedostatecznej informacji ze strony rządu niemieckiego dotyczącej użycia dronów. Problemem okazał się również projekt Google-Street View, który wykorzystywał zdjęcia do opracowania mapy miast. Wspomniana Jelpke wskazywała na niebezpieczeństwo użycia dronów do śledzenia pracowników przez pracodawców. Zdaniem posłanki Lewicy ta sprawa wymaga innego uregulowania niż te, które obowiązuje w tej chwili. A mówi ono, że każda firma może użyć na swoim terenie dronów z kamerą pod warunkiem, że ich ciężar nie przekracza 25 kg, i że dron będzie przez cały czas w kontakcie wzrokowym z jego operatorem.- czytamy na łamach Deutsche Welle.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. W 2012 roku Niemieckie Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Rozwoju Miast wydało około 500 zezwoleń na użycie dronów wyposażonych w kamerę. Liczba zezwoleń jest wprost imponująca. Okazuje się, że w Niemczech ich używanie jest dość powszechne. Stało się tak za sprawą zastosowania drona z kamerą w 2011 roku, który przemieszczał się nad niemieckim miastem Düren w Nadrenii-Westfalii.

Unosząc się nad miejskim gimnazjum wykonywał lot na zlecenie prywatnej firmy zajmującej się fotografią krajobrazu. Mimo, że nie była to tajna akcja niemieckich służb, przyciągnęła uwagę wielu obserwatorów. Po tym wydarzeniu okazało się, że na terenie Niemiec wiele zakładów przemysłowych zaczęło używać dronów do monitorowania zdarzeń na własnym terenie. Także niemiecka policja zaczęła używać dronów do obserwacji ruchu drogowego na autostradach i kontroli imprez masowych, zaś kolej do kontroli linii dalekobieżnych pociągów a straż pożarna do zapobiegania pożarom lasów. Powszechność użycia tej technologii w Niemczech stała się więc faktem.

 

 

Niemiecka droga czy militarna potrzeba?

Zaczęło się od Afganistanu, Iraku i Izraela, jednak już w 2001r. niemieckie ministerstwo obrony rozpoczęło realizację projektu budowy dronu Euro Hawk. Początkowo kierowano się koncepcją, która w przyszłości miała wyposażyć Bundeswehrę w statki wojskowe. W związku z tym w 2007 roku podpisano pierwsze umowy na budowę i dostawę Euro Hawk’a. Równolegle armia niemiecka rozpoczęła procedury zmierzające do wprowadzenia na stałe do służby bezzałogowego statku latającego.


W 2009 roku Ministerstwo Obrony podpisało kolejną umowę na szkolenie pilotów lotnictwa z wiodącym izraelskim producentem dronów Izrael Aerospace Industries oraz wyposażono niemiecką armię w trzy „statki”. Drony miały zostać wykorzystane podczas Kontyngentu w Afganistanie (statki Heron-1). Rzecznik Niemieckiego MON podkreślał, że do tej pory armia korzystała ze szkoleń przeprowadzanych przez izraelskich specjalistów.

 

 

Wówczas całą sprawą zainteresował się również koncern EADS produkujący samoloty Airbus, który zabiegał o możliwość leasingu dronów dla armii niemieckiej. Nie spełnił on jednak wymagań. Wybrano więc ofertę izraelską, przede wszystkim, jak podkreślano, ze względu na doświadczenia zwiadowcze tego kraju. Umowa z izraelską firmą została zawarta do 2014 roku. Wówczas skończy się okres wynajmu statków.


Równolegle od 2007r. Niemieckie Ministerstwo Obrony przygotowywało plan zakupu i wdrożenia pięciu Euro Hawk’ów dla armii. Projekt ten miał dotyczyć odchudzonej wersji amerykańskiego „Predatora”, który wielokrotnie sprawdził się w warunkach bojowych. Niemiecki odpowiednik nazwano Euro Hawk, zaś produkcją zająć się miało amerykańskie konsorcjum „Northrop Grumman” oraz europejskie konsorcjum „EADS”.


Projekt ruszył. I nic by się nie wydarzyło, gdyby nie fakt przerwania projektu wiosną 2013r. przez Niemieckiego Ministra Obrony. Na jeden dzień przed posiedzeniem Komisji Bundestagu minister Thomas de Maiziere wstrzymał projekt. Od razu nasunęło się pytanie o przyczyny. W rządzie i na forum Bundestagu zawrzało. Pytanie „dlaczego” pojawiało się w niemieckiej prasie i polityce na okrągło. Co zawiodło? Czyżby niemiecki minister był przeciwny dalszej realizacji projektu? Nic bardziej mylnego. Co więc wiadomo w tej sprawie?


Oczywiście, jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to z pewnością o pieniądze. Tylko, że tym razem jest to sprawa bardzo skomplikowana z pewnymi nieścisłościami. Okazało się, że już w chwili realizacji projektu drony Euro Hawk będą miały problemy z otrzymaniem licencji na przemieszczanie się w europejskiej przestrzeni powietrznej. Takie uwagi niemieckiemu rządowi zgłaszał producent maszyn oraz centrala Bundeswehry. Drony nie zostały wyposażone w „Sense and Avoid" ("Poczuj i unikaj")- system antykolizyjny z innymi statkami powietrznymi. Ponieważ sterowanie dronem może odbywać się niezależnie na odległość kilku tysięcy kilometrów, jego start i lot wymaga specjalnego korytarza powietrznego.

 

 

Bez tego systemu podczas wznoszenia i lądowania maszyna zagraża bezpieczeństwu lotnictwa cywilnego. W czasie lotu porusza się ona na wysokości 20 kilometrów, a więc w przestrzeni bezkolizyjnej. Korytarze startu, lądowania i przelotowe w amerykańskiej przestrzeni powietrznej zostały na potrzeby wojska wydzielone. W Europie takich wydzieleń nie ma. W USA nie istnieje problem wyposażania dronów w ten system. Na dokładkę media doniosły, co wynikło z raportu FAS, że podczas przelotu pierwszego z zamówionych dronów z Kalifornii do Niemiec pilot stracił dwukrotnie kontakt z maszyną na około 10 minut.


Dlaczego więc niemieckie ministerstwo nie przewidziało zakupu systemu Sense and Avoid tylko zdecydowało się na kontynuowanie zamówienia, które sprawia, że drony nad Europą latać nie mogą, więc ciężko je także przetransportować w rejon działań wojennych? Czy minister liczył, że uda się niepostrzeżenie pozyskać kolejne pół miliarda euro na opłacenie licencji oraz zakup systemu antykolizyjnego? A może była to chęć uwspółcześnienia niemieckiej armii większa niż rozsądek?

 

 

Sprawie pikanterii dodaje fakt, że ministerstwo na realizację tego projektu wydało ponad 600 mln euro (!). Na drony, które nie wzbiją się w powietrze. Minister znalazł się w ogniu krytyki niemieckiej opozycji tym bardziej, że niedawno sam zabiegał o zaangażowane Niemiec w jeszcze jeden projekt realizowany wspólnie z NATO pod nazwą „Alliance Ground Surveillance" (Sojuszniczej Obserwacji Obiektów Naziemnych z Powietrza-AGS- przyp. OSW).

 

 

W jego wyniku Niemcy partycypują w zakupie pięciu wywiadowczych dronów typu Global Hawk (Euro Hawk jest bardzo podobny do wersji Global. Obydwa są największymi dronami bezzałogowymi na świecie). Niemiecka opozycja już ostrzy sobie zęby, ponieważ prawdopodobnie amerykańskie drony Global Hawk cierpią na tę samą przypadłość co wersja „Euro” i nie są dostosowane do potrzeb europejskiej przestrzeni powietrznej. Czy więc istnieje zagrożenie również dla realizacji tego projektu? Europejskie prawo lotnicze nie jest obecnie dostosowane do ruchu bezzałogowych statków.

 

Całą sprawą na polecenie Bundestagu zajął się również Federalny Trybunał Obrachunkowy, którego zadaniem było zbadanie finansowania projektu Euro Hawk. W swoim raporcie wskazał na wiele błędów ze strony ministerstwa. Uznał również, że nie do końca Maiziere ponosi pełną winę za konsekwencje przerwania projektu, ponieważ był realizowany również za czasów jego poprzednika zu Guttenberga, który zmuszony został do ustąpienia w powodu plagiatu. Gdzie wobec tego jest droga?

 

W obliczu zbliżających się wyborów skandal wokół ministra toczy się dalej. W niemieckim parlamencie zawrzało, opozycja domaga się dymisji ministra, kanclerz Merkel zachowuje zimną krew i wyraża pełne zaufanie do swojego podwładnego. Wywołany do tablicy przez Bundestag minister Thomas de Maiziere wskazał, że o kłopotach z brakiem licencji dowiedział się dopiero w marcu bieżącego roku. Natomiast redakcja Der Spiegel wskazała, że produkowane w USA drony miały problemy z otrzymaniem licencji na loty w europejskiej przestrzeni powietrznej jeszcze w 2011r., o czym wiedział resort obrony.


Mimo tej wiedzy projekt kontynuowano. Minister tłumacząc się z projektu Euro Hawk przed Bundestagiem powiedział, że będzie informował co pół roku parlament o realizacji każdego projektu związanego z zakupem broni i wyposażenia armii. Tłumaczenia ministra nie zmieniło stanowiska parlamentarzystów opozycji, którzy wprost czują się oszukani i wprowadzeni w błąd.


Jak kanclerz Angela Merkel rozwiąże ten przedwyborczy kryzys, czas pokaże. Jedno jest pewne, mamy do czynienia z największą aferą w niemieckiej armii od lat. Sprawa ta z pewnością sprokuruje jeszcze żywą dyskusję nad uregulowaniami w europejskiej przestrzeni powietrznej. Być może Niemcy stworzą precedens, który spowoduje zmiany w regulacjach prawnych.


Koniec końców afera z Euro Hawk’iem wywołała jeszcze jeden problem wymiaru etycznego. Swoje zdanie wyraziły grupy uznające drony za „cichych zabójców”. Uzasadniają swoją postawę tym, że sterowanie za pomocą joysticka militarnym dronem nie jest grą komputerową a rzeczywistością. Etycy wskazują na znaczny wzrost śmiertelności cywilów przy zastosowaniu wojskowych dronów.

Można więc zastanowić się nad współczesną ideą prowadzenia działań militarnych. Czy są one efektywne? Obecnie technika wojskowa zmierza w kierunku minimalizowania strat w szeregach armii i kosztów prowadzenia działań militarnych. W fazie projektów są badania nad dalszą i głębszą robotyzacją armii. Niegdyś oglądaliśmy takie obrazki na ekranach telewizorów a dzisiaj stają się bardzo realne. Dlatego drony doskonale wpisują się w aktualną politykę militarną.