komentarze | 21.10.2018

Rok, w którym każdy coś wygrał

autor: Tomasz Sikora
W 1989 roku kraje wschodniej Europy rozbroiły swoje policyjne reżimy. To był akt założycielski współczesnej Europy Narodów.

Bon-mot Lecha Wałęsy, który należy do jego najcelniejszych spostrzeżeń: akwarium łatwo jest zrobić zupę rybną - wystarczy podgrzać – tak założyciel Solidarności mówił o przejściu z kapitalizmu na socjalizm. Natomiast z zupy rybnej zrobić na powrót akwarium - oto zadanie, przed którym stajemy i nie mamy gotowej recepty, jak to zrobić. Tak, w ten niby rubaszny sposób, założyciel Solidarności ostrzegał, że kraje czeka rewolucja bez przygotowanej teorii. Po rewolucji trzeba podjąć realny trud budowania wszystkiego na nowo: państwa i prawa, gospodarki i społeczeństwa.  Metafora zupy rybnej, pierwotnie dotyczyła tylko systemu gospodarczego, ale daje się łatwo użyć także w kwestiach politycznych. Tu i tam trzeba było z systemu reglamentowanego, nieelastycznego, centralnie sterowanych i wodzonych na pasku marionetek stworzyć wolnych i samo stanowiących aktorów. Tylko skąd tych aktorów wziąć? Czy to się w ogóle może udać?

W wielu, zadziwiająco wielu, krajach ta przemiana się powiodła. Odpowiadamy teraz europejskim normom – mówi polski historyk Włodzimierz Borodziej o Europie Środkowowschodniej – tu i tam słychać populistów, czy prawicowych ekstremistów, ale zawsze to 10% mniejszość w systemie politycznym. Do tego jeszcze wiatr zmian i demokratyzacji musiał pokonać większe trudności niż te, które przechodziły kraje Europy Południowej. Reformatorzy Środkowej i Wschodniej Europy musieli najpierw zlikwidować totalitarny system, który wniknął właściwie w każdy obszar życia.

Tym bardziej warto się dziś zastanowić, „jak to się stało, że się udało” – tak wiele krajów rewolucję przeszło bezkrwawo i pokojowo. Na przykład Lipsk. To tu w październiku 1989 roku masy ludzkie po raz pierwszy w historii NRD udowodniły, że „Lud” (das Volk) jest silniejszy niż tamtejsza „Ludowa Policja” (Volkspolizei) i jej pomocnicy. Przy okazji warto pamiętać, że nie mamy prawa do niemieckiego egotyzmu. Mur Berliński zaczęto szturmować, gdy nie było to już zabronione, gdy członek biura politycznego niezbyt zgrabnie dał na to przyzwolenie. Ostatecznie ten upadek muru zbudował najpiękniejszą metaforę przełomu i ładne telewizyjne ujęcia zmian.

Dlaczego zatem, ta zmiana się udała? Za każdym razem zapłon w każdym z krajów przyszedł z innej strony. Samuel Huntington mówi o transformation, transplacement i replacement. Pierwszy wariant to z góry sterowany proces reform. Taki nastąpił na Węgrzech, gdzie na początku 1989 roku komunistyczni reformatorzy dopuścili pluralizm i wolność zgromadzeń. W czerwcu mogli dzięki temu zasiąść do „okrągłego stołu” i później dość długo utrzymać się przy władzy.

Drugą drogę wskazała Polska. Tutaj opozycja, od czasu utworzenia Solidarności w 1980 roku i prób jej zwalczania, była nieporównywalnie silna. Pod wpływem strajkujących robotników minister spraw wewnętrznych generał Kiszczak, czuł się zmuszony w sierpniu 1988 do zorganizowania obrad Okrągłego Stołu. Częściowo demokratyczne wybory z czerwca 1989 doprowadziły, zaskakująco dla władzy i opozycji, do miażdżącego zwycięstwa sił Solidarności.

W końcu trzecia droga, błyskawiczny "replacement", ukarał tych, którzy – jak stwierdził swego czasu Gorbaczow – „przybyli za późno na przyjęcie“. Tak stało się w ówczesnej Czechosłowacji, gdzie po obaleniu berlińskiego muru raz dwa następowały po sobie wydarzenia:  wiece i strajk generalny w zaledwie kilka tygodni spowodowały utworzenie rządu, w którym komuniści byli już tylko mniejszością. 29 grudnia 1989 roku Vaclav Havel został wybrany przez Zgromadzenie Narodowe prezydentem Czechosłowacji.

Od tamtej pory wydarzyło się wiele dramatycznych zmian. Przeciętne realne zarobki spadły w Polsce z powodu wprowadzanych nagle reform nawet o 25%. Bezrobocie, przestępczość i korupcja obciążają społeczeństwa bloku wschodniego. Frekwencja w wyborach parlamentarnych w Czechosłowacji w 1990 roku wynosiła 95%, a w Polsce, rok później zaledwie 43%. Na Słowacji populiści i nacjonaliści święcili triumfy pod rządami premiera Władymira Meciara. W latach 1994-98 prawie całkowicie przejęli władzę w państwie.

W obliczu tej sytuacji trzeba się było odwołać do kulturowych zasobów społeczeństw i ich cywilizacyjnego poziomu. To stymulowało rozwój potencjału obywatelskiego w krajach, które przechodziły zmiany. Pozytywne impulsy płynęły z Brukseli, ale też z wnętrza rodzących się struktur społecznych. Te zasoby były wystarczające, ale tylko na gorączkowe   apogeum przemian, jak rozważa lipski pisarz Erich Loest na monotonne „trudy codziennej orki” sił i energii już raczej nie starczyło.

Być może potencjał do zmian był w polskim pędzie do wolności i węgierskim pragmatyzmie. Lecz jakie zasoby miała Rumunia? Tam nie było Solidarności – tłumaczyła przed laty Herta Mueller – tam nie było Kościoła, który wspierałby polityczną opozycję, zabrakło również wydawnictw podziemnych. Gdy Hiszpanie otrząsnęli się z dyktatury, uchwycili się idei monarchii. Gdy w grudniu 1989 roku w Rumunii przyszedł kres dyktatury, naród rozstrzelał swojego władcę. Bo cóż innego mógłby zrobić?

W końcu sprawa obecnych wschodnich sąsiadów Unii Europejskiej. Również tam byliśmy świadkami robiącego ogromne wrażenie przełomu, który po części przypominał ten węgierski – choć rozpoczął się wcześniej. Ten zawdzięczamy przede wszystkim Michaiłowi Gorbaczowowi, który w dzisiejszej Rosji ma statut wyśmianego i pogardzanego „bohatera odwrotu, jak nazwał go Hans Magnus Enzensberger. Z pośród trzech wschodniosłowiańskich narodów już dwa przeszły i przechodzą fazę odwrotu od demokratyzacji. W Rosji prezydent Jelcyn wydał rozkaz ostrzelania niepokornego parlamentu przez czołgi, na co zresztą pozwolił Zachód, jak i dziś zezwala na podobne działania Putina.

Białoruś nie miała wystarczających zasobów kulturowych i historycznych, by w chaosie lat dziewięćdziesiątych utrzymać obrany kurs. Tak wybrano populistę Łukaszenkę, który w szybkim tempie przemienił się w autokratę. Tylko Ukraina miała szczęście: „spóźniła się na przyjęcie”, a dostał jej się niezły kawałek tortu.  Przeżyła swój „przełom 1989 roku” dopiero w 2004 roku jako „Pomarańczową Rewolucję”. Jej najważniejsze postulaty – pluralistyczne społeczeństwo i wolne wybory, zostały, pomimo bardzo trudnych okoliczności towarzyszących – osiągnięte.

Co pozostaje? Upadek muru jest świętowany w całych Niemczech. Czy w takim razie wydarzenia 1989 nie mogłyby lec u podłoża nowej europejskiej tożsamości? Te zdarzenia były aktem założycielskim Europy Narodów. I co najpiękniejsze: Wszystkie narody wyszły z reform 1989 roku wygrane, inaczej niż w 1918 czy 1945, gdzie byli zarówno zwycięzcy jak i pokonani.



o autorze

Tomasz Sikora

Tomasz Sikora

redaktor naczelny niemcy-online.pl, dziennikarz Polskiego Radia specjalizujący się w tematyce niemieckiej, pracownik wrocławskiego Centrum im. Willy'ego Brandta.

Inne artykuły

komentarze

Polityka 2018

komentarze

Imigracja 2018

komentarze

Ekologia 2018

komentarze

Inwestujemy na wschodzie!

komentarze

Odbudujcie ten mur!

komentarze

Niemcy jadą do domu

komentarze

#GermanDeathCamps

komentarze

Zapłacicie za wojnę!?!

komentarze

Nie zmniejszą Polakom Kindergeld

komentarze

Karski szpiegiem niemieckiego wywiadu